poniedziałek, 8 czerwca 2015

List od Ministra Magii

Witajcie kochani!
Mam do Was wiadomość i prośbę. Jeśli ktoś w ogóle czyta mojego bloga to bardzo proszę, aby zostawił po sobie jakiś ślad. Dla Was to raptem kilka chwil napisanie krótkiego komentarza pod rozdziałem. 
Zrobimy tak... jeśli pod ostatnim rozdziałem pojawi się co najmniej 5 komentarzy, to wstawiam kolejny rozdział :D
Wierzę, że dacie radę i zmotywujecie mnie do dalszego pisania.
Pozdrawiam:* ~ Lisa 

środa, 6 maja 2015

Rozdział X

     Witam wszystkich i przepraszam za tak długą przerwę, ale tyle się dzieje, że ledwo mam czas na cokolwiek :)
     Nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania ~ Lisa 
***
     Leżała na purpurowej pościeli patrząc w sufit. Nie miała ochoty nawet na czytanie książek, bądź odrabianie prac domowych. Jej myśli ciągle krążyły wokół balu, do którego zostało już raptem dwie godziny. Zza drzwi dobiegały ją podniecone głosy Gryfonek, które były już niemal gotowe, jak i przerażenie okrzyki rozpaczy z powodu jakiegoś problemu związanego z ubiorem, bądź fryzurą, czy makijażem. Żałosne. Westchnęła.
     Major leżał jej na brzuchu mrucząc dość głośno ukazując zadowolenie z głaskania przez swoją panią. Nagle zerwał się i zeskoczył z łóżka. Dziewczyna podniosła się zaskoczona nagłą zmianą zwierzaka i usiadła po turecku patrząc jak kocur bawi się małą piłeczką. Jednak kociak dość szybko stracił zainteresowanie martwym przedmiotem. Wlazł znów na łóżko i usiadł naprzeciwko Hermiony wlepiając w nią swoje srebrzyste ślepia. Zamiauczał.
-Chcesz coś?-Spytała i wyciągnęła rękę chcąc go pogłaskać, ale Major znowu zeskoczył z łóżka miaucząc głośno.
     Krążył wokół otwartej szafy, aż w końcu do niej wlazł. Dalej miałczał przeraźliwie. Hermiona chcąc nie chcąc wstała i podeszła do wielkiej szafy. O co chodziło temu kotu? Otworzyła drzwi szerzej i ujrzała kota siedzącego na pudełku. Wpatrywał się w nią intensywnie, jakby chciał jej coś powiedzieć. Zszedł powoli z pudełka i zaczął się łasić. Dziewczyna wyciągnęła pudełko i położyła je na łóżku. Podniosła wieko. Czerwona sukienka lśniła w promieniach zachodzącego słońca. Dotknęła jej. Była miękka…
     W jej oczach wezbrały łzy. Pamiętała, jak jej matka mówiła, że na ten bal znalazła dla niej idealną sukienkę. Tuż przed jej wyjazdem do Hogwartu. Chciała, aby córka wyglądała olśniewająco. Była z niej taka dumna…
     Myśli o matce sprawiły, że po jej policzkach raz po raz spływały kolejne słone łzy. Tak bardzo chciałaby móc się do niej przytulić… ten jeden ostatni raz. Powiedzieć, jak bardzo ją kocha i że nie chce mieć innych rodziców. Z chęcią zapomni o tych biologicznych.
     Chwila słabości… morze wylanych łez ilekroć nikt nie patrzy. Wielka dziura w sercu, którą nic nie było w stanie wypełnić. Czy można dalej funkcjonować po stracie rodziców? Oczywiście. Czy to jest łatwe? Nie ma dróg na skróty. Nic nie jest łatwe. O czym mażą rodzice? Aby ich dzieci były szczęśliwe… nawet po ich śmierci.
     Major wyczuwając załamanie swojej pani wlazł jej na kolana i położył się. W jego kocim umyśle właśnie w ten sposób uważał, że może ją pocieszyć. Hermiona zaczęła go głaskać próbując się uspokoić. Co by chciała jej matka? Tego, aby pojawiła się na balu, uśmiechnięta… po prostu szczęśliwa.
     Zerwała się nagle z miejsca. Przecież nie może jej zawieść. Spojrzała na zegar. Miała półtora godziny do rozpoczęcia balu. Czy zdąży się przygotować? Oczywiście. W końcu nazywa się Hermiona Granger. Wychodziła cało z o wiele gorszych opresji. Uśmiechnęła się mimo łez. Miała przed sobą dużo roboty, a tak mało czasu…
***
     Draco stał oparty niedbale o ścianę. Miał na sobie gustowną czarną szatę, która mocno kontrastowała z jego jasną karnacją i włosami. Wpatrywał się w wejście do Wielkiej Sali. Niemal wszyscy uczniowie już byli, a Granger się spóźniała. Spokojna muzyka rozchodziła się po korytarzu, a przyciemnione światło stwarzało tajemniczą atmosferę. 
     Mijające go dziewczyny w różnorodnych maskach zalotnie się do niego uśmiechały i trzepotały nienaturalnymi długimi rzęsami. Reagował na to obojętnie. Przywdział kamienny wyraz twarzy znudzonego młodego boga. Nawet nie zwrócił uwagi na Blaisa, który stanął obok niego. Ślizgon również miał czarne szaty, ale miał białą koszulę, co mocno kontrastowała z resztą jego wizerunku.
-Co tam Smoku?-Zagadnął wesoło.- Wyglądasz jakbyś chciał wszystkich zamordować. Czyżby Granger cię wystawiła?
-Odwal się-odparł Draco. Jego przyjaciel wypowiedział na głos jego największą obawę. Co jeśli go wystawiła? –A gdzie twoja partnerka? W ogóle kogoś zaprosiłeś?- Chciał zmienić temat.
-Oczywiście-obruszył się.- Nie zgadniesz, kogo.
-Pewnie jakąś długonogą blondynkę. –Odparł beznamiętnie. Niemal bezinteresownie.
-A skąd-zaprzeczył. – Znalazłem prawdziwą lisice Draco.
     Uśmiech zagościł na jego twarzy. Spojrzał na szczyt schodów, na których pojawiła się dziewczyna w zielonej sukience. Zlustrował ją wzrokiem. Rude, długie włosy miała idealnie wyprostowane. Opadały jej na ramiona. Zielona sukienka na ramiączkach była długa do samej ziemi. Delikatnie opinała talię dziewczyny podkreślając jej atuty. Ciemnozielona maska mieniła się delikatnie złotawym blaskiem.
     Ginny na widok czarnoskórego chłopaka uśmiechnęła się delikatnie, nieśmiało. Tak jakby nie była tą wyrachowaną siostrą Weasley’ów. Ukazała się w pełnej krasie swej kobiecości. Z podniesioną głową zeszła ze schodów i przyjęła ramię Blaisa.
-Do zobaczenia na balu Smoku - zwrócił się do przyjaciela nawet na niego nie patrzeć. Za bardzo oczarowany był widokiem swojej towarzyszki.
     Draco prychnął tylko ze złością. Jak facet może być tak podatnym na wdzięki kobiet? Przecież to niedorzeczne. Mężczyźni z natury są silni, dominujący, albo raczej powinni być… on taki jest. Nie ulega kobietom, jedynie sprawia żeby one tak myślały. Wtedy dostawał to, czego chciał.
     Muzyka z Sali stała się szybsza. Młody mężczyzna widział, jak pary tańczą ze sobą świetnie się bawiąc. Tylko on jeden stał samotnie pod ścianą. Wkurzony, zirytowany i dziwnie obojętny jednocześnie. Dlaczego on tu właściwie dalej stoi? Równie dobrze może pójść sam na ten śmieszny bal. Poderwać jakąś pannę i spędzić dość miło noc. Zagłuszyć rozgoryczenie.
     Oderwał się od ściany z twarzą amanta gotowego na nocne łowy. Już chciał ruszyć do sali, gdy jego uszu dobiegł cichy dźwięk stukania. Spojrzał w stronę szczytu schodów. Na środku stała Hermiona. Poznał ją od razu. Włosy miała upięte w elegancki kok przyozdobiony niewielkim złotym piórem, które pasowało do jej szkarłatnej maski mieniącej się delikatną złocistą poświatą. Patrzyła na niego. Usta miała lekko rozchylone. Malfoy powiódł wzrokiem po jej sukni. Była tego samego koloru, co maska. Nie miała ramiączek. Ramiona dziewczyny były nagie. Gorsetowa góra sukni opinała biust i talię dziewczyny uwydatniając jej kształty. Drapowany dół delikatnie rozszerzał się ku ziemi. Wyglądała olśniewająco.
     Malfoy stał oniemiały. Jednak dość szybko się opanował i gdy Gryfonka z gracją zeszła na dół miał już na twarzy wymalowaną arogancję, którą nie zdołała ukryć kruczoczarna maska. Widział, jak na jej twarzy gości delikatny uśmiech. Policzki wyglądały słodko muśnięte bladym różem. Duże oczy zalotnie spoglądały na blondyna.
-Co tak długo Granger? Czyżbyś zbłądziła po drodze?-Cynizm jak zwykle brzmiał w jego głosie. Tym razem nim maskował wielką ulgę po przyjściu Gryfonki.
     Hermiona zrównała się z nim. Mimo butów na wysokim obcasie on nadal był od niej wyższy. Podniosła głowę delikatnie do góry, aby spojrzeć Ślizgonowi w oczy. Nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się lekko i skierowała w stronę Wielkiej Sali. Malfoy przewrócił tylko oczami i podszedł do niej szybko. Zatrzymał ją.
-Co znowu?-Zmarszczyła brwi.
-Idziemy razem. Pamiętasz?- Jego uśmiech sprawiał, że zwykle dziewczynom miękły kolana. A Hermionie? Ona niczym niewzruszona złapała go pod ramię i razem weszli do środka.
     Szła z nim pod ramię nie mogąc uwierzyć w to, co zrobiła. Po części nie chciała dać Ślizgonowi tej satysfakcje, że zbierze za nią wszystkie laury za wysiłek włożony w organizację i przygotowanie balu. Wspomnienie matki tylko to przypieczętowało. W końcu to dzięki niej wszystko zostało zapięte na ostatni guzik. Nie pozwoli, aby jakaś tleniona fretka sprawiła, że nie będzie się dobrze bawić, więc… czemu koniec końców podała mu rękę? Obiecała sobie, że z nim nie pójdzie, a gdy go ujrzała wszystkie obietnice poszły w zapomnienie. Ta nonszalancka poza, czarna szata, maska i zmierzwione włosy nadawały mu charakter uwodziciela. Kusił samym wyglądem. A te jego stalowoszare oczy, gdy na nią spojrzał… myślała, że z wrażenia spadnie ze schodów. Wredny człowiek. Za taki wygląd powinni wsadzać do Azkabanu-pomyślała Hermiona z przekąsem. Mimo wszystko ucieszyła się, że go zobaczyła. Czekał tam tylko na nią, a miał do wyboru wszystkie panny ze szkoły, a on wybrał właśnie ją.
     Jedno pytanie nie dawało jej spokoju. Dlaczego Malfoy na nią czekał? Może szykował coś, dzięki czemu będzie mógł jej znowu dokuczać? Byłby do tego zdolny. W końcu jest Ślizgonem.
     Draco czekał, ponieważ miał nadzieję, że spędzi wspaniale noc z Gryfonką. I to wielką. Nie przyznawał się do tego nawet przed samym sobą, ale łakną jej towarzystwa niczym człowiek spragniony wody na pustyni. Nie chciał spędzać chwili bez niej, a odganianie się o tych wszystkich zapatrzonych w niego dziewczyn strasznie go irytowało. Harry Potter nie miał z tym problemu. O dziwo Bliznowaty cieszył się z takiego powodzenia, a Ślizgon złudnie wierzył, że będzie inaczej. Nie życzył mu źle, przecież nie był złośliwy, ale czasem sława mogłaby mu się wdawać we znaki. Uśmiech rozjaśnił mu twarz.
     Zastanowił się. Co ta dumna Gryfonka, która podążała z nim mu zrobiła? Przez tyle lat obrażali się wzajemnie przy każdej nadarzającej się okazji, a teraz słowo „szlama” nie przechodzi mu przez gardło. Może to, dlatego, że ona nie jest szlamą?-Szepnął wredny głosik w jego głowie, który zaraz uciszył.
     A teraz? Szli razem jakby przeszłość nie miała racji bytu. Uśmiechnął się do niej, a ona odpowiedziała tym samym. Przeszli przez próg Wielkiej Sali, która była przepięknie udekorowana na wzór sali balowej samego króla. Kolorowe światła prześlizgiwały się po zgromadzonych nadając atmosferze tajemniczości. Gdy czarodzieje ich zobaczyli nie mogli uwierzyć własnym oczom. Ślizgon i Gryfonka razem? Niepojęte.
     Oboje wyglądali po prostu olśniewająco i zdawali się nie do końca pasować do otoczenia. Jakby urwali się z innej bajki.
     Draco pociągnął Hermionę na środek i położył dłoń na jej tali, a ona swoją na jego ramieniu. Złączeni w delikatnym uścisku zaczęli tańczyć. Z początku powoli badając swoje umiejętności. Melodia zmieniła się na szybszą. Oboje zaczęli wirować z niebywałą gracją wprawiając wszystkich w oniemienie. Inne pary również tańczyły. Jednak niebywałemu połączeniu nie było dane długo trwa ć razem. Co chwilę ktoś wołał „odbijamy” i zmieniali partnerów szybciej niż rejestrował to ich umysł. W pewnym momencie Hermiona poczuła, że znowu ktoś ciągnie ja ku sobie i zaczyna z gracją dzikiego kota wirować na parkiecie. Z przerażeniem odkryła, że to nie, kto inny, a sam Lucjusz Malfoy.
-W tej sukni wyglądasz przepięknie-szepnął jej na ucho, aż przeszły jej ciarki. Nie spodziewała się takiego komplementu. Nie z jego ust. Milczała.
      Bała się spojrzeć w tę jego wyniosłą twarz, ponieważ na jego ustach gościł uśmiech amanta. Był bardzo przystojny-stwierdziła mimo wszystko, gdy mimowolnie spojrzała na niego. W jego szarych oczach kryło się oczarowanie jej osobą i pewność siebie. Niemal lubieżnie błądził wzrokiem po jej twarzy i dekolcie. W ogóle nie zwracał uwagi na skrępowanie dziewczyny. Odpowiadało mu to, ponieważ znaczyło, że powoli, choć nieubłaganie wpadała w jego pułapkę i nic nie mogła na to poradzić. Nikt nie opiera się urokowi osobistemu rodu Malfoy’ów.
      Nie wiedziała gdzie ma podziać oczy. Zza ramienia mężczyzny ujrzała Ślizgona, który patrzył się na nich pozornie niewzruszony. Jednak tylko pozornie. Wewnątrz niego kłębiło się wiele emocji, że aż dziwił się, iż jeszcze nie wybuchł. Miał ochotę rzucić się na ojca i porwać Gryfonkę w swoje ramiona. Ona była JEGO Gryfonką. Srodze żałował, że pozwolił jej zatańczyć z Potterem. Stracił, bowiem panowanie nad sytuacją. Co chwilę ktoś inny prosił ją do tańca, a wokół niego tłum dziewcząt nie pozwalał się mu zbliżyć do niej. Jego ojciec nieźle wszystko zaplanował. Teraz mógł z nią do woli tańczyć, bo nikt nie śmiał do nich podejść.
     Jego chłodne spojrzenie spotkało się z jej przerażonym. Zerknął na ojca. Jej ruchy ze skrępowania stawały się coraz bardziej sztywne. Widział to. Widział wszystko.
     Dziewczyna wyswobodziła się z objęć seniora i z dumnie uniesioną głową wyszła z Wielkiej Sali odrzucając po drodze zaproszenia kolegów do tańca. Draco momentalnie zostawił swoją obecną partnerkę i ruszył w ślad za nią.
     Hermiona po wyjściu oparła się o chłodną ścianę i przymknęła oczy. Jak on śmiał z nią tańczyć?! Była oburzona. Robił różne aluzje, które nie były godne arystokraty. Zaczęła podejrzewać, że pewnie podrywa tak każdą naiwną dziewczynę i że nie raz zdradził swą żonę. Bezczelny dupek-pomyślała.
     -Jak mogłaś?!-Piskliwy głos wkradł się do jej świadomości. Spojrzała na stojącą przed nią dziewczynę w krótkiej czarnej sukience.-To przez ciebie on mnie zostawił!-Głos dziewczyny ociekał jadem.-Gadaj, jak zmusiłaś go do tego? Przecież to niemożliwe, aby Draco-imię Ślizgona wypowiedziała z nabożną czcią, -spojrzał na taką szlamę, jak ty. Chyba, że… przespałaś się z nim!
     Zatkało ją. Pansy Parkinson robiła jej awanturę, przy okazji obrażając ją, że Malfoy jej nie chce. Żałosne. Czy oni w ogóle byli razem?-Przemknęło jej przez myśli. Chyba tak, jednak jakoś się z tym nie odnosili. Jakby byli ze sobą tylko i wyłącznie z samego bycia z kimś.
     I niby ona przespała się ze Ślizgonem? Bardzo śmieszne. Nie jest aż tak głupia, aby sypiać, z kim popadnie, a zwłaszcza z pyszałkowatą tlenioną fretką.
     Czerwone od płaczu oczy dziewczyny okolone były ciemnymi kręgami od rozmytego makijażu. Sprawiały, że jej twarz jeszcze bardziej przypominała mopsa. Z niebywałym spokojem i opanowaniem słuchała tego, co mówiła i nie przerywała jej, bo i po co? Jej to było obojętne, a nie chciała się kłócić z osobą, która nie potrafiłaby odróżnić druzgotka od hipogryfa.
      Po dość długiej chwili podeszła do nich blondwłosa dziewczyna i objęła swą przyjaciółkę szyderczo patrząc na Gryfonkę. Astoria nic nie powiedziała tylko pociągnęła Ślizgonkę w kierunku lochów. Hermiona westchnęła. Ten bal już chyba jej nie zaskoczy.
- To było… żałosne – Harry podszedł do niej. – Nie sądziłem, że można być aż tak… męczącym? –Uśmiechnął się.
- Widocznie można- odparła. – Jak ci się podoba bal? Myślałam, żeby dodać jeszcze jakieś ozdoby. Taki wiesz iście królewski wystrój, ale byłoby chyba za dużo przepychu. Jak uważasz?
     Harry nawet nie starł się zrozumieć, o co chodziło przyjaciółce, więc tylko jej przytaknął, po czym porwał ją na parkiet.
      Świetnie się razem bawili. Jednak w końcu, po wielu próbach właściwemu partnerowi Gryfonce udało się do niej dotrzeć. Dość bezceremonialnie powiedział „odbijamy” i już była w jego ramionach.
-Zawsze musisz być taki bezczelny?-Sarknęła cierpko.
-Wybacz słońce taki się urodziłem. – Zakręcił ją.- Możesz się już uspokoić. Nie mam zamiaru cię już komukolwiek oddawać.
-A, jeśli ja nie będę chciała być blisko ciebie?- Szepnęła. Muzyka zwolniła. Na parkiecie zostało wiele par przytulonych do siebie. Hermiona trzymała Malfoy’a na dystans.
-Obawiam się, że tym razem nie masz nic do gadania-odparł pewny siebie. – Zgodziłaś się przyjść ze mną na bal. – Niemal siłą ją przyciągnął do siebie. Stykali się teraz ciałami rytmicznie poruszając się w takt wolnej piosenki. Chcąc, nie chcąc Gryfonka oparła swoją głowę o ramię Ślizgona, a on swoją o jej.
-Nienawidzę cię- wyszeptała z delikatnym uśmiechem, którego nie mógł zobaczyć, ale mógł wyczuć w jej głosie.
-Tak wiem-odparł uśmiechając się.
      Oboje nie zdawali sobie sprawy, że duża część dziewcząt bacznie ich obserwowała i zazdrościła Hermionie. Każda chciała być na jej miejscu. Każda chciała być zauważona. Niestety nie miały szczęścia. Tak samo jak i chłopcy. Oni również zazdrościli. Zazdrościli Malfoy’owi partnerki.
     Ronowi najbardziej to przeszkadzało. W głębi siebie nie mógł się pogodzi z faktem, że jego przyjaciółka i niegdysiejsza dziewczyna ma kontakt z byłym Śmierciożercą. To on w swojej wyobrazi zabiera ją na bal. To n ułożony miał plan ich dalszego wspólnego życia. Miał już wszystko przygotowane. Brakowało mu tylko jednego – Hermiony Granger.
     Harry siedział przy jednym ze stolików ustawionych pod ścianą razem z trzema uczennicami, które opowiadały mu osobie, chcąc przykuć jego uwagę. Słuchał, ale pobieżnie. Wewnątrz siebie toczył walkę. Wiedział, że nie ma szans u Hermiony. Był jej przyjacielem. TYLKO przyjacielem. Może to i dobrze? Może gdyby byli razem to skończyłoby się to w najlepszym razie tak jak jej związek z Ronem? Postanowił sobie, że jej nie zostawi. Będzie przy niej czuwał tak jak na najlepszego przyjaciela przystało. Chrząknął.
-To, która z pań zaszczyci mnie tańcem?
***
     Zbliżała się północ. Czas, aby każdy zdjął maskę. Wraz z wybiciem dwunastej każda maska zmieniała się w kolorowy dymek. Ot taki przerywnik w tańcu. Następnie dyrektor wzniósł puchar i złożył toast. Wszyscy słuchali go w ciszy. Nikt się nie odezwał. Gdy ostatnie słowa Dumbledore'a jeszcze nie dotarły do uszu najdalej się znajdujących ponownie rozbrzmiała muzyka.
     Wszystko układało się jak należy. Każdy był zadowolony. Nawet Hermiona, którą na krok nie odstępował przystojny blondyn. Bawili się do samego rana. Jako ostatni wyszli z Wielkiej Sali.
      Draco, jak na dżentelmena przystało odprowadził swoją partnerkę. Było pusto, gdy razem stanęli przed portretem Grubej Damy. Dziewczyna puściła ramię chłopaka i podziękowała za udany bal.
-Polecam się na przyszłość – odparł.
     Oboje byli zmęczenie. Teraz ich marzeniem było znaleźć się w swoich łóżkach. No może Draco miał je urozmaicone w postaci pewnej Gryfonki, ale t to taki mały szczegół.
-To dobranoc? – Hermiona ziewnęła.
-Dobranoc – wyszeptał i musnął ustami jej policzek.
     Zaczerwieniła się, ale on tego nie zauważył. Z gracją dzikiego kota odwrócił się i niemal zbiegł ze schodów znikając w kilka sekund za rogiem.
-Idiota – mruknęła i zniknęła za obrazem.
*****

