sobota, 28 lutego 2015

Rozdział VII

A myślałam, że jednak nie dam rady czegoś dodać na weekend, a tu proszę :D mamy kolejny rozdział :D zdaje się, że jest dłuższy niż pozostałe:) zapraszam do czytania i komentowania - Lisa 
***
     Doszli już do schodów. Na szczęście nikogo nie było na korytarzu nie licząc dwójki pierwszoroczniaków, którzy zniknęli zaraz za rogiem. Gryfonka od kilku minut przestała krzyczeć. Zwyczajnie bolało już ją gardło. Tak, jak mogła trzymała się Ślizgona, aby nie spaść, Nagle zatrzymali się.
-Słuchaj Willu-zaczął.-Teraz musisz iść do dormitorium i wziąć się za lekcje.
-Ale ja chciałem spędzić czas z Hermioną...
-Granger ma teraz inne zadanie do zrobienia.-Odparł niemal beznamiętnie, po czym dodał widząc smutną minę chłopca.- Na pewno jutro cały dzień spędzicie razem.
     Chłopiec uśmiechnął się do niego. Pożegnał się z siostrą, która bez większego entuzjazmu mu pomachała na do widzenia. Malfoy postawił ją w końcu na ziemi. Musiał ją przytrzymać, bo zachwiała się niebezpiecznie. Zacisnął usta i usadził ją na najniższym stopniu, a następnie uklęknął przy niej. Złapał ją za głowę i delikatnie uniósł ku górze, aby spojrzała na niego. Z tak bliska widział ją wyraźnie. Brązowe włosy, które były w nieładzie. Duże, zielone oczy spoglądające bystro na niego. Drobny nosek delikatnie zadarty. Zmysłowe usta, które tak go kusiły... znowu zagryzała dolną wargę sprawiając, że miał ochotę ją pocałować. Z trudem się opanował. Stykali się kolanami. Mógł poczuć jej zapach, taki kobiecy... pachniała truskawkami. Jedną ręką podtrzymywał jej głowę, choć nie musiał. Drugą zaś trzymał na jej talii. Ona swoje miała na kolanach. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę.
     W pewnym momencie Hermiona dotknęła prawą ręką dłoni na swoim policzku. Powoli zsunęła ją z twarzy na szyję, po czym położyła na kolanie. Cały czas patrzyła w stalowoszare tęczówki. Przechyliła delikatnie głowę.
     Co prawdą, gdy ją postawił na nogi to zrobiło się jej słabo, ale już poczuła się lepiej. Odzyskała ostrość widzenia i teraz mogła mu się przyjrzeć. Dostrzegła srebrne plamki w oczach. Platynowe włosy w artystycznym nieładzie. Wąskie, zmysłowe usta... poczuła, gdy dotknęła jego dłoni, jak cały zesztywniał. Nie wiedziała tylko przez co konkretnie.
-Nie rób tak więcej-powiedział cicho.
-Dlaczego?-Szepnęła prowokująco.
-Bo mam nieodpartą ochotę, aby pozbyć się z ciebie tych wszystkich ubrań i kochać się z tobą tutaj. Bez względu na to, czy nas ktoś przyłapie.
     Czuła, jak jej policzki oblekają się szkarłatem. Nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Może podobnej, ale nie tak bezpośredniej.
     Nagle arystokrata wstał i bez słowa zostawił ją samą siedzącą na schodach. Pozostała na miejscu, póki jego sylwetka nie zniknęła za zakrętem. Wstała i powoli ruszyła do swojego dormitorium rozmyślając po drodze o tej całej sytuacji. Jednego była pewna. Musiała z nim porozmawiać. Musiała wymusić na nim obietnicę, że nie wyjawi nikomu tego, iż pochodzi z arystokracji. Nikt więcej nie może wiedzieć. Modliła się w duchu, żeby on nie rozgadał wszystkim jej tajemnicy. Co do jego słów, które powiedział nim odszedł... wolała do nich póki co nie wracać.
     A Draco? Szedł z zamyślonym wyrazem twarzy. Jego plan działał perfekcyjnie. Najpierw to zaaranżowane spotkanie z rodzicami, akurat „przypadkiem” w tym samym miejscu i czasie, na którym William miał się również „przypadkiem” wygadać. Uśmiechnął się. Bardzo polubił tego dzieciaka. Swą bystrością i inteligencją przypominał mu Hermionę.