CZYTASZ = KOMENTUJESZ - TO BARDZO WAŻNE :)

poniedziałek, 23 marca 2015

Nominacja do Libster Blog Award!!!

Jeju... bardzo dziękuję za nominację do Libster Award :D
Nominowała mnie Essentia Lepore z bloga:  dramione-hogwarckie-opowiesci.blogspot.com
Szczerze? Ja w ogóle nie spodziewałam się czegoś takiego doświadczyć... to takie dziwne uczucie w okolicy żołądka... takie ciepłe uczucie rozchodzące się po całym ciele... Myśl, że komuś się podoba to, co piszę napawa mnie dziwną euforią:)
Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę nominowana to zapewne wyśmiałabym tę osobę, a następnie kazała przejść się po lesie, aby się dotleniła :D
Zapewne większość, wie, co to za nagroda Libster Blog Award, jednak dla tych którzy nie wiedzą to już wyjaśniam: to jest nagroda, którą przyznaje się osobie, która najlepiej prowadzi swojego bloga, pisze starannie o ogólnie ciekawie. Ten, kto został nominowany musi odpowiedzieć na 11 pytań, które zadaje nominujący. Odpowiada się na te pytania na swoim blogu. Potem nominowany może nominować kolejne 11 osób i zadać im 11 pytań. - Może trochę zagmatwane, ale cóż...

Odpowiedzi:

1. Kogo najbardziej lubisz ze świata Harry'ego Pottera i dlaczego?
Trudna odpowiedź... lubię wiele postaci ze świata Harry'ego Pottera. Którą najbardziej? Chyba najbardziej Severusa Snape'a. Dlaczego? Przypomina mi mnie z charakteru. Potrafię być naprawdę wredna dla innych, ale koniec końców mimo tych wszystkich wad, które można mu przypisać, jest też wiele zalet, za które go cenię. 

2. Co Cię inspiruje do pisania?
Komentarze :D, moja przyjaciółka, nawał nauki i prac domowych :D, nudne zajęcia, czasami obejrzany film, słuchana piosenka - niekoniecznie w tej kolejności :D

3. Jak się zaczęła Twoja przygoda z Dramione?
Odkąd pamiętam miałam w głowie własną wersję dziejów Harry'ego Pottera. Pewna mądra osoba mi doradziła, że moge spróbować swoich sił prowadząc bloga. Nie namyślałam się długo - po prostu zaczęłam :D

4. Jaki lubisz kolor?
Uwielbiam czarny i zielony - te dwa kolory najbardziej. 

5. Jakie filmy oglądasz?
Oglądam głównie filmy fantasy, przygodowe, akcji, horrory ^^ (te ostatnie tylko z kimś:))

6. Wzorujesz się na kimś, pisząc bloga?
Jeśli chodzi Ci ogólnie o styl, wygląd bloga i treści na nim zawarte to nie. Jeśli zaś chodzi Ci o postacie to muszę przyznać, że niekiedy nabywają cechy, które lubię u jakieś danej osoby lub wręcz odwrotnie - nienawidzę. 

7. Jak swoim zdaniem oceniasz swoje opowiadanie/opowiadania?
Uważam, że jest całkiem dobre :D oczywiście mogłoby być lepiej, ale niestety mocno ograniczony czas ukazuje takie, a nie inne wyniki.

8. Zawsze masz nowe pomysły w głowie czy wszystko wymyślasz spontanicznie?
I tak, i tak :D. Zazwyczaj mam pomysł, jaką chcę sytuację opisać i wtrakcie pisania wpadają mi do głowy inne pomysły, które mogę wykorzystać od razu. W pewnym sensie nadać emocji i barw w opowiadaniu.

9. Myślałaś o wydaniu książki?
Oczywiście :D (ach ta skromność ^^ ). Mam już nawet mniej więcej obmyślone, co ma tam być i jak wyglądają bohaterowie, jak się nazywają, jakie jest ich przeznaczenie. Niestety brak czasu nie sprzyja pisaniu... 

10. Wolałabyś żyć w świecie któregoś opowiadania Dramione, czy w tym wykreowanym przez J.K. Rowling?
Szczerze? To chciałabym żyć w opowiadaniu Dramione, które sama wykreowałabym :D - Ale by się działo znając mój charakter :D

11. Co sądzisz o moim blogu?
Tak jak już kiedyś pisałam... piszesz ciekawie, z wielkim poczuciem humoru, co się rzadko spotyka na blogach. Potrafisz zachęcić do dalszego czytania i z zapartym tchem wyczekiwania następnych rozdziałów. :D jednym słowem - wspaniale :D


Blogi nominowane przeze mnie:
1. http://bring-me-to-life-dramione.blogspot.com/
2. http://kroniki-dzieci-ciemnosci.blogspot.com/
3. http://dramione-nowa-historia.blogspot.com/
4. http://zatrzymanaprzezciebie.blogspot.com/
5. http://dramione-hogwarckie-opowiesci.blogspot.com/ 
6. http://her-draco.blogspot.com/
7. http://malfoy-granger-love.blogspot.com/
8. http://fred-hermiona-draco.blogspot.com/ 
9. http://zakrety-losu.blogspot.com/
10. http://sarah-hogwart.blogspot.com/
11. http://dm-hg-love-story.blogspot.com/


Pytania dla nominowanych:
1. Gdybyś mogła być dowolną postacią w świecie Harry'ego Pottera, to którą byś wybrała i dlaczego?
2. Co robisz w wolnym czasie, prócz pisania bloga?
3. Czy piszesz jakieś inne opowiadania nie związane z HP?
4. Co się inspiruje do pisania?
5. Skąd czerpiesz pomysły?
6. Kiedy Ci się najlepiej pisze?
7. Co myślisz/jak oceniasz swoja twórczość?
8. Co poradziłabyś osobą zaczynającym swoją pracę z blogiem?
9. Byłabyś w stanie napisać książkę? Dlaczego?
10. Gdybyś trafiła do Hogwartu, to jak myślisz, w jakim domu byś się znalazła?
11. Co sądzisz o moim blogu?
To już chyba wszystko :D
Dziękuję za nominację! 

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział IX

Rozdział nieco krótszy niż planowałam, ale co się odwlecze to nie uciecze :D Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Bardzo mnie to zmotywowało:) Zapraszam do czytania i komentowania:D - Lisa 
***
     W sobotni poranek Hermionę obudził Major. Wlazł na nią i zaczął miauczeć domagając się jedzenia i uwagi. Gryfonka pogłaskała futrzaka i powoli zwlekła się z łóżka. Spojrzała na zegar. Siódma czternaście. Westchnęła. Zabrała bieliznę z dębowej szuflady i ciuchy z brunatnej szafy. Skierowała się do łazienki. Nie zauważyła, że jej pupil wlazł tam za nią. Położyła rzeczy na wieku kosza, rozebrała się i weszła od prysznic.
     Major usadowił się wygodnie na jej ubraniach i zwinął w srebrzysty kłębek. Zaś Gryfonka próbowała się wybudzić pod ciepłym strumieniem wody.
     Myślała o wczorajszym dniu. O jej najgorszych urodzinach, jakie miała. Straciła rodziców, którzy ją wychowali. Kochała ich. Suknię, którą od nich dostała… miała ją włożyć na dzisiejszy bal, ale obecnie się na niego nie wybierała. Nie miała ochoty na potańcówkę i otoczenie się roześmianymi uczniami. Chciała zaszyć się w pokoju najlepiej do końca życia.
     Podkręciła kurek z wodą, żeby zaczęła lecieć gorąca. Musiała pozbyć się natrętnych myśli, a gorący prysznic jej w tym zawsze pomagał.
     Jej myśli podążyły ku tlenionej fretce. Nie wiedziała, co ma o nim sądzić. Raz zachowywał się strasznie cynicznie i chamska, a raz nonszalancko i wytwornie, a niekiedy zdawał się być troskliwy i opiekuńczy. Tak wiele twarzy potrafił skrywać. Tak wiele chować przed całym światem. Jakie chodziły o nim plotki? Rozmaite. Wiedziała, że jest na czele pożądanych chłopaków w Hogwarcie. Niejedna uczennica kombinowała jak wcisnąć w niego eliksir miłosny.
-Żałosne-mruknęła.
     Zastanawiało ją to, dlaczego młody Ślizgon nie wyjawił nikomu jej prawdziwego pochodzenia? Zdawało się, że nikt nikomu o tym nie powiedział. Jakby wszyscy złożyli Wieczystą Przysięgę. Mimo wszystko… to mógłby być powód, dla którego Malfoy się nią zainteresował. Przecież już nie była szlamą. Skrzywiła się. Jednak z drugiej strony… on zaczął ją traktować inaczej już podczas Bitwy. Może dopiero wtedy to zauważyła? Jak ją pocałował? Jak osłonił ją własnym ciałem? Jedno wiedziała na pewno. Draco Malfoy zmienił się. Ale kiedy? Nie miała pojęcia.
     Umyła się owocowym żelem pod prysznic, a włosy truskawkowym szamponem. Opłukała się dość szybko i wyszła spod prysznica owinąwszy się ręcznikiem. Zauważyła kocura śpiącego sobie wygodnie na jej ubraniach. Zaśmiała się cicho i przetarła lustro, które zaparowało. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Mokre brązowe włosy delikatnie okalały jej smukłą twarz. Duże zielone oczy błyszczały na czerwonej od gorąca twarzy. Zgrabne ramiona… delikatne obojczyki… przegryzła dolna wargę.
-No Granger, nie sądziłem, że zobaczę cię tak szybko w samym ręczniku.
     Odwróciła się wystraszona w kierunku drzwi. W nich nonszalancko oparty o framugę stał blondwłosy Ślizgon z wymalowanym cynicznym uśmiechem na twarzy. W czarnej koszuli i ciemnych spodniach wyglądał bardzo seksownie i pociągająco. Włosy w istnym nieładzie zdawały się żyć własnym życiem.
     Gryfonka po pierwszym szoku, który wywołał chłopak oparła się o białą umywalkę.
-Nie rozumiesz znaczenia „prywatność”?-Odparła.- A gdybym tak teraz brała prysznic?
-To miałbym, na co popatrzeć-powiedział niczym niezrażony.
     Major zeskoczył z ubrań Hermiony i podszedł dostojnie do chłopaka ocierając się o jego nogi. Draco wziął kociaka na ręce i zaczął go głaskać przyglądając się Gryfonce. Ta zacisnęła usta z niezadowolenia.
-Wyjdź stąd, bo chcę się ubrać.
-Nie przeszkadzaj sobie. Swoją drogą ciekawe ilu facetów widziało cię nagą…
-Nie twój interes-warknęła. – Poza tym możesz być spokojny, bo nie będziesz się do nich zaliczał…
-Och czyżby?-Ślizgon położył kota na ziemi, a ten obrażony zostawił ich i poszedł położyć się na łóżko. Draco podszedł do niej szybko kładąc obie dłonie po obu stronach dziewczyny opierając się na umywalce. Hermiona była w potrzasku. Jego twarz znajdowała się bardzo blisko jej. – Myślisz, że teraz nie jestem w stanie ściągnąć z ciebie tego ręcznika?-Spytał cicho.
-Tak-powiedziała hardo.
     Złapał prawą dłonią przód jej ręcznika i zacisnął dłoń. Zrobiło się jej gorąco, jak uświadomiła sobie, że jego ręka znajduje się między jej piersiami. Automatycznie złapała go za rękę chcąc nie dopuścić do tego, by spełnił swoją groźbę. Chłopak przyciągnął ją delikatnie do siebie. Jego stalowoszare tęczówki wpatrywały się w nią zachłannie.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo mam teraz ochotę, aby pozbawić cię tego ręcznika. –Wymruczał. Czuła jego oddech na sobie. Jego dotyk był przyjemnie chłodny, a mimo to rozpalał w niej jakieś dziwne uczucie.
     Po chwili puścił ją i wyszedł z łazienki mówiąc, że poczeka na nią w pokoju wspólnym gryfonów, bo musi z nią porozmawiać. Zamknął za sobą drzwi.
     Gryfonka wypuściła powietrze z płuc, które nieświadomie wstrzymała. Odwróciła się do lustra. Odkręciła kurek umywalki i ochlapała twarz chłodną wodą. Co za bezczelny idiota! Jak on tak mógł wejść bezceremonialnie do jej dormitorium? Istny szczyt chamstwa i prostactwa.
     Oburzona wzięła do ręki różdżkę i wysuszyła włosy, które później spięła w luźnego kucyka. Ubrała niebieską bluzkę na krótki rękawek i szary, rozpinany sweterek do połowy uda. Na nogach miała czarne legginsy i niebieskie baleriny. Zawiesiła na szyi wisiorek w kształcie smoka, który ostała na urodziny. Nałożyła na twarz delikatny makijaż i opuściła łazienkę. Zastała Majora śpiącego na jej poduszce. Uśmiechnęła się pod nosem i wyczarowała mu w miseczce mleko, a w drugiej kocie chrupki. Różdżkę schowała za pas i wyszła z dormitorium.
     Schodząc ze schodów usłyszała krzyki Rona. Pośpieszyła się. Gdy weszła do pokoju wspólnego zauważyła tłumek uczniów zebranych wokół jej rudego przyjaciela i Ślizgona rozpartego wygodnie w fotelu.
-Masz stąd wyjść w tej chwili!- Ron był wściekły.
-Oj Wieprzlej przymknij się, bo mnie już uszy bolą od twoich wrzasków.
-Ron uspokój się-wtrąciła Levander.- Przecież Draco nikomu nie przeszkadza.- Uśmiechnęła się słodko to blondyna, który nawet nie zaszczycił ją spojrzeniem.
-MNIE przeszkadza.-Warknął Weasley.
     Harry z niemałym trudem odciągnął przyjaciela na bok chcąc mu przemówić do rozsądku. Hermiona podeszła do nich.
-O Granger-odparł beznamiętnie. – Wiesz, kiedy przyjść. Już myślałem, że będę musiał wiecznie słuchać ględzenia tego rudego…
-Zamknij się Malfoy- powiedziała chłodno. – Nie wiem, dlaczego tu na mnie czekasz, ale ja muszę iść, więc jeśli masz jakąś sprawę do mnie to chodź ze mną, albo wracaj do lochów.
-Cięty języczek od rana?-Sarknął arystokrata.- W łazience nie byłaś taka ostra Granger.
     Z rozbawioną twarzą wstał i minął ją znikając z pokoju wspólnego. Wszystkie oczy skupione były na niej. Czemu się dziwiła? Znowu Ślizgon wyleciał z dwuznacznościami. Piorunowała wzrokiem każdego, kto choć otworzył usta chcąc coś powiedzieć. Z kamiennym wyrazem twarzy wyszła za blondynem. Czekał na schodach. Miała ochotę go z nich zrzucić.
-Nie powinieneś czekać tam na mnie-zaczęła. Oparła się o balustradę naprzeciwko niego.
-Martwisz się?- Uśmiechnął się. Emanował nonszalanckością.
-Nie schlebiaj sobie. Czego chcesz ode mnie?-Odparła wyniośle.
-Właściwie zapytać się, czy w końcu przemyślałaś moją ofertę i pójdziesz ze mną na bal.
     Stał na pozór z obojętnym wyrazem twarzy, ale coś w jego postawie mówiło jej, że to jest dla niego ważne. Może to, jak bacznie ją obserwował? Albo jak zaciskał ręce?
-Niech będzie-odparła i minęła go.- Nie spóźnij się. Czekaj na mnie przy wejściu do Wielkiej Sali- dodała na odchodnym.
     Ślizgon nie zauważył jej chytrego uśmieszku. W końcu postanowiła, że nie pójdzie na bal. Biedny Malfoy będzie czekał na nią, a ona się nie zjawi. Było jej tak bardzo przykro z tego powodu, że aż wcale.
     Dziewczyna radośnie skierowała się do gabinetu profesor McGonagall. Miała kilka pytań dotyczących nadchodzącego balu. Mimo, że się na niego nie wybierała nie chciała żeby coś poszło nie po jej myśli.
***
     Na śniadaniu siedziała obok Ginny, która wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Swoje włosy zaplotła w długi warkocz. Na twarzy miała perfekcyjny makijaż. Zaraz…, od kiedy to Ginny się maluje? Gryfonka przyjrzała się jej bardziej. Miała na sobie zieloną bluzeczkę i brązowe spodnie.
-Ginn? – Odezwała się cicho do przyjaciółki. – Coś się stało?-Spytała troskliwie.
-Coo?-Odparła rozkojarzone.- Nie nic…
-Nie kłam.- Weasley’ówna z zakłopotanie spojrzała na talerz.
-Bo…, bo ja… ja się umówiłam-wyrzuciła w końcu z siebie. Widząc pytające spojrzenie starszej Gryfonki dodała.- Z chłopakiem…
-Co ty nie powiesz?-Mruknęła rozbawiona.-Kim jest szczęśliwiec?- Ugryzła kanapkę wciąż na nią patrząc badawczym wzrokiem.
     Ruda spłonęła rumieńcem. Zacisnęła usta.
-Zabini – szepnęła tak cicho, że ledwo było słychać w gwarze panującym podczas śniadania.
     Hermiona chciała ją wypytać o szczegóły, ale dosiedli się Harry i Ron, więc postanowiła później zdybać przyjaciółkę. Nie chciała wywoływać kłótni, która z pewnością nie przyniosłaby niczego dobrego.
-Wyspani?- Zagadnęła wesoło do przybyłych biorąc kolejnego gryza.
-Bywało lepiej-burknął Weasley. Przetarł zaspane oczy. Siadł naprzeciwko rówieśniczki i nałożył sobie na talerz trzy kiełbaski, jajecznice, sześć kanapek i wlał do kubka soku z dyni. Nikt tego nie skomentował. Wszyscy się przyzwyczaili już do dużego apetytu najmłodszego z braci Weasley.
-A ty jak się czujesz Mionka?-Harry miał troskę wymalowaną na twarzy. Usiadł koło niej. Sam miał cienie pod oczami. Ostatnio sporo ćwiczył z drużyna, aby w tym roku wygrać rozgrywki.
     Nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ do Wielkiej Sali wleciało stado sów roznosząc pocztę. Przed Hermioną wylądowała szara sowa z Prorokiem Codziennym w dziobie. Zapłaciła sówce, a ta od razu odleciała pozostawiając gazetę. Otworzyła ją, a na pierwszej stronie widniał ogromny nagłówek „MORDERSTWO W DOMU MUGOLI”. Przełknęła ślinę i zaczęła czytać artykuł.

„Z naszego odkrycia wynika, że dnia wczorajszego
 w godzinach porannych w jednym z mugolskich 
domów doszło do strasznego morderstwa. 
Znaleziono ciała dwojga ludzi, na których 
widniały liczne rany zadawane ostrym 
narzędziem. Prawdopodobnie małżeństwo 
zostało torturowane dopóki nie skonali
 z bólu. Owi ludzie to rodzice zastępczy 
Hermiony Granger-przyjaciółki Harry’ego 
Pottera, której biologicznymi rodzicami, 
według naszego odkrycia, okazali się 
Mark i Lidia Dark. 

Jest to potężna, arystokratyczna rodzina, 
której przed laty skradziono dziecko. Obecnie
 państwo Dark zaakceptowali pannę Granger,
 jako swoją córkę. Jednak najlepsza uczennica 
Hogwartu odmawia przyjęcia szlacheckiego
 nazwiska. 