     Gdy przeczytał list Gryfonki nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Chodził po pociągu tak długo, aż przypomniał sobie o spotkaniu prefektów, na które się spóźnił. A właściwie nie przyszedł. W obecnej chwili wiadomość, że Granger jest arystokratką sprawiło, że jego ojciec zainteresował się nią. Chłopak wiedział, że Lucjusz interesuje się każdą ładną buzią, która pochodzi z wyższych sfer. Za każdym razem wykorzystuje taką dziewczynę, po czym jak mu się znudzi lub znajdzie sobie inną porzuca ją i udaje, że nic się nie stało. Tym razem młody Malfoy nie miał zamiaru siedzieć z założonymi rękami. W końcu nie chodzi tu o pierwszą lepszą dziewczynę. Zasępił się. Dobrze zrobił, że namówił Willa, aby wygadał się o ich całowaniu. Zauważył minę ojca. Wiedział, że rękawica została rzucona, ale czy on ją podniesie? A jeśli tak to, co może zdarzyć się, jeżeli dwóch Malfoy’ów za wszelką cenę będą chcieli postawić na swoim? Który ostatecznie zdobędzie Gryfonkę? Ojciec, czy syn? Nie wiedział. Jednego tylko był pewien. To starcie wygra najlepszy i wątpił, aby jego lovelasowaty tatuś miał większe szanse od niego.
     Zastanowił się. Im więcej czasu z nią spędza tym bardziej dociera do niego fakt, że mu na niej zależy. Czy się przyzna otwarcie do tego? Nigdy. Jeszcze, żadnej dziewczynie nie powiedział, że ją kocha. Bo niby, po co miał to mówić? Co, jak co, ale jeśli chodzi o uczucia to on zawsze jest szczery. Tego nauczyła go matka. Nie potrafił kłamać. Nie w tej sferze. Pokręcił głową. Dlaczego właśnie Granger? Mogłaby to być każda, a jego cholerne serce wybrało ją. Bo była inna niż wszystkie. Dopiero teraz dotarło do niego w pełni, jak ta zarozumiała Gryfonka jest niepowtarzalna. Czuł, że przegrał rundę w ich wspólnej grze. Brawo Granger. Jeden zero dla ciebie. Pora na rewanż.
     Z tajemniczym błyskiem w oczach i uśmiechem na ustach wszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów. Rozejrzał się, aż wypatrzył Diabła na jednym z foteli migdalącego się z jakąś blondynką z piątego roku.
-Mógłbyś chociaż pójść do siebie-skomentował i wygonił jakiegoś drugoklasistę z drugiego, czarnego fotela. Blaise oderwał się od swojej nowej zdobyczy i spojrzał na przyjaciela.
-Wiesz co Smoku? Jesteś zazdrosny i tyle.
-Nie bardzo-odparł beznamiętnie lustrując pomieszczenie.-Mam na oku chyba najbardziej zmysłową kobietę jaką znam i nie mam zamiaru skupiać się na innych.
     Zabini szepnął coś dziewczynie, a ta z lekko obrażoną minę go zostawiła i poszła do koleżanek zarzucając długimi włosami. Chłopak niespecjalnie się tym przejął i nachylił się do przyjaciela.
-Draco... czy chodzi o Hermionę?
-Aha-mruknął. Zastanowiła go nutka troski w jego głosie.
     Czarnoskóry wziął głęboki oddech.
-Wiesz co? Nie warto sobie nią zawracać głowy. Oboje wiemy, że i tak nic z tego nie będzie. Ma zły status krwi. Zapomniałeś?
     Teraz to i Malfoy się nachylił do niego.
-Nie, nie zapomniałem.
     Czarnoskóry wstał.
-Więc zrób światu przysługę i oszczędź dziewczynie zmartwień z twojego powodu. Co masz zamiar niby zrobić?-W jego głosie pobrzmiewała niebezpieczna nuta, połączona ze zdenerwowaniem.- Pobawisz się nią chwilę i rzucisz w kąt, jak każdą poprzednią?
-Dlaczego uważasz, że...-nie zdążył dokończyć, bo na kolanach usiadła mu Pansy Parkinson. Jej krótka do przesady czerwona spódniczka więcej odkrywała niż zakrywała.
-Wróciłeś kochany! Tak się stęskniłam!
     Chciała go pocałować, lecz ją powstrzymał. Wstał i bezceremonialnie zrzucił ją z kolan. Zobaczył zawód w mopsowatej twarzy. Czy się tym przejął? Nie. Nie zasługiwała na to, aby nawet patrzeć na jego majestatyczną urodę młodego boga.
-Posłuchaj słońce-zaczął chłodno, aż się wzdrygnęła. W całym pokoju zrobiło się cicho, ponieważ każdy był łasy na kolejną scenę z udziałem zakochanej Ślizgonki i nieczułego arystokraty.-Nie obchodzi mnie to, że za mną tęskniłaś. Mam dość ciebie. Twojego gderliwego głosu, okropnego wyglądu. Nigdy nie byłaś i nigdy nie będziesz w kręgu moich zainteresowań. Jeśli jeszcze raz zrobisz coś podobnego to obiecuję ci, że obudzisz się pewnego pięknego dnia, a ja zadbam, aby ten dzień stał się twoim koszmarem.
     Nie zdawał sobie sprawy, że z każdym wypowiadanym wyrazem mówił coraz ciszej, sprawiając, że brzmiał mroczno i strasznie. Wystraszona dziewczyna rozpłakała się i pobiegła do swojego dormitorium. Widząc to kilka dziewczyn parsknęło śmiechem i uśmiechnęły się zalotnie do Ślizgona. Chłopcy komentowali złośliwie Pansy naśmiewając się z jej zauroczenia.
-Właśnie o tym mówiłem.-Rzekł Blaise.-Lubię Hermionę i nie chcę by tak cierpiała. Już wystarczająco wytykałeś jej to, że jest nieczysta.
     Odwrócił się z zamiarem odejścia, lecz Malfoy złapał go za ramię.
-Oboje dobrze wiemy, że Granger ostatnio zmieniła status.-Syknął, aby nikt nie usłyszał.-Myśl sobie, co chcesz. To, że ją obrażałem od samego początku nie znaczy, że mnie nie intrygowała... poza tym ona jest zupełnie inna od tych wszystkich pustych panienek.
-Łoo.. czyżby zdążyła cię zauroczyć?-Zaśmiał się czarnoskóry.-Radzę ci się pospieszyć jeśli chcesz coś na poważnie z nią świrować, bo z tego co słyszałem jest celem niejednego chłopaka z tej szkoły. Ale jeśli chcesz się nią tylko zabawić to odpuść sobie od razu.
     To powiedziawszy zostawił przyjaciela i podszedł do swojej blondynki, aby wziąć ją za rękę i poprowadzić do swojego dormitorium. Zastanowił się. Diabeł mógł mieć sporo racji. Nie miał zamiaru się nią bawić i na końcu zostawić. Jego plan był inny. Denerwował go tylko fakt, że przecież niejeden chłopak się za nią ogląda... a zwłaszcza ten parszywy Wieprzlej i Wybraniec. Musi ją zdobyć przed nimi. Od czego zacząć? Najlepiej od szklanki ognistej lub dwóch.
***
     Narcyza stała obok okna i wyglądała przez nie. Była w bibliotece wraz ze swoim mężem, który siedział wygodnie w fotelu i przyglądał się żonie. Zauważył, że z biegiem lat niewiele się zmieniła. Jej ponętna figura przyciągała spojrzenia niejednego mężczyzny, który widząc jego odwracał wzrok w innym kierunku. Dzisiaj miała na sobie czerwoną garsonkę. Włosy rozpuszczone, okrywały delikatne ramiona.
-O czym tak myślisz Narcyzo?-Odwróciła się do niego. Ręce miała założone na piersi.
-Myślę o Hermionie.-Widząc jego pytające spojrzenie wytłumaczyła.-Ciągle zżerają mnie wyrzuty sumienia za to, co jej robiła Bella... w naszym domu... myśląc, że jest brudnokrwistą. Ja.. podczas ostatniego starcia Czarnego Pana z Harry'm Potterem wpadłam na Hermionę. Nie zaatakowała mnie. Nie wiem czemu... Poprosiłam ją o pomoc. Żeby odnalazła naszego syna-w jej oczach zabłysły łzy.-Zgodziła się bez słowa. Nie mam pojęcia dlaczego... po tym wszystkim, ile przez nas wycierpiała... bez słowa pomogła...