Wracając do sprawy. Ministerstwo nie 
ma pojęcia, kto jest sprawcą tego makabrycznego
 morderstwa. Kto chciałby zaatakować tę rodzinę 
niemagicznych ludzi? Czy ktoś pragnie 
zemścić się na uczennicy ostatniego roku 
Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie? 
Jeśli tak, to, z jakiego powodu? Czy inni są 
w niebezpieczeństwie? Jak panna Dark zareaguje
 na śmierć tych dwojga ludzi? Czy będzie 
chciała się zemścić? 
Na te i wiele innych pytań postaramy się znaleźć
 odpowiedzi. Ciąg dalszy na stronie 6” 
     Gryfonka nic nie poczuła czytając artykuł. Zdusiła emocje i przywdziała maskę obojętności. Nienawidziła dziennikarzy. Oni zawsze potrafią dobrać się do wszystkiego. Jak już uczepią się czegoś to szybko znajdą odpowiedzi. I dlaczego pisali o niej „panna Dark”? Przecież oficjalnie nie zmieniła nazwiska. Podała gazetę Harry’emu wskazując na artykuł.
-Przykro mi-powiedział po przeczytaniu, a w jego spojrzeniu tkwiła troska o nią.
-Niepotrzebnie-odparła.-Dowiedziałam się o tym wczoraj i… pogodziłam się z tym.-Choć nie do końca wierzyła w to, co powiedziała to jednak wiedziała, że mówi prawdę. Bardzo kochała ich oboje, ale fakt, że zostali zamordowani nic nie zmienił. Nadal są przy niej. W jej sercu i pozostaną tam na zawsze.
     Bliznowaty przytulił przyjaciółkę. Nie wiedział jak to jest mieć rodziców, mimo to wiedział, co ona może czuć po ich stracie. Szmery wokół nich robiły się coraz głośniejsze. Później jeden uczeń przez drugiego w tempie błyskawicy zadawali jej pytania na temat jej pochodzenia. Wszystkich ciekawiło jak to się stało, że pochodzi z jednego ze znamienitych rodów arystokracji. Udzielała krótkich odpowiedzi, ponieważ wiedziała, że inaczej się od niej nie odczepią.
     W końcu udało jej się zaspokoić ciekawość uczniów. Zmęczyło ją to. Wiedziała, że teraz wszystko może się stać inne. Coś się kończy, coś się zaczyna-pomyślała. Równowaga musi przecież zostać zachowana.
     Wraz z przyjaciółmi wyszła z Wielkiej Sali. Po drodze natknęli się na Malfoy’a w towarzystwie czarnoskórego przyjaciela i tabunem dziewczyn wokół. Wśród nich była Parkinson, która odezwała się do Gryfonki, gdy tylko ją zobaczyła.
-Proszę, proszę szlama myśli, że jest arystokratką. To jakaś totalna bzdura.-Zachichotała.
-Jak to, że kiedykolwiek łączyło cię coś z Malfoy’em-odparła zaczepnie. Ślizgonka zmrużyła gniewnie oczy.
-Na, jakiej podstawie tak sądzisz?-Warknęła.
     Hermiona obejrzała się na przyjaciół, po czym podeszła do niej i przepchnęła się aż doszła do blondwłosego Ślizgona, który z rozbawieniem przyglądał się całej scenie i stanęła do niego tyłem. Spojrzała na Pensy.
-Takiej, że jakoś nigdy ja, ani nikt inny nie widział was razem. -Odparła spokojnie i jakby nigdy nic odwróciła się w stronę chłopaka.
     Chwyciła mocno przód jego białej koszuli i przyciągnęła go do siebie, a on się nie opierał. Złożyła na jego ustach delikatny pocałunek, ale ten bezczelny czarodziej to wykorzystał i przedłużył go sprawiając, że stał się bardziej namiętny.
     Dziewczyna jednak opanowała się, choć przyszło jej to z trudem i odsunęła go od siebie. Z szerokim uśmiechem zadowolenia spojrzała w twarz Ślizgonce, po czym wyminęła ją bez słowa i dołączyła do przyjaciół. Zauważyła, że Ron nie był zachwycony jej zachowaniem, ale taktownie się nie odzywał. Natomiast Harry skwitował wszystko lekkim uśmiechem błądzącym w kącikach jego ust. Wielka Trójca skierowała się w stronę pokoju wspólnego.
     Malfoy stał oniemiały. Nigdy by się po niej takiego zachowania nie spodziewał. Jeszcze wczoraj płakała z powodu utraty bliskich, a teraz niemal promieniowała radością. Miał dwa wytłumaczenia-albo oszalała, albo zaczęła łykać jakieś prochy. Nie wiedział, co gorsze. Uśmiechnął się promieniście i zwrócił do Ślizgonki:
-Wiesz, co? Ona ma rację. Przecież nas nic nigdy nie łączyło poza twoim bezskutecznym usiłowaniu zaciągnięcia mnie do łóżka.
     W oczach dziewczyny pojawiły się łzy, a pozostałe skomentowały to cichym śmiechem. Bleise westchnął wielce zirytowany i pociągnął przyjaciela za sobą. Był znudzony, a nie miał zamiaru słuchać płaczącej Parkinson. Od dawna działała mu na nerwy. Może dzięki Hermionie odczepi się od nas?-Pomyślał.
***
     Hermiona wracała z biblioteki. Oddała książki, które już jej nie były potrzebne. Zamyślona szła korytarzem mijając po drodze uczniów, którzy z entuzjazmem rozmawiali o dzisiejszym balu.
-Panno Granger-usłyszała chłodny głos za swoimi plecami. Odwróciła się i zobaczyła nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. – Mogę prosić na słówko?
     Automatycznie skinęła głową. Czuła się dziwnie idąc za Malfoy’em seniorem do jego gabinetu. Czego on od niej chciał? To było dziwne…
     Weszła do jego gabinetu pierwsza, ponieważ on, jako wielki dżentelmen puścił ją w drzwiach. Wskazał jej krzesełko przed biurkiem. Usiadła rozglądając się. W tym dość małym gabinecie pełno było książek. Ściany zastawione były regałami. Jedynym światłem było to padające zza okna jak i z kominka.
     Mężczyzna oparł się o swoje biurko, na którym walały się stosy różnych papierów i dziwnych przedmiotów.
-Zapewne zastanawiasz się, dlaczego zaprosiłem cię do siebie-zaczął. Gryfonka skinęła głową.- Jako nauczyciel nie powinienem w to ingerować, ale jako ojciec… -Westchnął. Hermiona miała nieodparte wrażenie, że bierze udział w jednym wielkim żarcie, który wygłasza Lucjusz.- Zauważyłem dzisiaj jak pocałowałaś na korytarzu mojego syna.-Dziewczyny spłoniła się szkarłatnym rumieńcem.- Chcę żebyś wiedziała, że nie mam nic przeciwko-zapewnił.- Jednakże… znam mojego syna.
     Malfoy senior podszedł do okna i stanął tam na chwilę, po czym wrócił z powrotem na miejsce. Przyjrzał się jej swoimi szarymi oczami. Dziewczyna czuła się niekomfortowo. Nie do końca odpowiadało jej to, jak na nią patrzył. Czyżby dostrzegała zainteresowanie?
-Nie do końca rozumiem, do czego pan zmierza-odparła wątpliwie.
-Chcę ci tylko powiedzieć, że Draco jest młody. W głowie ma tylko i wyłącznie zabawę. Wielokrotnie zapraszał do siebie panny, które zostawały na noc. Rzadko na dłużej.-To, co usłyszała sprawiło, że zesztywniała. Po co on jej to mówił? Jednak mu nie przerwała.- Za każdym razem wykorzystywał takie dziewczyny, a jak się mu znudziło zostawiał. Z racji tego, że jesteś córką mojego przyjaciela chciałbym cię ostrzec, byś nie uległa nieodpartemu niemalże urokowi Malfoy’ów. Chyba mi nie powiesz, że Draco nie mówił ci o tym, czego chce? Nie składał żadnych propozycji?
     Uśmiechnął się do niej. Wiedziała, że ma racje. Ślizgon łatwo potrafił oczarować każdego, a i jego ojciec zapewne potrafił to samo, jak i nie więcej. Nie mogła zaprzeczyć, że Lucjusz Malfoy jest przystojny. Zapewne miał wiele wielbicielek tak jak syn. Wstała dość gwałtownie. Oczywiście, że Draco mówił, co chce zrobić. Jednak na jego obronę zawsze może postawić fakt, że nic nie zrobił. Jednak zabolało ją to, co usłyszała.
-Niech się pan nie martwi-zapewniła.-Nie jestem tak głupia jak większość dziewczyn, z którymi zadaje się pański syn.
-Istotnie-mruknął. Złapał ją za rękę i ucałował wierzch jej dłoni patrząc się cały czas w jej zielone oczy.- Jesteś jedyną znaną mi młodą, a do tego bardzo mądrą czarownicą.
     Dziewczyna spłonęła rumieńcem. Nie wiedziała, jak ma się zachować. Szarmanckość mężczyzny mąciła jej sposób myślenia. Wewnątrz siebie czuła, że sytuacja ucieka jej spod kontroli.
-Ja…
     Nie dokończyła, bo drzwi otworzyły się gwałtownie, a w nich stał dziedzic rodu Malfoy’ów.
-Czy ja i matka nie nauczyliśmy cię, że zanim wejdziesz do cudzego gabinetu trzeba zapukać?-Powiedział chłodno Lucjusz nadal trzymając w ręce dłoń Hermiony.
-Wybacz ojcze, ale myślałem, że jesteś sam, a mam ważną sprawę.-Odpowiedział równie chłodno. Cała trójka wiedziała, że nie to było prawdziwym powodem.
     Dziewczyna czuła się tak, jakby była powietrzem. Poczuła, jak dłoń mężczyzny zacisnęła się na jej. Zaczęła szybciej oddychać. Spojrzała na swojego rówieśnika. Ten niemal w tym samym momencie spojrzał na nią. Ich oczy się spotkały. Po chwili chłopak skierował swój wzrok na złączone ręce jego ojca i Hermiony. Zacisnął wargi. Ojciec nie próżnuje-pomyślał.
     Hermiona opamiętała się nagle. Co ona robi? Musi jak najszybciej stąd wyjść. Dość energicznie aczkolwiek z dozą stanowczości wyswobodziła dłoń z uścisku arystokraty. Spojrzał na nią pytająco.
-Zostawię was samych-powiedziała i nim zareagowali wybiegła z gabinetu.
     Ślizgon spojrzał na ojca, a ten na niego. Mierzyli się chwilę na spojrzenia. Żaden nie odwrócił wzroku.
-Jaką masz do mnie sprawę Draco?-Spytał od niechcenia mężczyzna bawiąc się swoją różdżką.
     Młody czarodziej podszedł do niego. Złapał za przód szaty i przyciągnął do siebie. Na jego twarzy ewidentnie gościła wściekłość.
-TRZYMAJ SIĘ OD GRANGER Z DALEKA- wysyczał akcentując każde słowo.
     Chłopak puścił ojca i wyszedł nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Trzasnął drzwiami. Lucjusz Malfoy usiadł wygodnie w swoim fotelu i uśmiechnął się pod nosem. Zaczynało się robić ciekawie. Podejmie wyzwanie. Zawalczy o młodą Gryfonkę. Zawsze to jakieś urozmaicenie w życiu.
***
     Draco trzasnął drzwiami od gabinetu ojca.
-GRANGER!-Wrzasnął. Uczniowie na korytarzu rozglądali się, ciekawi nowej sensacji.
     Hermiona zatrzymała się w pół kroku i odwróciła. Ku niej podążał niczym chmura gradowa wściekły Ślizgon. Stanęła spokojnie uśmiechając się słodko, gdy doszedł do niej.
-Coś się stało?- Zagadnęła. Bawiła ją wściekłość tlenionej fretki.
-Jeszcze się pytasz?-Warknął.-Mówiłem ci żebyś trzymała się od mojego ojca z daleka.
     W jego głosie słychać było czystą wściekłość. Wokół nich zaczęli gromadzić się ludzie. Zmarszczyła brwi. O co mu chodzi? I czemu jest taki wściekły?
-Daruj sobie kazania Malfoy. Nie będziesz mi mówić, co mam robić.
     Odwróciła się na pięcie i chciała odejść, ale złapał ją za rękę. Przez jej ciało przebiegł dreszcz. Nienawidziła się za to, że jego dotyk tak na nią działał. Przewróciła oczami i spojrzała na niego.
-Nie rozumiesz?-Szepnął tak żeby tylko ona mogła usłyszeć. – Próbuję cię chronić przed moim ojcem. Wiem, do czego jest zdolny i wiem, czego chce…
-A ty?-Przerwała mu.- Czy ty wiesz, czego chcesz?
     Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem i nic nie odpowiedział. Zacisnął wargi, a ona uśmiechnęła się delikatnie i wyswobodziła z jego uścisku. Ruszyła w tylko sobie znanym kierunku nie oglądając się za siebie. A on? Stał dalej na środku korytarza patrząc za nią. Rozmyślał nad jej pytaniem. Czego on chciał? Co było dla niego tak istotne, że uczynił z tego priorytet?
     Rozejrzał się. Tłum uczniów (z przewagą uczennic) wpatrywał się wyczekująco w niego. I na co czekali? Na oklaski? Malfoy z kamienną twarzą ruszył przed siebie. Nie zwracał uwagi na tęskne spojrzenia płci pięknej, na wzdychania za nim, maślane oczy. W myślach miał tylko jedno- musi być pierwszy w wyścigu o Granger.
***
     William szedł szybko do swojego dormitorium. Znowu pokłócił się z Tom’em i zarobił miesięczny szlaban u McGonagall, bo zamienił go w krzesło. Nauczycielka była zdziwiona umiejętnościami pierwszoroczniaka. Bo niby skąd znał odpowiednie zaklęcie? Mały Ślizgon czytał dużo, zupełnie jak jego siostra, więc miał sporo sztuczek w zanadrzu.
     Minął kolejny korytarz i wypatrzył Hermionę podążającą w przeciwnym kierunku. Na jego twarzy wykwitł ogromny uśmiech i podbiegł do niej.
-Mionka!-Zawołał i przytulił się.
-Hej urwisie-przywitała się wesoło.- Coś ciekawego się wydarzyło?
-Yyy… tego… dostałem szlaban u McGonagall-powiedział szybko. W jego niebieskich oczach czaiła się niepewność. Niepewność, co do reakcji siostry.
-Za, co?-Spytała, choć trochę bała się odpowiedzi.
-Bo szedłem sobie z Tom’em i on wyzwał jedną Puchonkę, więc mu powiedziałem, że ma przeprosić, ale on stwierdził, że nie będzie przepraszał „szlamy”. Więc no… uderzyłem go i tego… zmieniłem go w krzesło…
     Powiedział to wszystko na jednym wydechu. Widząc jego skruszoną minę nie potrafiła się gniewać. Zrugała go za nieodpowiednie zachowanie, po czym ucałowała w czoło.
-Nie powinieneś odrabiać prac domowych?-Zagadnęła po chwili.
-Niby tak…, ale chciałbym wiedzieć jak się czujesz. Czytałem dzisiaj w proroku o twoich rodzicach. Czy teraz zmienisz nazwisko?
     Wyglądał teraz jak mały szczeniaczek proszący o kawałek kiełbaski. Jak tu się na niego gniewać?
-Willu… ja na razie nie chcę nad tym myśleć. To jest… zbyt świeże. Na razie mam inne sprawy na głowie.-Próbowała się wymigać od odpowiedzi. – Teraz śmigaj odrabiać zadania.
     Pożegnali się i każde ruszyło w swoją drogę. Hermiona skupiła myśli na Willu. Bardzo go kochała. W dość krótkim czasie skradł jej serce. Bardzo żałowała, że nie trafił do Gryffindoru. Mogłaby z nim spędzać więcej czasu. Cieszyło ją każde z nim spotkanie.
     Nie wiedziała, co ma zrobić. Z jednej strony czuła, że nie powinna zostawać przy swoim nazwisku tylko zmienić je na „Dark”. Czy tego chciała? Nie. Będzie musiała to przemyśleć.

środa, 11 marca 2015

Rozdział VIII

Jeśli ktoś czekał z utęsknieniem na kolejny rozdział to bardzo przepraszam, że tak późno dodałam :) Mam nadzieję, że nie rzucicie we mnie Avadą :D Oby długość rozdziału zrekompensuje długi czas czekania:D Zapraszam do czytania i komentowania :D-Lisa 
***
     Przygotowania do balu szły pełną parą. Nie sądziła, że aż tylu uczniów odpowie na jej prośbę o pomoc. Każdy chciał mieć jakiś udział, każdy chciał zarobić kilka punktów dla swojego Domu. Profesor McGonagall załatwiła im jedną z nieużywanych klas, aby mogli pozostawić w niej dekoracje, jak i tworzyć maski na bal. Hermiona świetnie się przy tym bawiła. Ucieszyła się, gdy późnym wieczorem skończyła swoją. Była cała czerwona ze złotymi zdobieniami przy krawędziach. Mieniła się w świetle świec roztaczając przyjemne ciepło. Posprzątała swoje miejsce pracy i kazała wszystkim zrobić to samo i iść do swoich dormitoriów. Zajęło im to około trzydziestu minut. W końcu, gdy została sama wzięła swoją maskę i wyszła z klasy.
-Colloportus- powiedziała, kierując różdżką w stronę drzwi.
     Usłyszała szczęk zamka. Uśmiechnęła się. Miała teraz pewność, że nikt nie zniszczy dekoracji. Zdziwiła się, że nawet pyszałkowata fretka jej pomogła. Choć się nawet słowem do niej nie odezwał. Mimowolnie, gdy zerkała na niego, przypominała sobie, jego słowa, które powiedział, gdy siedziała na schodach. Rumieniła się delikatnie nie wiedząc, że jest bacznie obserwowana przez stalowoszare tęczówki...
     Z zamyślenia wyrwał ją dość piskliwy głos.
-Proszę, proszę... Nasza królowa szlam zabezpieczyła swój cenny dobytek.- Pansy uśmiechnęła się złośliwie. Jej zielona, krótka spódniczka i czarna bluzka z ogromnym dekoltem dawały wrażenie, jakby ich właścicielka zajmowała się profesją dość nieelegancką.
-Wracaj do swojego dormitorium Parkinson. -Warknęła Gryfonka i ją wyminęła.
     Ślizgonka podstępnie wyrwała jej z dłoni maskę.
-A, co my tu mamy?-Spytała głupio głosem ociekającym trującą słodyczą.- Prefekt Naczelna zrobiła sobie maskę na bal! Na co liczysz? Że mimo tego ktoś do ciebie podejdzie?-Szyderstwo było wypisane na jej mopsowatej twarzy.
     Hermiona westchnęła. Była zmęczona i nie chciała wdawać się w głupie gadki z irytującą dziewczyną.
-Oddaj mi to-powiedziała spokojnie.
-Ależ oczywiście-mówiąc to wyciągnęła różdżkę i skierowała ją na maskę.-Incendio!-Krzyknęła i upuściła przedmiot, który niemal od razu spłonął. Hermiona niemal beznamiętnie patrzyła się na to. Ślizgonka odeszła ze śmiechem na ustach rzucając na odchodnym tuzin przekleństw.
-Parkinson-szepnęła.-Minus dwadzieścia punktów za umyślne używanie niebezpiecznych czarów na korytarzu w obecności prefekta.
     Usłyszała cichy śmiech. Odwróciła się w kierunku, z którego dochodził. Ujrzała aroganckiego arystokratę opartego szelmowsko o ścianę. Ręce miał założone na piersi. Przyglądał się jej z rozbawieniem na twarzy.
-Tylko na tyle cię stać Granger? Na minus dwadzieścia? Dumna Gryfonka nie była skora do pojedynku?- Nie dowierzał.- Czyżby coś się stało?-Uśmiech igrał mu na zmysłowych ustach.
     Hermiona przegryzła dolną wargę usilnie zastanawiając się nad ciętą ripostą. Jednak nic jej nie przychodziło do głowy.
     Malfoy skorzystał z okazji i przyjrzał się jej. Miała na sobie czerwony sweterek, który sięgał jej do połowy uda. Czarne leginsy wyszczuplały i tak już szczupłe nogi. Spojrzał jej w twarz. Zielone oczy lekko przygasły. Cienie pod oczami były bardzo wyraźne. Widać było, że jest bardzo zmęczona. Ostatnio warty nocne mieli prawie, co drugi dzień, ale jak zapewnił ich dyrektor – już ich nie będą odbywać. W końcu. Zauważył przegryzioną wargę. Zacisnął usta. Ilekroć tak robiła miał ochotę ją pocałować. Bardzo pociągało go to.
     Dziewczyna przystąpiła nerwowo z nogi na nogę. Krępował ją baczny wzrok chłopaka. Nie mogąc nic wymyślić bezradnie odwróciła się i chciała odejść. Ślizgon szybko chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Upadłaby gdyby jej nie podtrzymał.
-Już uciekasz Granger?-Sarknął.-Jeszcze z tobą nie skończyłem.
     Hermiona spojrzała na niego. Nie miała ochoty się z nim kłócić. Tak bardzo chciało się jej spać...
-Draco... Daruj sobie-odparła beznamiętnie.-Jestem padnięta.
     Nie zauważyła, jak bardzo wstrząsnął nim fakt, że nazwała go po imieniu. Bez żadnej złości, czy niechęci. Chciał, aby powtarzała jego imię w nieskończoność. Przełknął głośno ślinę.
-Ja mam ci coś darować? Co to to nie Granger. Za bardzo mi się to podoba.
-To znajdź sobie dziewczynę i daj mi święty spokój- burknęła. Chciała się wyswobodzić z jego uścisku, ale spowodowała tylko, że chłopak trzymał ją teraz w ramionach. -O co ci chodzi?-Zirytowała się.- Zachowujesz się, co najmniej dziwnie...
-Jeszcze się pytasz?-Rzekł chłodno.- Ty tak na mnie działasz mała Gryfonko. Nie zostawię cię w spokoju. Możesz o tym zapomnieć. Obiecuję ci, że będę na każdym kroku podążał za tobą.-Uśmiechnął się cynicznie.-Nawet nie wiesz ile radości mi sprawia, jak się denerwujesz. Wyglądasz wtedy tak seksownie...
     Hermiona zaczerwieniła się po same cebulki włosów. Co on wygaduje?
-Z pewnością-odparła wyniośle i ziewnęła.-A teraz puść mnie, bo usnę tu zaraz. Poza tym już...
-Na Merlina-przerwał jej.-Czy ty zawsze musisz tyle gadać?
     Już mu chciała odpowiedzieć, ale zakręciło się jej w głowie. Nie mogła się utrzymać na nogach. Patrzyła na niego zamglonym wzrokiem.
-Wirujesz...-Szepnęła i zemdlała. Miała szczęście, że młody mężczyzna trzymał ją mocno.
-Och Granger...-Pokręcił głową.-Skoro chciałaś żebym cię zaniósł do dormitorium trzeba było powiedzieć.
     Wziął ją w ramiona i poniósł w stronę wieży Gryffindoru. Zastanawiał się, czy może nie zanieść ją do Skrzydła Szpitalnego, ale rozmyślił się. Wspiął się po schodach i zatrzymał przed portretem Grubej Damy, która od razu zapytała, co się stało. Nie chciał się tłumaczyć, więc wypowiedział hasło (czekoladowe żaby) i bezceremonialnie wszedł do środka. Nawet się nie rozejrzał. Instynktownie skierował się w stronę dormitorium dziewczyn. Wszedł po schodach. Normalnie chłopcom nie było wolno tu wchodzić, ale Draco był prefektem i miał dodatkowe przywileje. Bez trudu odnalazł właściwą sypialnię. Otworzył drzwi i zaniósł nieprzytomną dziewczynę do łóżka.
     Gdy ją położy rozejrzał się. Spodziewał się ujrzeć idealny porządek. Zamiast tego zobaczył stosy książek walające się po pokoju, ubrania porozrzucane na krześle, pełno pergaminu na biurku... Podobno tylko idiota utrzymuje porządek, geniusz ogarnia chaos. Uśmiechnął się.
     Usiadł na łóżku obok Hermiony, a ta ocknęła się nagle i usiadła gwałtownie. Rozejrzała się nieprzytomnie, a gdy dotarło do niej, kto siedzi obok niej zamarła na chwilę. Chłopak zauważył, jak się jej źrenice rozszerzyły.
-Co...? Co ty tu robisz?
-Zemdlałaś, więc cię przyniosłem do twojego dormitorium-powiedział łaskawie z cynizmem w głosie.- Teraz bądź grzeczna i kładź się spać.
     Przyglądała mu się chwilę, po czym bez namysłu wstała i podeszła do szuflady. Wyjęła z niej piżamę i skierowała się do łazienki.
-Jak wyjdę ma cię tu nie być-warknęła już całkiem przytomnie.
     Wzięła szybki prysznic. Osuszyła ciało ręcznikiem i ubrała się w piżamę. Umyła zęby. Nie myślała o niczym. Robiła wszystko automatycznie. Zdążyła nawet zapomnieć o pewnym blondynie, który obecnie leżał wygodnie na jej łóżku i bawił się poduszką.
     Wyszła z łazienki i podeszła do niego.
-Idź już do siebie. Chcę spać.
-Nie krępuj się-odparł nie patrząc na nią.
     Westchnęła. Czy ona się go nigdy nie pozbędzie? Wzruszyła ramionami i wlazła pod kołdrę. Leżała przodem do Ślizgona, więc mogła go obserwować. Przekręcił się na bok, tak, że patrzyli sobie w oczy. Po chwili Gryfonka zamknęła swoje.
-Słodko wyglądasz jak śpisz-szepnął i zabrał jej z twarzy zbłąkany kosmyk.
-Mhym...-Usłyszał w odpowiedzi. Po chwili dziewczyna zasnęła.
-Co ty ze mną robisz Granger? Co jest takiego w tobie, że mam ochotę zostać tu całą noc? Chyba wariuję-zaczął gadać sam do siebie. Wstał i opuścił szybko sypialnię. Nie mógł zostać dłużej. W pokoju wspólnym natknął się na Harry'ego i Rona.
-Malfoy?-Bliznowaty się zdziwił. -Co ty tu robisz?
-Granger zemdlała-odparł beztrosko.-Ale spokojnie już się nią zająłem. Śpi teraz smacznie w swoim łóżeczku.
-Ty ją tam zaniosłeś?!-Ron był oburzony.
-Zamknij się Wieprzlej, bo pobudzisz wszystkich.
-Uspokójcie się obaj-warknął Wybraniec.-Ważne, że Hermionie nic nie jest.-Widząc, że jego przyjaciel, chce coś dodać powiedział.-Malfoy idź już stąd.- Nie chciał doprowadzić do bójki i ujemnych punktów.
-Ani mi się śni zostawać tu dłużej niż to konieczne- odparł wyniośle arystokrata. Po czym z kpiarskim uśmiechem zostawił ich.
-Ja go kiedyś zamorduję-warknął rudzielec.
-Taa... Ale na razie chodźmy spać.-Powiedział Harry.-Innym razem się nad tym zastanowisz.
     Skierowali się obaj w stronę swojego dormitorium. Wybraniec w duchu dziękował losowi, że tak łatwo udało mu się uniknąć bójki.
***
     Hermiona obudziła się. Przetarła oczy i spojrzała na zegar. Szósta siedem. No pięknie... Odwróciła się na drugi bok chcąc jeszcze skorzystać ze snu. Jednak nie było jej to dane, ponieważ w jej myślach uparcie błądził pewien irytujący Ślizgon. Zrezygnowana wstała z łóżka. Poszła do łazienki, aby się wykąpać. Zrobiła poranną toaletę, a gdy skończyła postanowiła sprawdzić swoje wypracowanie na eliksiry. Robiła to już trzeci raz i znowu stwierdziła, że mogłaby to jeszcze raz napisać. Jednak wiedziała, że na to nie ma czasu.
     Usłyszała ciche miauknięcie. Nadstawiła uszu i poszła w kierunku wydobywającego się cicho dźwięków. Dopiero teraz zauważyła stosik prezentów leżący na jej kufrze obok łóżka. Podniecona niczym małe dziecko podbiegła i chwyciła do ręki pierwszy z brzegu. Wielki brązowy kosz wiklinowy poruszył się niecierpliwie. Ostrożnie otworzyła wieko. Jej oczom ukazał się śnieżnobiały kocurek, który na jej widok miauknął. Wyciągnęła go ostrożnie i postawiła na ziemi. Kociak zaczął krążyć odważnie wokół jej stóp. Usiadła na ziemi i wyczarowała miskę z mlekiem. Czworonóg był zachwycony. Dość łapczywie pił biały płyn. Pogłaskała go, a ten jak skończył swój posiłek wlazł jej na kolana i zaczął z zadowolenia mruczeć.
-Przydałoby dać ci jakieś imię-mruknęła. Tęskniła za Krzywołapem, ale po bitwie nie znalazła go. Zastanowiła się. Podniosła kociaka do góry i spojrzała mu w srebrzyste ślepia.-Nazwę cię Major-powiedziała. Kociak w odpowiedzi miauknął. Położyła go z powrotem na kolana, ale zwierzę miało inne plany. Zaczął zwiedzać swoje nowe lokum.
     Uśmiechnięta dziewczyna wstała i wyciągnęła kartkę z życzeniami od Harry'ego. To od niego dostała kota. Wzięła do ręki kolejny prezent. Był zapakowany w zielony papier. Niezwykle lekki. Odwinęła go i jej oczom ukazał się cały wachlarz słodkich piór o różnych smakach od Williama. Uśmiechnęła się.
     Następny prezent był zapakowany w brązowy papier. Wielkie pudełko miało doczepioną karteczkę od jej rodziców. W środku zobaczyła przepiękną szkarłatną sukienkę na bal, którą zamówiła jej mama. Odłożyła ją delikatnie kładąc na łóżko. Następny prezent był od jej biologicznych rodziców. W srebrny papier było owinięte pudełko rozmiarami podobne do poprzedniego. Otworzyła je dość niechętnie. Jej oczom ukazała się czarna elegancka sukienka. Nie wierzyła własnym oczom. Podejrzewała, że suknia była zrobiona z najlepszego jedwabiu. Ostrożnie odłożyła pudełko, jakby miało zaraz wybuchnąć.
     Uwagę skierowała na kolejną paczuszkę. Zapakowana w zielonkawy papier była dość ciężka. Otworzyła go i jej oczom ukazał się Magiczny Zestaw do Pielęgnacji Czworonogów od Rona. Zapewne obaj z Harry ‘m się dogadali, co do prezentu dla niej. Następna paczka była dość mała. Wielkości zwykłego zeszytu, które miała, jak chodziła do mugolskiej szkoły. Z zaciekawieniem otworzyła go. W środku był purpurowy pamiętnik z wygrawerowaną złotą literką „G” na środku. Otworzyła go, a z niego wyleciała karteczka, na której widniał podpis Blaise'a. Ten prezent również odłożyła na bok. Dość sporo ich miała.
     Ginny dała jej kolczyki, które zmieniają kolor pod wpływem emocji. Pani Weasley podarowała jej brązowy szalik zrobiony na drutach i tuzin babeczek z nadzieniem krówkowym. Od rudych bliźniaków dostała dwa tuziny Peruwiańskiego Proszku Natychmiastowej Ciemności oraz kilka innych drobiazgów z ich sklepu.
     Zostały jej już tylko dwa prezenty. Wzięła do ręki ten o okrągłym kształcie i odwinęła niebieski papier. Ujrzała kulę wypełnioną perłowym dymem. Do niej byłą przyczepiona karteczka.
, „Gdy potrząśniesz nią trzy razy ujrzysz twarz osoby, o której myśli Twoje serce.”
     Stała chwilę nieruchomo, po czym potrząsnęła trzy razy kulą, w której niemal od razu pojawiła się twarz pewnego zarozumiałego Ślizgona. Szybko odłożyła prezent na łóżko i rozpakowała ostatni. Było to małe pudełeczko owinięte srebrzystą wstążką. Nie było żadnej kartki. Otworzyła pudełeczko, a tam na aksamitnej poduszeczce spoczywał srebrny wisiorek w kształcie miniaturowego smoka. Był piękny. Od razu go założyła i podeszła do lustra. Srebrzysty smok idealnie pasował. Dotknęła go i przegryzła wargę. Domyśliła się, od kogo mogła dostać taki cenny podarunek.
     Wystraszyła się, gdy poczuła, jak coś ociera się o jej nogę. Major domagał się pieszczot. Wzięła go na ręce i zaczęła głaskać. Kociak zamruczał. Gryfonka patrzyła się dalej w lustro na swoje odbicie, po czym skierowała wzrok na zegar. Dochodziła ósma, więc mogła już iść na śniadanie.
Odłożyła Majora na łóżko i poszła do Wielkiej Sali.
***
     Malfoy był dzisiaj w wyśmienitym humorze. Sam nie wiedział, czemu. Z uśmiechem wszedł do Wielkiej Sali, na co kilka Krukonek westchnęło. Rozejrzał się. Gdy ujrzał Gryfonkę zajadającego śniadanie uśmiechnął się jeszcze szerzej. Podszedł do niej i rozsiadł się wygodnie obok. Zabrał jej z ręki tosta i ugryzł kawałek.
-Wyspana?-Zagadnął wesoło.
-Nie bardzo. Za to widzę, że ty tryskasz energia i entuzjazmem. Zrób mi przysługę i idź do swojego stołu.
     Ślizgon zaśmiał się. Założył kosmyk jej włosów za ucho i pochylił się do niej.
-Coś taka agresywna Granger?-Dopiero teraz zauważył, że miała na szyi wisiorek w kształcie smoka.-Widzę, że prezent się podoba.
     Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami nic sobie nie robiąc z jego obecności. Udawała, że go tam nie ma. On od razu to zauważył. Jego duma kazała mu zareagować na brak zainteresowania jego zacną osobą.
-Co do wczorajszego wieczoru-powiedział na tyle głośno, aby spora część sali go usłyszała, -to wolałbym żebyś się bardziej angażowała.
     Gryfonce tost wyleciał z dłoni. Spojrzała na niego, a on z cynicznym uśmieszkiem zgrabnie wstał i poszedł do Blaisa, który zaczął już zajadać jajecznicę. Uczniowie, którzy słyszeli wypowiedź Ślizgona mieli dość wymowne miny. Czego ona się spodziewała? Że zareagują inaczej? Niby jak? Malfoy uwielbiał rzucać dwuznaczności tylko po to, żeby wprawić ją w zakłopotanie. Usiłowała sobie przypomnieć, co się wydarzyło między nimi wczoraj, ale jedyne, co pamiętała to to, że zemdlała. Nic więcej. Chociaż miała przebłyski, że się przebudziła i posła wykąpać, a gdy wyszła z łazienki na łóżku leżał przystojny Ślizgon...