     Lucjusz wstał i podszedł do żony. Złapał ją za ramiona i powiedział:
-Ona jest Gryfonką. Mimo wszystko, co myślę o tym Domie to jedno trzeba im przyznać. Nie ma bardziej szlachetniejszych i odważnych serc niż w Gryffindor'ze. Może powinniśmy się z nią spotkać i podziękować jej? Zwłaszcza, jak się okazało, że jest córką Mark'a. Nie wypada mieć jakiś niedokończonych spraw, które kładą cień na naszą znajomość z Dark'ami.
-Myślisz, że się zgodzi?-Wyszeptała z nadzieją w niebieskich oczach. Kiwnął głową. Kobieta uśmiechnęła się i niemal wybiegła z biblioteki mówić, że idzie napisać do Hermiony.
     Mężczyzna znów usiadł w miękkim fotelu. Napił się kawy, która robiła się już zimna. Skrzywił się. Nie lubił zimnej kawy, ale musiał ją wypić. Czekała go nocna zmiana w Hogwarcie.
     Nudziło go patrolowanie korytarzy, ale i tak było to ciekawsze niż siedzenie w domu. Może spotka tę całą Hermionę? Zastanowił się. Jego bystrym oczom nie umknął fakt, że bardzo się zmieniła w ostatnim czasie. Czy Draco o niej wspominał? Dość często, jak mówił o Wybrańcu... zapewne spodobała się mu-pomyślał. Zegar na ścianie wybił dwudziestą. Lucjusz po raz kolejny wstał. Dopił zimną kawę i podszedł do kominka. Wziął do ręki garść szarego proszku i wszedł w płomienie mówić wyraźnie :”Hogwart, gabinet dyrektora”. Zielone płomienie otuliły go i po chwili nikogo nie było w bibliotece.
     Państwo Malfoy nie wiedzieli o tym, ale to było jedno z ulubionych miejsc ich syna. Bardzo często przychodził tu i pogrążał się w lekturze. W ten sposób uciekał od świata. Od ludzi. Od wszystkiego, co znał.
     Niekiedy Narcyza również przychodziła czytać. Jednak robiła to bardzo rzadko. Myślała dużo o swoim synu i martwiła się o niego. Czy mu się uda osiągną to, co chce? To pytanie kołatało się w głowie biednej kobiecie, która z zapartym tchem pisała list do pewnej Gryfonki z prośbą o spotkanie.
***
     Całą niedzielę spędziła z Williamem, Harry'm, Ginny i Ronem. Siedzieli wspólnie na błoniach rozkoszując się wyjątkowo ciepłym dniem. Jednak dzień szybko minął, a Hermiona nie mogła w nocy zasnąć. Spojrzała na zegar. Wskazywał na dwudziestą trzecią. Przewróciła się na bok i zamknęła oczy. Uparcie powracała jej w myślach wczorajsza scena, w której dużą rolę odegrał pewien arystokrata. Westchnęła. Wiedziała, że nie zaśnie. Wstała i ubrała szlafrok, po czym wyszła z dormitorium. W pokoju wspólnym zauważyła kilkoro uczniów czwartej i piątej klasy. Fuknęła na nich, że mają iść spać, a gdy znikli w swoich pokojach wyszła z wieży. Musiała się przejść. Otuliła się ciaśniej z zimna. Szła nie zważając jaką droga idzie. Myślała. Myślała o Malfoy'u.
     Skręciła za róg i wpadła na kogoś. Zauważyła tylko jasne włosy w świetle księżyca. Wysoka postać odwróciła się. W czarnej szacie spoglądał na nią z delikatnym uśmiechem Lucjusz Malfoy.
-Nie ładnie tak łazić po nocy-zagadnął.
-Ja...-chrząknęła.-Nie mogłam spać.
-Ciężki dzień?
-Tak jakby-odparła wymijająco. Nie chciała mu zdradzać prawdziwego powodu.
     Mężczyzna podszedł do jednej z okiennic. Po chwili i ona to zrobiła. Wpatrywali się chwilę w księżyc, który odbijał się w niczym niezmąconej tafli wody. Nawet wiatr przestał wiać. Zakazany Las wyglądał tajemniczo i niebezpiecznie. Błonia okryte srebrnym blaskiem wyglądały pięknie. Gwiazdy zaczęły wyłaniać się zza chmur.
-Piękny widok-powiedziała. Niezręczna była dla niej ta cisza.
-Zaiste-mruknął.-Hogwart kryje w sobie wiele niespodzianek. Kiedy byłem jeszcze uczniem odkryłem wiele tajemnic tego miejsca. Niektóre mogłyby ci się spodobać-uśmiechnął się delikatnie.-Gdy nadchodzi ostatni rok nauki zaczyna się doceniać uroki tego miejsca. Każdej lekcji, każdej przerwy... wszystko jest bardziej intensywne. Na ostatnim roku oświadczyłem się Narcyzie-uśmiechnął się szerzej.-Wiesz jaka była zdziwiona? Zabrałem ją w środku nocy z dormitorium. Zaprowadziłem na szczyt wieży astronomicznej. Księżyc wtedy świecił tak jak dzisiaj. Noc była podobna, choć wtedy zbliżało się lato, a nie zima.
-Dlaczego mi pan to opowiada?-Spytała, gdy zamilkł.
-Chciałbym wiedzieć-odparł beztrosko.-Jak znajdziesz na to odpowiedź to przyślij mi sowę.
     Uśmiechnęła się. Znowu umilkli. Oboje wpatrywali się w nocny krajobraz.
-Nie ma dwóch takich samych nocy-rzekła po chwili patrzą w odległy punkt na horyzoncie. Lucjusz spojrzał na nią.-Ani dwóch takich samych chwil. Rzeka nigdy nie będzie taka sama. Czas wszystko zmienia. Nic nie zdarza się dwa razy tak samo. Nie ma dwóch tych samych uścisków, czy pocałunków. Mogą być podobne, ale nie takie same.
-Zaskakujesz mnie panno Granger. Gdzie to wyczytałaś?
-Nie pamiętam-odparła.-Ale to jest nie ważne.
-Może i tak, ale to co powiedziałaś jest prawdziwe. Nic nie zdarza się dwa razy tak samo.
     Hermiona dziwnie się czuła. Stała w środku nocy gawędząc sobie z niegdysiejszym wrogiem, jak z normalnym znajomym. Może być jeszcze dziwniej? Wspomnienie pana Malfoy'a zbudziły w niej myśli o przyszłości. Czy ona kiedykolwiek poczuje coś takiego, jak Narcyza? Czy ktoś zaprowadzi ją w środku nocy na szczyt wieży astronomicznej i poprosi o rękę? Czy istnieje ktoś, kto kocha ją lub pokocha w taki sposób,aby spędzić z nią resztę życia? Aby założyć rodzinę i wychować dzieci? Posmutniała. Na nieszczęście on to zauważył.
-Coś się stało?
-Nie-odparła powoli.-Po prostu... jestem zmęczona. Chyba już wrócę do siebie. Jutro mam zajęcia i chciałabym się wyspać. Do widzenia.
-Do widzenia-rzekł.
     Dziewczyna odwróciła się na pięcie i tyle ją widział. Okazała się być miłym przerywnikiem w patrolowaniu korytarzy zamczyska. Rozmowa z nią sprawiła mu przyjemność. Lubił rozmawiać z kobietami. Zwłaszcza z takimi, które reprezentowały sobą coś więcej niż urodę, nawet jeśli są w piżamie i szlafroku.
     Rozbawiło go to, jak zobaczył ją w takim stroju. Uświadomił sobie, że właśnie stracił okazję, żeby jej podziękować i ją przeprosić. A taka okazja mogła się prędko nie zdarzyć. Przecież nie ma dwóch takich samych chwil...
***
     Śniadanie zjadła w biegu, bo zaspała. Listy które dostała dzięki sówkom schowała pospiesznie do torby zajadając tosta.
-Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc-odezwał się Ron nakładający sobie na talerz szóstą kiełbaskę. Cieszyła się, że się pogodzili.