-Cześć Mionka-przywitała się Ginny.-O czym tak myślałaś?
-Zapewne o tym przebrzydłym Malfoy’ u-burknął Ron.
-Od rana musisz o nim wspominać?-Jęknął Harry. Postanowił zmienić temat. -Wiecie może, kiedy pojawi się jakiś nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią?
-Dobrze by było. Może dadzą nam znowu jakiegoś pomyleńca, jak ten Lockhart-sarknął rudy.
-Z tego, co wiem-powiedziała Hermiona tonem znawczyni-to lekcje Obrony Przed Czarną Magią odbywają się już w dniu dzisiejszym i jakbyście słuchali, co dyrektor mówił na kolacji to byście wiedzieli.
-Jak myślicie, kto to będzie?-Spytała Ginny chcąc powstrzymać zbliżającą się kłótnię.
-Oby ktoś, kto nas czegoś nauczy. -Mruknął bliznowaty.
***
     Wszyscy siedzieli już na swoim miejscu. Hermiona wylądowała między swoimi przyjaciółmi. Większość była podniecona pierwszą w tym roku lekcją Obrony Przed Czarną Magią. Nie umniejszał tego nawet fakt, że tę lekcję mieli mieć ze Ślizgonami. Na końcu sali siedział Malfoy i Blaise, a obok nich usiadła Pansy ku niezadowoleniu obu chłopaków.
-Ej Szlamo-odezwała się na całą klasę.- Z kim idziesz na bal? Zapewne dostałaś setki zaproszeń-jadowita nuta w jej głosie nie zrobiła na nikim żadnego wrażenia. Hermiona nawet nie odwróciła się w jej stronę, więc nie zauważyła, że Draco ma zamiar coś powiedzieć.
-Panna Granger zapewne dostała więcej zaproszeń na bal niż wszystkie dziewczyny razem wzięte-usłyszeli zimny głos.
     Wszyscy odwrócili się w kierunku, z którego dochodził. Ujrzeli wysokiego czarodzieja o blond włosach i wyniosłych rysach twarzy. Dostojnie wkroczył do klasy emanując dostojeństwem w czarnej szacie.
     Ślizgonom uśmiechy wykwitły na twarzy, zaś Gryfoni załamali się. W klasie, jako nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią stał niegdysiejszy Śmierciożerca Lucjusz Malfoy.
     Hermiona poczuła, że zapada się w sobie. Zauważyła jak Harry zesztywniał, a Ron poczerwieniał ze złości.
-Z tego, co mi dyrektor raczył przekazać to nie mieliście jeszcze w tym roku lekcji z tego przedmiotu.-Zaczął Lucjusz.- Chciałbym rozpocząć nasze zajęcia od sprawdzenia waszej wiedzy i umiejętności, aby móc dostosować plan zajęć.
-Och nie...-Jęknął Neville.
     Czarodziej machnął różdżką i przed uczniami pojawiły się karty pergaminu z wypisanymi pytaniami.
-Radzę nie zwlekać z wpisaniem odpowiedzi-mruknął Lucjusz na tyle głośna, aby każdy mógł usłyszeć.
     Z niewielkim ociąganiem uczniowie zabrali się do pracy.
***
-Jak on mógł nam coś takiego zrobić?!-Ron był oburzony.-To w ogóle zgodne z przepisami?!
-Nauczyciel ma prawo przeprowadzać testy sprawdzające wiedze i umiejętności, dostosowując trudność zadań do poziomu uczniów.-Fachowo powiedziała Hermiona.
-Jeszcze go bronisz?!-Ron ledwo skrywał złość.
-Nie, nie bronię-odparła hardo.-Zwracam ci tylko uwagę.
-Hermiona ma rację-powiedział Harry.-Jeśli chcemy zdać egzaminy końcowe to po prostu się przyłóżmy i nie zwracajmy uwagi, że ojciec Malfoy'a nas uczy.
-Jasne-warknął zjadliwie rudzielec.-Może jeszcze pouczymy się Zaklęć Niewybaczalnych.
-Mimo wszystko musicie przyznać, że podszedł do stanowiska dość profesjonalnie -zauważyła Gryfonka.
-Taa... To jak odjął fretce dziesięć punktów za próbę podpalenia Neville ‘a... Kto by pomyślał?-Zastanowił się bliznowaty.
     Dotarli w końcu do Wielkiej Sali, gdzie większość uczniów już zajadała smakowite kąski. Trójka przyjaciół usiadła przy stole Gryfonów i zaczęła sobie nakładać na talerze ulubione przysmaki. Nim zaczęli jeść pojawiła się za nimi profesor McGonagall z kamiennym wyrazem twarzy.
-Panno Granger?-Jej głos był dziwnie sztywny. - Mam dla ciebie wiadomość.-Podała jej kremową kopertę.-Gdyby... Gdybyś chciała z kimś porozmawiać to możesz przyjść do mojego gabinetu.
-Eee... Dziękuję-odparła speszona Gryfonka.
     Po chwili odeszła zostawiając zaskoczonych podopiecznych. Hermiona przyjrzała się kopercie. Widniała na niej pieczęć Ministerstwa Magii. Drżącymi dłońmi otworzyła kopertę i przeczytała list. Z każdym kolejnym zdaniem oczy dziewczyny szkliły się coraz bardziej.
-Nie…-szepnęła.-To niemożliwe…
     Nie mogła uwierzyć w to, co czytała. Łzy ciurkiem leciały jej po policzkach rozmazując makijaż. Jak najszybciej mogła wybiegła z zamku i skierowała się na błonia. Usiadła pod ulubionym drzewem i skuliła się płacząc rzewnie.
     Nie usłyszała cichych kroków, ani tego, że ktoś przed nią klęka. Nie poczuła ramion ją obejmujących. Nie słyszała głosu próbującego ją uspokoić. Była obojętna na wszystko i na wszystkich. Nie szlochała, a mimo to słone krople dalej płynęły strumieniami. Z ledwością zarejestrowała, że ktoś podnosi jej głowę i zmusza, aby na niego spojrzeć. Dopiero po chwili dotarło do niej, kto przed nią klęka-Draco.
     Chłopak był przerażony. Gdy w końcu udało mu się przekonać Bliznowatego i Wieprzleja, że zajmie się nią i wyjść z Wielkiej Sali zobaczył tylko jak za rogiem znika czarna szata. Bez namysłu ruszył w tym kierunku. Wyszedł z zamku, ale nie zauważył Hermiony.
     W oddali zauważył coś ciemnego opartego o drzewo. Natychmiast ruszył w tym kierunku. Nie mógł pozbyć się wrażenia, ze stało się coś złego.
     Znalazł ją. Ukląkł przed nią i starał się coś na to poradzić, ale nie wiedział, co. Gdy uniósł jej głowę ujrzał zapłakaną buzię, w której krył się obłęd. Nie poznała go. Z ledwością zarejestrowała jego obecność. Jej makijaż pozostał tylko wspomnieniem. W czerwonych oczach krył się niewyobrażalny ból i smutek. Niewiele myśląc przygarnął ją do siebie, kołysał delikatnie i gładził po włosach. Po kilku minutach poczuł jak wstrząsa nią szloch i zaczęła się trząść. Próbował uspokoić ją słowami, ale to był proces bardzo długi. Jednak nie narzekał. Po jakimś czasie odezwała się cicho zdławionym głosem już nieco spokojniejsza:
-Nie ma ich…
-Kogo?-Szepnął cicho.
-Ledwo ich znalazłam… i… i znowu ich straciłam…jaa… tak bardzo ich kocham…-ledwo rozumiał, co mówi.-Zabili ich Draco… zabili mi rodziców…
     Ból, z jakim mówiła sprawiał, że ściskało mu się serce. Nie wiedział, co powinien zrobić.
-Kto?-Spytał krótko.
-Nnie wieeemm-wyszeptała zanosząc się płaczem.
     Nie mogła uwierzyć, że to prawda. Dlaczego akurat jej rodzice? Dlaczego zawsze wszystko, co złe spadało na nią? Ale przecież nie mogła się tak łatwo poddać. Odnajdzie zabójców i własnoręcznie wymierzy sprawiedliwość. Gdy to sobie postanowiła skupiła się na tym i nieco uspokoiła.
-Będąc z nimi nigdy nie czułam się samotna- powiedziała cicho, a widząc, że chłopak nie zamierza przerywać kontynuowała.-Zawsze mogłam liczyć na ich pomoc. Kiedy wymazywałam im pamięć-jej głos zadrżał niebezpiecznie, - obiecałam sobie, że jak skończy się wojna to ich odnajdę, abyśmy mogli być znów rodziną. Szczęście mi sprzyjało, bo już po dwóch tygodniach ich znalazłam.-Zamilkła na chwilę, po czym podjęła na nowo- czytałam kiedyś w jakieś książce, że za każde życie płaci się śmiercią. Uratowałam profesora Snape’a i brata Rona… otrzymałam za to nagrodę-Ślizgon chyba zgłupiał. Wyczuł w jej głosie nutkę gorzkiej ironii.
     Hermiona zaczęła opowiadać mu niektóre fragmenty z jej życia z rodzicami, a on słuchał i się nie odzywał. Po raz pierwszy chciał słuchać, a nie być słuchanym. Zazdrościł jej pełnego szczęścia i miłości dzieciństwa. Dziewczyna na zmianę płakała, rzucała złośliwe komentarze pod swoim adresem, a nawet się śmiała. Draco stwierdził, że Gryfonka chyba oszalała. Jeśli tak dalej pójdzie to zamkną ją w Św. Mungu-pomyślał.
-Musze iść-odparła nagle i wstała gwałtownie. Na jej twarzy gościła determinacja. Otarła łzy i skierowała się w stronę zamku. Jednak po chwili powstrzymał ją Ślizgon. Złapał ją za rękę i odwrócił ku sobie.
-Dokąd masz zamiar iść w takim stanie?
-Nie twój interes Malfoy-warknęła złośliwie.
-Och czyżby?-Odparł chłodno.- Myślisz, ze cię tak teraz zostawię? Zapomnij Granger. Gdziekolwiek pójdziesz idę z tobą.
-Nie ważne- mruknęła.-Rób, co chcesz.
     Wyrwała się mu i ruszyła w stronę zamku, a chłopak podążył za nią.
***
     Deportowali się na ganek jednego z pięknie zadbanych domków jednorodzinnych. Hermiona patrzyła na białe drzwi nie mogąc się poruszyć. Uzyskała pozwolenie McGonagall na opuszczenie Hogwartu na kilka godzin. Niestety musiał jej towarzyszyć Malfoy.
-Nie musisz tam ze mną wchodzić-powiedziała w końcu.- Teren jest sprawdzony przez aurorów. Jest bezpiecznie.
-Wiem. Nie zmienia to jednak faktu, że mam cię pilnować.
     Dziewczyna wzruszyła ramionami i otworzyła drzwi. Był wczesny wieczór, ale tego dnia szybko zrobiło się ciemno, więc musiała zapalić światło. Draco wszedł za nią i zamknął drzwi. Rozejrzał się zaciekawiony. Widział pięknie zadbany korytarz, w którym znajdowała się komoda, a nad nią lustro. Obok zaś brązowy wieszak na płaszcze. Podążył za Gryfonką do salonu.
-Wszystko posprzątali-powiedziała cicho i usiadła na białej kanapie. Dopiero teraz spojrzała na swojego towarzysza.
     Stał niedbale oparty o ścianę. Miał na sobie białą koszulę i czarny płaszcz. Włosy miał w artystycznym nieładzie. Zdawał się nie pasować do otoczenia. Do starych mebli, które tak uwielbiali jej rodzice. Do dużego zegara stojącego w rogu, któremu stanęły wskazówki. Do białego kominka, nad którym było pełno zdjęć jej i jej rodziców. Do starego brązowego dywanu w kremowe lilie. Dębowego stołu. Kwiatów w doniczkach.
     Spojrzał na nią, jakby poczuł je wzrok na sobie. Znowu zagryzała wargę. Przełknął głośno ślinę, zrobiło się mu gorąco. Powoli podszedł do niej i usiadł obok. Chwycił ją za dłonie i spojrzał jej w oczy.
-Dlaczego chciałaś tu przyjść?
     Odwróciła głowę. Wstała i podeszłą do kominka. Przyglądała się zdjęciom. Usłyszała jak wstał z kanapy i staną za nią.
-Hermiono?-Przymknęła oczy, w których nagromadziły się łzy. Słysząc swoje imię z jego ust poczuła przebiegający przez jej ciało rozkoszny dreszcz.-Hermiono odwróć się.
     Pokręciła przecząco głową. Usłyszała, jak westchnął cicho. Złapał ją za ramiona i odwrócił do siebie. Nie patrzyła na niego. Lekko zirytowany Ślizgon podniósł jej głowę do góry.
-Otwórz oczy-zacisnęła wargi, ale po chwili uniosła powieki.-Pamiętaj, że to nie twoja wina. To, co się zdarzyło twoim rodzicom, mogło zdarzyć się każdemu.
-Nie umiesz pocieszać-mruknęła.
-Wcale się nie staram. Nie mogę znieść twojego widoku, gdy cierpisz.
-Ooo... Czyżby wielki Draco Malfoy miał uczucia? Cóż za odkrycie. -Sarknęła. Otarła twarz dłonią cofając się jednocześnie o krok od chłopaka. Przegryzła nieświadomie wargę próbując wymyślić jakąś kąśliwą uwagę.
-Mówiłem ci żebyś tak nie robiła-wyszeptał i wpił się w jej usta przyciskając ją do kominka.
     Gryfonka oddała pocałunek. Chciała, choć na chwilę zapomnieć o wydarzeniach dnia dzisiejszego. Chłopak oderwał się od niej i oparł o jej czoło. Lewą ręką trzymał ją za szyję, a prawą talię. Przymknął oczy. Musiał opanować narastające podniecenie. Hermiona odsunęła go od siebie. Odeszła od niego.
-Idę spakować rzeczy rodziców-powiedziała po chwili.-Zostań tu. Niedługo wrócę.
     Wyszła z pokoju. Draco oparł czoło o chłodną ścianę. Czuł, że jest coraz gorzej. Mała Gryfonka pociągała go i coraz trudniej mu było z tym walczyć. Chciał jej, pragnął... Z roku na rok coraz bardziej. A teraz? Teraz, gdy z nią przebywał dość często to pragnienie zwiększyło się stokrotnie. Musi ją zdobyć. Musi ją posiąść. Jest Malfoy'em. Co chce to ma. Ona nie będzie wyjątkiem. Och czyżby?-Irytujący głosik odezwał się w jego głowie.
     Oderwał się gwałtownie od ściany i zaczął krążyć po pokoju próbując zapanować nad sobą. W jego umyśle była istna gonitwa myśli, które często się wykluczały. Miał dość tego wszystkiego. Tych wszystkich barier i ludzi, którzy go dzielili od Granger.
-Dobrze się czujesz?-Usłyszał spokojny głos Hermiony. Przystanął i spojrzał na nią. W ręku trzymała list. Oczy miała czerwone od płaczu. Dość długo musiał tak chodzić. -Ja... Ja już zapakowałam to, co chciałam. Jutro Ministerstwo sprzeda mieszkanie... Dostałam list od Harry'ego. Dzisiaj odbywa się spotkanie Zakonu. W Hogwarcie.
     Patrzyła chwilę na niego, po czym skierowała się w stronę wyjścia, a Malfoy podążył za nią.
***
-Nie możemy tego tak zostawić-pani Weasley była oburzona.-Ktoś zaatakował tych biednych mugoli, a wszyscy wiemy, że to nie jedyny atak w ostatnim czasie...
     Znajdowali się w starej klasie od transmutacji, która była obecnie nieużywana.
-Molly – odezwał się Kingsley- musimy ustalić, jakim schematem podąża Bractwo.
-Bractwo?-Spytał zdziwiony Ron.
-Śmierciożercy, którzy uciekli po bitwie założyli tajne stowarzyszenie. Nazywają siebie Bractwem.-Wytłumaczył ojciec rudzielca.
-Ale musimy coś zrobić-odparł Fred, a George potaknął.
     Hermiona wstała z ławki i podeszła do okna.
-Skarbie dobrze się czujesz?-Pani Weasley podeszła do Gryfonki.-Jesteś blada.
-Panna Granger dużo przeszła-głos Dumbledore'a był niezwykle spokojny.- Niczego nam się nie uda zrobić dopóki nie ustalimy schematu, jakim podążają...
-Tak... Poczekajmy sobie, aż zginie więcej niewinnych ludzi, aby ustalić schemat...-Aberforth dość złośliwie skomentował wypowiedz brata.
-Może nie musimy tak długo czekać-Albus zdawał się nie słyszeć zgryźliwej nuty w jego głosie. -Może pan Malfoy nam coś doradzi?
     Wszystkie oczy skupiły się na młodym Ślizgonie. Wszystkie, oprócz zielonych oczu Hermiony, która patrzyła przez okno na szkolne błonia, na które padał srebrzysty blask księżyca. Draco rozejrzał się wokół siebie, jakby zbierał myśli.
-Dlaczego on ma nam doradzać?-Warknął Ron.-Przecież on był Śmierciożercą...
-I właśnie odpowiedziałeś sobie na pytanie-odparł Snape chłodnym tonem.-Pan Malfoy, jako dość świeży może rzucić nieco światła na tę sprawę.
-Oczywiście-burknął rudzielec.
-Moim zdaniem oni na kogoś polują-odezwał się Malfoy.-Póki, co zabili tylko mugoli, którzy mieszkali w pobliżu domu rodziców Granger. Może chcą wywabić czarodziei, którzy nie są czystej krwi? Z tego, co pamiętam mieli takie plany...
-Ale żadna z rodzin, nie licząc Hermiony nie miała nikogo, kto byłby czarodziejem. -Skomentował Harry.
     Zapanowała cisza, w której było słychać tylko wiejący wiatr i deszcz, który zaczął bębnić w szybę.
-Ostatnie dochodzenia w Ministerstwie doprowadziły nas do podobnego wniosku, co Draco. Każda z zabitych rodzin miała w swojej czarodzieja, którzy są już dorośli, więc mogliście ich nie znać.
-Więc chcą mojej śmierci-podsumowała cicho Hermiona. Wszyscy spojrzeli na nią. Odwróciła się od okna.-Ja... Ja idę spać. Jestem zmęczona. Takich fantastycznych urodzin nie zapomnę do końca życia.
     Wyszła z klasy. Nikt nie próbował jej zatrzymać. Nikt się nie odezwał przez kilka minut.
-Co my teraz zrobimy?-Spytał Harry.
-Jak to, co zrobimy Potter?-Warknął Draco.-Ruszymy tyłki i będziemy pilnować Granger, żeby nie wpadła w tarapaty.


sobota, 28 lutego 2015

Rozdział VII

A myślałam, że jednak nie dam rady czegoś dodać na weekend, a tu proszę :D mamy kolejny rozdział :D zdaje się, że jest dłuższy niż pozostałe:) zapraszam do czytania i komentowania - Lisa 
***
     Doszli już do schodów. Na szczęście nikogo nie było na korytarzu nie licząc dwójki pierwszoroczniaków, którzy zniknęli zaraz za rogiem. Gryfonka od kilku minut przestała krzyczeć. Zwyczajnie bolało już ją gardło. Tak, jak mogła trzymała się Ślizgona, aby nie spaść, Nagle zatrzymali się.
-Słuchaj Willu-zaczął.-Teraz musisz iść do dormitorium i wziąć się za lekcje.
-Ale ja chciałem spędzić czas z Hermioną...
-Granger ma teraz inne zadanie do zrobienia.-Odparł niemal beznamiętnie, po czym dodał widząc smutną minę chłopca.- Na pewno jutro cały dzień spędzicie razem.
     Chłopiec uśmiechnął się do niego. Pożegnał się z siostrą, która bez większego entuzjazmu mu pomachała na do widzenia. Malfoy postawił ją w końcu na ziemi. Musiał ją przytrzymać, bo zachwiała się niebezpiecznie. Zacisnął usta i usadził ją na najniższym stopniu, a następnie uklęknął przy niej. Złapał ją za głowę i delikatnie uniósł ku górze, aby spojrzała na niego. Z tak bliska widział ją wyraźnie. Brązowe włosy, które były w nieładzie. Duże, zielone oczy spoglądające bystro na niego. Drobny nosek delikatnie zadarty. Zmysłowe usta, które tak go kusiły... znowu zagryzała dolną wargę sprawiając, że miał ochotę ją pocałować. Z trudem się opanował. Stykali się kolanami. Mógł poczuć jej zapach, taki kobiecy... pachniała truskawkami. Jedną ręką podtrzymywał jej głowę, choć nie musiał. Drugą zaś trzymał na jej talii. Ona swoje miała na kolanach. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę.
     W pewnym momencie Hermiona dotknęła prawą ręką dłoni na swoim policzku. Powoli zsunęła ją z twarzy na szyję, po czym położyła na kolanie. Cały czas patrzyła w stalowoszare tęczówki. Przechyliła delikatnie głowę.
     Co prawdą, gdy ją postawił na nogi to zrobiło się jej słabo, ale już poczuła się lepiej. Odzyskała ostrość widzenia i teraz mogła mu się przyjrzeć. Dostrzegła srebrne plamki w oczach. Platynowe włosy w artystycznym nieładzie. Wąskie, zmysłowe usta... poczuła, gdy dotknęła jego dłoni, jak cały zesztywniał. Nie wiedziała tylko przez co konkretnie.
-Nie rób tak więcej-powiedział cicho.
-Dlaczego?-Szepnęła prowokująco.
-Bo mam nieodpartą ochotę, aby pozbyć się z ciebie tych wszystkich ubrań i kochać się z tobą tutaj. Bez względu na to, czy nas ktoś przyłapie.
     Czuła, jak jej policzki oblekają się szkarłatem. Nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Może podobnej, ale nie tak bezpośredniej.
     Nagle arystokrata wstał i bez słowa zostawił ją samą siedzącą na schodach. Pozostała na miejscu, póki jego sylwetka nie zniknęła za zakrętem. Wstała i powoli ruszyła do swojego dormitorium rozmyślając po drodze o tej całej sytuacji. Jednego była pewna. Musiała z nim porozmawiać. Musiała wymusić na nim obietnicę, że nie wyjawi nikomu tego, iż pochodzi z arystokracji. Nikt więcej nie może wiedzieć. Modliła się w duchu, żeby on nie rozgadał wszystkim jej tajemnicy. Co do jego słów, które powiedział nim odszedł... wolała do nich póki co nie wracać.
     A Draco? Szedł z zamyślonym wyrazem twarzy. Jego plan działał perfekcyjnie. Najpierw to zaaranżowane spotkanie z rodzicami, akurat „przypadkiem” w tym samym miejscu i czasie, na którym William miał się również „przypadkiem” wygadać. Uśmiechnął się. Bardzo polubił tego dzieciaka. Swą bystrością i inteligencją przypominał mu Hermionę.
     Gdy przeczytał list Gryfonki nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Chodził po pociągu tak długo, aż przypomniał sobie o spotkaniu prefektów, na które się spóźnił. A właściwie nie przyszedł. W obecnej chwili wiadomość, że Granger jest arystokratką sprawiło, że jego ojciec zainteresował się nią. Chłopak wiedział, że Lucjusz interesuje się każdą ładną buzią, która pochodzi z wyższych sfer. Za każdym razem wykorzystuje taką dziewczynę, po czym jak mu się znudzi lub znajdzie sobie inną porzuca ją i udaje, że nic się nie stało. Tym razem młody Malfoy nie miał zamiaru siedzieć z założonymi rękami. W końcu nie chodzi tu o pierwszą lepszą dziewczynę. Zasępił się. Dobrze zrobił, że namówił Willa, aby wygadał się o ich całowaniu. Zauważył minę ojca. Wiedział, że rękawica została rzucona, ale czy on ją podniesie? A jeśli tak to, co może zdarzyć się, jeżeli dwóch Malfoy’ów za wszelką cenę będą chcieli postawić na swoim? Który ostatecznie zdobędzie Gryfonkę? Ojciec, czy syn? Nie wiedział. Jednego tylko był pewien. To starcie wygra najlepszy i wątpił, aby jego lovelasowaty tatuś miał większe szanse od niego.
     Zastanowił się. Im więcej czasu z nią spędza tym bardziej dociera do niego fakt, że mu na niej zależy. Czy się przyzna otwarcie do tego? Nigdy. Jeszcze, żadnej dziewczynie nie powiedział, że ją kocha. Bo niby, po co miał to mówić? Co, jak co, ale jeśli chodzi o uczucia to on zawsze jest szczery. Tego nauczyła go matka. Nie potrafił kłamać. Nie w tej sferze. Pokręcił głową. Dlaczego właśnie Granger? Mogłaby to być każda, a jego cholerne serce wybrało ją. Bo była inna niż wszystkie. Dopiero teraz dotarło do niego w pełni, jak ta zarozumiała Gryfonka jest niepowtarzalna. Czuł, że przegrał rundę w ich wspólnej grze. Brawo Granger. Jeden zero dla ciebie. Pora na rewanż.
     Z tajemniczym błyskiem w oczach i uśmiechem na ustach wszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów. Rozejrzał się, aż wypatrzył Diabła na jednym z foteli migdalącego się z jakąś blondynką z piątego roku.
-Mógłbyś chociaż pójść do siebie-skomentował i wygonił jakiegoś drugoklasistę z drugiego, czarnego fotela. Blaise oderwał się od swojej nowej zdobyczy i spojrzał na przyjaciela.
-Wiesz co Smoku? Jesteś zazdrosny i tyle.
-Nie bardzo-odparł beznamiętnie lustrując pomieszczenie.-Mam na oku chyba najbardziej zmysłową kobietę jaką znam i nie mam zamiaru skupiać się na innych.
     Zabini szepnął coś dziewczynie, a ta z lekko obrażoną minę go zostawiła i poszła do koleżanek zarzucając długimi włosami. Chłopak niespecjalnie się tym przejął i nachylił się do przyjaciela.
-Draco... czy chodzi o Hermionę?
-Aha-mruknął. Zastanowiła go nutka troski w jego głosie.
     Czarnoskóry wziął głęboki oddech.
-Wiesz co? Nie warto sobie nią zawracać głowy. Oboje wiemy, że i tak nic z tego nie będzie. Ma zły status krwi. Zapomniałeś?
     Teraz to i Malfoy się nachylił do niego.
-Nie, nie zapomniałem.
     Czarnoskóry wstał.
-Więc zrób światu przysługę i oszczędź dziewczynie zmartwień z twojego powodu. Co masz zamiar niby zrobić?-W jego głosie pobrzmiewała niebezpieczna nuta, połączona ze zdenerwowaniem.- Pobawisz się nią chwilę i rzucisz w kąt, jak każdą poprzednią?
-Dlaczego uważasz, że...-nie zdążył dokończyć, bo na kolanach usiadła mu Pansy Parkinson. Jej krótka do przesady czerwona spódniczka więcej odkrywała niż zakrywała.
-Wróciłeś kochany! Tak się stęskniłam!
     Chciała go pocałować, lecz ją powstrzymał. Wstał i bezceremonialnie zrzucił ją z kolan. Zobaczył zawód w mopsowatej twarzy. Czy się tym przejął? Nie. Nie zasługiwała na to, aby nawet patrzeć na jego majestatyczną urodę młodego boga.
-Posłuchaj słońce-zaczął chłodno, aż się wzdrygnęła. W całym pokoju zrobiło się cicho, ponieważ każdy był łasy na kolejną scenę z udziałem zakochanej Ślizgonki i nieczułego arystokraty.-Nie obchodzi mnie to, że za mną tęskniłaś. Mam dość ciebie. Twojego gderliwego głosu, okropnego wyglądu. Nigdy nie byłaś i nigdy nie będziesz w kręgu moich zainteresowań. Jeśli jeszcze raz zrobisz coś podobnego to obiecuję ci, że obudzisz się pewnego pięknego dnia, a ja zadbam, aby ten dzień stał się twoim koszmarem.
     Nie zdawał sobie sprawy, że z każdym wypowiadanym wyrazem mówił coraz ciszej, sprawiając, że brzmiał mroczno i strasznie. Wystraszona dziewczyna rozpłakała się i pobiegła do swojego dormitorium. Widząc to kilka dziewczyn parsknęło śmiechem i uśmiechnęły się zalotnie do Ślizgona. Chłopcy komentowali złośliwie Pansy naśmiewając się z jej zauroczenia.
-Właśnie o tym mówiłem.-Rzekł Blaise.-Lubię Hermionę i nie chcę by tak cierpiała. Już wystarczająco wytykałeś jej to, że jest nieczysta.
     Odwrócił się z zamiarem odejścia, lecz Malfoy złapał go za ramię.
-Oboje dobrze wiemy, że Granger ostatnio zmieniła status.-Syknął, aby nikt nie usłyszał.-Myśl sobie, co chcesz. To, że ją obrażałem od samego początku nie znaczy, że mnie nie intrygowała... poza tym ona jest zupełnie inna od tych wszystkich pustych panienek.
-Łoo.. czyżby zdążyła cię zauroczyć?-Zaśmiał się czarnoskóry.-Radzę ci się pospieszyć jeśli chcesz coś na poważnie z nią świrować, bo z tego co słyszałem jest celem niejednego chłopaka z tej szkoły. Ale jeśli chcesz się nią tylko zabawić to odpuść sobie od razu.
     To powiedziawszy zostawił przyjaciela i podszedł do swojej blondynki, aby wziąć ją za rękę i poprowadzić do swojego dormitorium. Zastanowił się. Diabeł mógł mieć sporo racji. Nie miał zamiaru się nią bawić i na końcu zostawić. Jego plan był inny. Denerwował go tylko fakt, że przecież niejeden chłopak się za nią ogląda... a zwłaszcza ten parszywy Wieprzlej i Wybraniec. Musi ją zdobyć przed nimi. Od czego zacząć? Najlepiej od szklanki ognistej lub dwóch.
***
     Narcyza stała obok okna i wyglądała przez nie. Była w bibliotece wraz ze swoim mężem, który siedział wygodnie w fotelu i przyglądał się żonie. Zauważył, że z biegiem lat niewiele się zmieniła. Jej ponętna figura przyciągała spojrzenia niejednego mężczyzny, który widząc jego odwracał wzrok w innym kierunku. Dzisiaj miała na sobie czerwoną garsonkę. Włosy rozpuszczone, okrywały delikatne ramiona.
-O czym tak myślisz Narcyzo?-Odwróciła się do niego. Ręce miała założone na piersi.
-Myślę o Hermionie.-Widząc jego pytające spojrzenie wytłumaczyła.-Ciągle zżerają mnie wyrzuty sumienia za to, co jej robiła Bella... w naszym domu... myśląc, że jest brudnokrwistą. Ja.. podczas ostatniego starcia Czarnego Pana z Harry'm Potterem wpadłam na Hermionę. Nie zaatakowała mnie. Nie wiem czemu... Poprosiłam ją o pomoc. Żeby odnalazła naszego syna-w jej oczach zabłysły łzy.-Zgodziła się bez słowa. Nie mam pojęcia dlaczego... po tym wszystkim, ile przez nas wycierpiała... bez słowa pomogła...
     Lucjusz wstał i podszedł do żony. Złapał ją za ramiona i powiedział:
-Ona jest Gryfonką. Mimo wszystko, co myślę o tym Domie to jedno trzeba im przyznać. Nie ma bardziej szlachetniejszych i odważnych serc niż w Gryffindor'ze. Może powinniśmy się z nią spotkać i podziękować jej? Zwłaszcza, jak się okazało, że jest córką Mark'a. Nie wypada mieć jakiś niedokończonych spraw, które kładą cień na naszą znajomość z Dark'ami.
-Myślisz, że się zgodzi?-Wyszeptała z nadzieją w niebieskich oczach. Kiwnął głową. Kobieta uśmiechnęła się i niemal wybiegła z biblioteki mówić, że idzie napisać do Hermiony.
     Mężczyzna znów usiadł w miękkim fotelu. Napił się kawy, która robiła się już zimna. Skrzywił się. Nie lubił zimnej kawy, ale musiał ją wypić. Czekała go nocna zmiana w Hogwarcie.