-Nie mogłam zasnąć.- Nie opowiedziała przyjaciołom o jej nocnym spotkaniu z ojcem tlenionej fretki. Nie chciała słuchać ich komentarzy. Zmieniła temat.-Tyle mam do zrobienia w tym tygodniu, że nie wiem za co mam się zabrać najpierw. W środę mam dyżur nocny z Malfoy'em, a w sobotę jest bal i chciałabym, żeby było perfekcyjnie.
-Co wymyśliłaś?-Wtrąciła Ginny.
-Motywem przewodnim będzie, że tak to określę średniowieczna Wenecja. Wiesz... piękne suknie, wymyślne fryzury i przede wszystkim tajemnicze maski.
-Zapowiada się ciekawie-podsumował Harry.
-Jeśli lubisz się w takie coś bawić-burknął Ron.-Myślisz, że chłopakom się spodoba coś takiego? Jakiś głupi bal? Lepszy byłby jakiś pojedynek, czy coś...
     Wtem od drzwi do Wielkiej Sali odbił czerwony promień. Do ich uszu doszły jakieś krzyki. Tym razem niebieski promień dosięgnął drzwi. Grono pedagogiczne na czele z samym Dumbledore'm szybko wyszło z Sali, aby sprawdzić, co się dzieje uprzednio nakazując uczniom, by zostali na miejscach. Oczywiście wszyscy wybiegli za nimi.
     Gdy wyszli ujrzeli dwóch uczniów ostatniej klasy. Ciemnowłosego Krukona, który miał nienaturalnie powiększone przednie zęby i tlenionego Ślizgona, któremu skórę pokrywały łuski, jak u prawdziwego węża. Obaj, gdy zobaczyli dyrektora natychmiast się uspokoili.
-O co chodzi chłopcy?-Zagadnął ich wesoło, jakby pytał o pogodę. Krukon nie mógł odpowiedzieć, przez swoje olbrzymie zęby, natomiast Ślizgon, gdy tylko otwierał usta słychać było syk. Widząc to starzec odesłał ich z panią Pomfrey do Skrzydła Szpitalnego, a ciekawskich uczniów pogonił na lekcje.
     Hermiona zgarnęła swoją torbę i razem z przyjaciółmi poszła na transmutację. Odczuwała dziwną potrzebę sprawdzenia, czy z tlenioną fretką jest wszystko w porządku, ale powstrzymała się od wyrażenia chęci sprawdzenia stanu zdrowia arystokraty.
-Wiecie może, o co im poszło?-Dopytywał się Ron.
-Chciałeś pojedynku to go dostałeś-odparła brązowowłosa.   Weasley się skrzywił.
-Pewnie Malfoy'owi nie spodobało się to, że szedł za tym Krukonem do Wielkiej Sali-odparł Harry, ale wcale nie był do tego przekonany.
-Zaspokoję waszą ciekawość-Blaise nagle zmaterializował się obok nich.- Ten Paul z Revenclaw'u opowiadał koledze, że ma zamiar zaprosić ciebie-wskazał Hermionę- na sobotni bal. Draconowi się to nie spodobało.
-A co on ma do tego?-Warknął Ron.
-Och Weasley... wkrótce się dowiesz i raczej nie będziesz zadowolony zważając na twoje maślane oczy do naszej cudownej Gryfonki.
     Uśmiechnął się łobuzersko i dołączył do swoich znajomych. Ron był czerwony jak dojrzały pomidor. Harry próbował go uspokoić, ale nie na wiele się to zdało. Dopiero profesor McGonagall. Która wpuściła ich do sali zapanowała nad oburzonym Gryfonem.
     Dzisiaj mieli ćwiczyć zaklęcie Reparlfarge, które usuwa skutki błędnej transmutacji i zaklęcie homomorficzne pozwalające przywrócić prawidłową postać człowieka poddanego transmutacji.
     Opiekunka Gryffindor'u dobrała ich w pary i połowę z nich transmutowała w całości lub w części w rozmaite stworzenia lub przedmioty. Zadaniem drugiej połowy, było przywrócenie partnera do pierwotnego wyglądu. Hermiona trafiła na Harry'ego, który miał obecnie ręce ośmiornicy i dziób hipogryfa.
     Malfoy nie zjawił się do końca lekcji. Po wyczerpujących czterogodzinnych zajęciach zmęczeni uczniowie skierowali swoje kroki na obiad. Wyjątkowo Gryfoni i Ślizgoni nie spierali się między sobą. Wyczerpanie dawało się we znaki. Prawie nikomu nie udało się opanować zaklęć. Niemal zawsze profesor McGonagall musiała sama wszystkich odczarowywać. Podwojone godziny lekcji na ostatnim roku były ciężkie do przeżycia dla uczniów.
-Ale jestem głodny- marudził Ron.
-Chyba wspominałam kiedyś o tasiemcu?-Jego siostra wystawiła mu język.
     Jak na zawołanie przed nimi pojawiły się rozmaite potrawy. Wszyscy zabrali się do jedzenia niewiele mówiąc. Hermiona przypomniała sobie o listach, które dostała. Wyciągnęła je z torby i otworzyła pierwszy.

„Kochana Hermiono!
Piszę do Ciebie w ważnej dla Twojego ojca 
sprawie. Nalega on na to, byś zgodziła się 
zmienić nazwisko. Zapewniałam go, że musisz 
sobie wszystko przemyśleć, ale on jest uparty. 
Zupełnie jak Ty. William pisał nam, że świetnie
 się nim zajmujesz. Bardzo Cię polubił i w listach
 opowiada dużo o Tobie. Przemyśl prośbę ojca.
Twoja kochająca matka 
Lidia
PS. Wybrałam już pokój dla Ciebie w naszej 
posiadłości. Jeśli będziesz chciała możesz
 go urządzić tak, jak chcesz.”
-Zabawne-mruknęła tylko i schowała list do koperty. Otworzyła drugi.
„Droga Hermiono!
Powinnam to już zrobić dawno temu, ale jakoś 
nie miałam odwagi. Przekonał mnie mój 
mąż-Lucjusz, bym do Ciebie napisała. 
Chcielibyśmy się z Tobą spotkać. Chcemy 
przeprosić za krzywdy, które doznałaś 
pod naszym dachem. Pragniemy również 
Ci podziękować za pomoc w odnalezieniu Dracona 
podczas sławetnej już Bitwy o Hogwart. 
Proszę zgódź się.
Narcyza M.”
     Zatkało ją. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Cieszyła się, że przyjaciele zajęci są rozmową na temat konserwacji mioteł. Westchnęła. Póki co postanowiła się nie przejmować listami, miała ważniejszą sprawę na głowie, a mianowicie sobotni bal. Musi zwerbować ludzi do pomocy. Miała już nawet pomysł, jak to wszystko zrobić. Oczywiście nie oczekiwała pomocy Malfoy'a. Jeśli łaskawie się mu zechce to jej pomoże. Nie miała zamiaru o nic go prosić.

środa, 25 lutego 2015

Rozdział VI

Postaram się nie kończyć rozdziałów w "takich momentach" :D jednak niczego nie obiecuję, pozdrawiam i zapraszam do czytania i komentowania :D~ Lisa
***
-Dlaczego?-Wyszeptała.
-Hermiono ja...-Draco poruszył ustami, ale nic się z nich nie wydobyło. Pokręcił głową.-Nieważne. To co z balem?
-Eee...?
-Bardzo inteligentna odpowiedź Granger.-Uśmiechnął się szelmowsko.
     Gryfonka zgłupiała. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Do czego się przyczepić.
-Jakim balem? O czym ty mówisz?
-Nasz szalony dyrektorek wymyślił sobie bal na rozpoczęcie roku, który ma być w sobotę dwudziestego września. Nie dostałaś tej informacji w liście na wakacje?
     Stalowoszare tęczówki skupiły się na jej twarzy. Odwróciła wzrok i skupiła się na jego lewym przedramieniu. Tam, pod tą cienką warstwą białej tkaniny powinien być Mroczny Znak. Z trudem oparła się pokusie podwinięcia jego rękawa. Chłopak nic więcej nie powiedział, więc spojrzała w jego oczy i pożałowała tego. Tyle emocji kłębiło się w nich.
-Dostałam-odparła.-Ale zapomniałam-dodała zgryźliwie.