     Nudziło go patrolowanie korytarzy, ale i tak było to ciekawsze niż siedzenie w domu. Może spotka tę całą Hermionę? Zastanowił się. Jego bystrym oczom nie umknął fakt, że bardzo się zmieniła w ostatnim czasie. Czy Draco o niej wspominał? Dość często, jak mówił o Wybrańcu... zapewne spodobała się mu-pomyślał. Zegar na ścianie wybił dwudziestą. Lucjusz po raz kolejny wstał. Dopił zimną kawę i podszedł do kominka. Wziął do ręki garść szarego proszku i wszedł w płomienie mówić wyraźnie :”Hogwart, gabinet dyrektora”. Zielone płomienie otuliły go i po chwili nikogo nie było w bibliotece.
     Państwo Malfoy nie wiedzieli o tym, ale to było jedno z ulubionych miejsc ich syna. Bardzo często przychodził tu i pogrążał się w lekturze. W ten sposób uciekał od świata. Od ludzi. Od wszystkiego, co znał.
     Niekiedy Narcyza również przychodziła czytać. Jednak robiła to bardzo rzadko. Myślała dużo o swoim synu i martwiła się o niego. Czy mu się uda osiągną to, co chce? To pytanie kołatało się w głowie biednej kobiecie, która z zapartym tchem pisała list do pewnej Gryfonki z prośbą o spotkanie.
***
     Całą niedzielę spędziła z Williamem, Harry'm, Ginny i Ronem. Siedzieli wspólnie na błoniach rozkoszując się wyjątkowo ciepłym dniem. Jednak dzień szybko minął, a Hermiona nie mogła w nocy zasnąć. Spojrzała na zegar. Wskazywał na dwudziestą trzecią. Przewróciła się na bok i zamknęła oczy. Uparcie powracała jej w myślach wczorajsza scena, w której dużą rolę odegrał pewien arystokrata. Westchnęła. Wiedziała, że nie zaśnie. Wstała i ubrała szlafrok, po czym wyszła z dormitorium. W pokoju wspólnym zauważyła kilkoro uczniów czwartej i piątej klasy. Fuknęła na nich, że mają iść spać, a gdy znikli w swoich pokojach wyszła z wieży. Musiała się przejść. Otuliła się ciaśniej z zimna. Szła nie zważając jaką droga idzie. Myślała. Myślała o Malfoy'u.
     Skręciła za róg i wpadła na kogoś. Zauważyła tylko jasne włosy w świetle księżyca. Wysoka postać odwróciła się. W czarnej szacie spoglądał na nią z delikatnym uśmiechem Lucjusz Malfoy.
-Nie ładnie tak łazić po nocy-zagadnął.
-Ja...-chrząknęła.-Nie mogłam spać.
-Ciężki dzień?
-Tak jakby-odparła wymijająco. Nie chciała mu zdradzać prawdziwego powodu.
     Mężczyzna podszedł do jednej z okiennic. Po chwili i ona to zrobiła. Wpatrywali się chwilę w księżyc, który odbijał się w niczym niezmąconej tafli wody. Nawet wiatr przestał wiać. Zakazany Las wyglądał tajemniczo i niebezpiecznie. Błonia okryte srebrnym blaskiem wyglądały pięknie. Gwiazdy zaczęły wyłaniać się zza chmur.
-Piękny widok-powiedziała. Niezręczna była dla niej ta cisza.
-Zaiste-mruknął.-Hogwart kryje w sobie wiele niespodzianek. Kiedy byłem jeszcze uczniem odkryłem wiele tajemnic tego miejsca. Niektóre mogłyby ci się spodobać-uśmiechnął się delikatnie.-Gdy nadchodzi ostatni rok nauki zaczyna się doceniać uroki tego miejsca. Każdej lekcji, każdej przerwy... wszystko jest bardziej intensywne. Na ostatnim roku oświadczyłem się Narcyzie-uśmiechnął się szerzej.-Wiesz jaka była zdziwiona? Zabrałem ją w środku nocy z dormitorium. Zaprowadziłem na szczyt wieży astronomicznej. Księżyc wtedy świecił tak jak dzisiaj. Noc była podobna, choć wtedy zbliżało się lato, a nie zima.
-Dlaczego mi pan to opowiada?-Spytała, gdy zamilkł.
-Chciałbym wiedzieć-odparł beztrosko.-Jak znajdziesz na to odpowiedź to przyślij mi sowę.
     Uśmiechnęła się. Znowu umilkli. Oboje wpatrywali się w nocny krajobraz.
-Nie ma dwóch takich samych nocy-rzekła po chwili patrzą w odległy punkt na horyzoncie. Lucjusz spojrzał na nią.-Ani dwóch takich samych chwil. Rzeka nigdy nie będzie taka sama. Czas wszystko zmienia. Nic nie zdarza się dwa razy tak samo. Nie ma dwóch tych samych uścisków, czy pocałunków. Mogą być podobne, ale nie takie same.
-Zaskakujesz mnie panno Granger. Gdzie to wyczytałaś?
-Nie pamiętam-odparła.-Ale to jest nie ważne.
-Może i tak, ale to co powiedziałaś jest prawdziwe. Nic nie zdarza się dwa razy tak samo.
     Hermiona dziwnie się czuła. Stała w środku nocy gawędząc sobie z niegdysiejszym wrogiem, jak z normalnym znajomym. Może być jeszcze dziwniej? Wspomnienie pana Malfoy'a zbudziły w niej myśli o przyszłości. Czy ona kiedykolwiek poczuje coś takiego, jak Narcyza? Czy ktoś zaprowadzi ją w środku nocy na szczyt wieży astronomicznej i poprosi o rękę? Czy istnieje ktoś, kto kocha ją lub pokocha w taki sposób,aby spędzić z nią resztę życia? Aby założyć rodzinę i wychować dzieci? Posmutniała. Na nieszczęście on to zauważył.
-Coś się stało?
-Nie-odparła powoli.-Po prostu... jestem zmęczona. Chyba już wrócę do siebie. Jutro mam zajęcia i chciałabym się wyspać. Do widzenia.
-Do widzenia-rzekł.
     Dziewczyna odwróciła się na pięcie i tyle ją widział. Okazała się być miłym przerywnikiem w patrolowaniu korytarzy zamczyska. Rozmowa z nią sprawiła mu przyjemność. Lubił rozmawiać z kobietami. Zwłaszcza z takimi, które reprezentowały sobą coś więcej niż urodę, nawet jeśli są w piżamie i szlafroku.
     Rozbawiło go to, jak zobaczył ją w takim stroju. Uświadomił sobie, że właśnie stracił okazję, żeby jej podziękować i ją przeprosić. A taka okazja mogła się prędko nie zdarzyć. Przecież nie ma dwóch takich samych chwil...
***
     Śniadanie zjadła w biegu, bo zaspała. Listy które dostała dzięki sówkom schowała pospiesznie do torby zajadając tosta.
-Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc-odezwał się Ron nakładający sobie na talerz szóstą kiełbaskę. Cieszyła się, że się pogodzili.
-Nie mogłam zasnąć.- Nie opowiedziała przyjaciołom o jej nocnym spotkaniu z ojcem tlenionej fretki. Nie chciała słuchać ich komentarzy. Zmieniła temat.-Tyle mam do zrobienia w tym tygodniu, że nie wiem za co mam się zabrać najpierw. W środę mam dyżur nocny z Malfoy'em, a w sobotę jest bal i chciałabym, żeby było perfekcyjnie.
-Co wymyśliłaś?-Wtrąciła Ginny.
-Motywem przewodnim będzie, że tak to określę średniowieczna Wenecja. Wiesz... piękne suknie, wymyślne fryzury i przede wszystkim tajemnicze maski.
-Zapowiada się ciekawie-podsumował Harry.
-Jeśli lubisz się w takie coś bawić-burknął Ron.-Myślisz, że chłopakom się spodoba coś takiego? Jakiś głupi bal? Lepszy byłby jakiś pojedynek, czy coś...
     Wtem od drzwi do Wielkiej Sali odbił czerwony promień. Do ich uszu doszły jakieś krzyki. Tym razem niebieski promień dosięgnął drzwi. Grono pedagogiczne na czele z samym Dumbledore'm szybko wyszło z Sali, aby sprawdzić, co się dzieje uprzednio nakazując uczniom, by zostali na miejscach. Oczywiście wszyscy wybiegli za nimi.
     Gdy wyszli ujrzeli dwóch uczniów ostatniej klasy. Ciemnowłosego Krukona, który miał nienaturalnie powiększone przednie zęby i tlenionego Ślizgona, któremu skórę pokrywały łuski, jak u prawdziwego węża. Obaj, gdy zobaczyli dyrektora natychmiast się uspokoili.
-O co chodzi chłopcy?-Zagadnął ich wesoło, jakby pytał o pogodę. Krukon nie mógł odpowiedzieć, przez swoje olbrzymie zęby, natomiast Ślizgon, gdy tylko otwierał usta słychać było syk. Widząc to starzec odesłał ich z panią Pomfrey do Skrzydła Szpitalnego, a ciekawskich uczniów pogonił na lekcje.
     Hermiona zgarnęła swoją torbę i razem z przyjaciółmi poszła na transmutację. Odczuwała dziwną potrzebę sprawdzenia, czy z tlenioną fretką jest wszystko w porządku, ale powstrzymała się od wyrażenia chęci sprawdzenia stanu zdrowia arystokraty.
-Wiecie może, o co im poszło?-Dopytywał się Ron.
-Chciałeś pojedynku to go dostałeś-odparła brązowowłosa.   Weasley się skrzywił.
-Pewnie Malfoy'owi nie spodobało się to, że szedł za tym Krukonem do Wielkiej Sali-odparł Harry, ale wcale nie był do tego przekonany.
-Zaspokoję waszą ciekawość-Blaise nagle zmaterializował się obok nich.- Ten Paul z Revenclaw'u opowiadał koledze, że ma zamiar zaprosić ciebie-wskazał Hermionę- na sobotni bal. Draconowi się to nie spodobało.
-A co on ma do tego?-Warknął Ron.
-Och Weasley... wkrótce się dowiesz i raczej nie będziesz zadowolony zważając na twoje maślane oczy do naszej cudownej Gryfonki.
     Uśmiechnął się łobuzersko i dołączył do swoich znajomych. Ron był czerwony jak dojrzały pomidor. Harry próbował go uspokoić, ale nie na wiele się to zdało. Dopiero profesor McGonagall. Która wpuściła ich do sali zapanowała nad oburzonym Gryfonem.
     Dzisiaj mieli ćwiczyć zaklęcie Reparlfarge, które usuwa skutki błędnej transmutacji i zaklęcie homomorficzne pozwalające przywrócić prawidłową postać człowieka poddanego transmutacji.
     Opiekunka Gryffindor'u dobrała ich w pary i połowę z nich transmutowała w całości lub w części w rozmaite stworzenia lub przedmioty. Zadaniem drugiej połowy, było przywrócenie partnera do pierwotnego wyglądu. Hermiona trafiła na Harry'ego, który miał obecnie ręce ośmiornicy i dziób hipogryfa.
     Malfoy nie zjawił się do końca lekcji. Po wyczerpujących czterogodzinnych zajęciach zmęczeni uczniowie skierowali swoje kroki na obiad. Wyjątkowo Gryfoni i Ślizgoni nie spierali się między sobą. Wyczerpanie dawało się we znaki. Prawie nikomu nie udało się opanować zaklęć. Niemal zawsze profesor McGonagall musiała sama wszystkich odczarowywać. Podwojone godziny lekcji na ostatnim roku były ciężkie do przeżycia dla uczniów.
-Ale jestem głodny- marudził Ron.
-Chyba wspominałam kiedyś o tasiemcu?-Jego siostra wystawiła mu język.
     Jak na zawołanie przed nimi pojawiły się rozmaite potrawy. Wszyscy zabrali się do jedzenia niewiele mówiąc. Hermiona przypomniała sobie o listach, które dostała. Wyciągnęła je z torby i otworzyła pierwszy.

„Kochana Hermiono!
Piszę do Ciebie w ważnej dla Twojego ojca 
sprawie. Nalega on na to, byś zgodziła się 
zmienić nazwisko. Zapewniałam go, że musisz 
sobie wszystko przemyśleć, ale on jest uparty. 
Zupełnie jak Ty. William pisał nam, że świetnie
 się nim zajmujesz. Bardzo Cię polubił i w listach
 opowiada dużo o Tobie. Przemyśl prośbę ojca.
Twoja kochająca matka 
Lidia
PS. Wybrałam już pokój dla Ciebie w naszej 
posiadłości. Jeśli będziesz chciała możesz
 go urządzić tak, jak chcesz.”
-Zabawne-mruknęła tylko i schowała list do koperty. Otworzyła drugi.
„Droga Hermiono!
Powinnam to już zrobić dawno temu, ale jakoś 
nie miałam odwagi. Przekonał mnie mój 
mąż-Lucjusz, bym do Ciebie napisała. 
Chcielibyśmy się z Tobą spotkać. Chcemy 
przeprosić za krzywdy, które doznałaś 
pod naszym dachem. Pragniemy również 
Ci podziękować za pomoc w odnalezieniu Dracona 
podczas sławetnej już Bitwy o Hogwart. 
Proszę zgódź się.
Narcyza M.”
     Zatkało ją. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Cieszyła się, że przyjaciele zajęci są rozmową na temat konserwacji mioteł. Westchnęła. Póki co postanowiła się nie przejmować listami, miała ważniejszą sprawę na głowie, a mianowicie sobotni bal. Musi zwerbować ludzi do pomocy. Miała już nawet pomysł, jak to wszystko zrobić. Oczywiście nie oczekiwała pomocy Malfoy'a. Jeśli łaskawie się mu zechce to jej pomoże. Nie miała zamiaru o nic go prosić.

Ważne!!!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Dla Ciebie to raptem kilka chwil - dla mnie mnóstwo motywacji :)