     Hermiona teraz była wściekła. Widząc jego kpiarski uśmiech przyklejony do przystojnej arystokratycznej twarzy miała ochotę coś rozwalić. Jak można być jednocześnie tak bezczelnym i seksownym? Zganiła się za takie myśli. Postanowiła zmienić temat.
-Dlaczego zachowywałeś się przy swoim ojca jakbyś chciał mnie chronić przed nim? Nie sądzę, aby mi się to zdawało. Co ukrywasz? Jaka jest przyczyna takiego zachowania?
     Ślizgon zacisnął szczęki.
-Mam swoje powody-odparł wymijająco.-Poza tym mamy coś ważniejszego do omówienia, a mianowicie bal, który ma się odbyć w sobotę…
-Może dla odmiany sam się czymś zajmiesz?! Myślisz, że skoro pochodzisz z wyższych sfer to ci wszystko wolno? Żałosne. Jesteś nieodpowiedzialną tlenioną fretką, która robi z siebie bożyszcze kobiet.
-Po pierwsze nie krzycz na mnie. Po drugie nie obrażaj mnie, a po trzecie to nie był mój pomysł tylko naszego szalonego dyrektora. Tak, więc musimy wszystko omówić, bo jeśli nie zauważyłaś mamy mało czasu.-Udał, że nie słyszał jej potoku słów.
-Wybacz, ale ja teraz nie mam czasu-odparła chłodno. Okłamała go. Czasu miała, aż za nadto, ale nie była w stanie myśleć o jakimś chorym balu.
-Niech ci będzie. Porozmawiamy o tym jutro.-Zdziwiła się, że on tak szybko odpuścił. Liczyła, że będzie się z nią spierał. Jego łobuzerski uśmiech zbił ją z pantałyku. Przybliżył się do niej.-A nawiązując do balu to pójdziesz ze mną?
-I, co jeszcze? Może rzucę się w twoje ramiona ze szczęścia? Wielki Draco Malfoy zaprosił szlamę na bal! Niech mi się wszyscy kłaniają, bo zastałam wybrana przez tlenioną fretkę!
-Skarbie, ironia do ciebie nie pasuje-nie skomentował jakoś bardziej jej wypowiedzi, a jego uśmiech gwiazdy filmowej sprawił, że nie mogła się nawet poruszyć. Chłopak przybliżył się do niej, a jego oddech owionął jej twarz.-Moja propozycja jest nadal aktualna, a co do rzucenia się w moje ramiona… jakoś do tej pory nie sprawiało ci to problemu.-Musnął delikatnie jej usta swoimi, po czym puścił jej perskie oko.
     Wyminął ją i oczywiście musiał dotknąć jej dłoń swoją. Gryfonka stała jak sparaliżowana. Ze zgrozą uświadomiła sobie, że czuła niedosyt. Chciała się wpić w te jego idealnie wykrojone usta, dotknąć tych jego aksamitnych w dotyku włosów… potrząsnęła głową. Nadal czuła jego gorące wargi na swoich, a ten dotyk jego dłoni… NIE! Hermiono STOP! Nie może mu pozwolić, aby to on pociągał za sznurki w grze, którą oboje nieświadomie rozpoczęli. Kiedyś mu pokaże, do czego jest zdolna. Była pewna, że go zaskoczy.  
     Nagle poczuła jak ktoś obejmuje ją. Szybko się odwróciła. Roztrzęsiony Will przytulił się do niej, a ona nie wiedziała, co zrobić, więc objęła go. Myśli na temat Ślizgona czmychnęły w zakamarki jej podświadomości.
-Co się stało?-Spytała ostrożnie. Dopiero teraz ujrzała, że szata chłopca była rozdarta w wielu miejscach, ale nie dostrzegła żadnych poważnych ran. Odetchnęła z ulgą. Nagle uderzyła ją świadomość, ze właśnie tuli własnego brata.
-Pobiłem się z Tom’em, ale to nic poważnego- zapewnił od razu. Hermiona westchnęła. To już trzeci raz w tym tygodniu jak się pobili. Widać za dużo mieli energii i nie mieli jej jak spożytkować.
-Posłuchaj Willu-odsunęła go od siebie, aby spojrzeć mu w oczy.-Muszę ci coś powiedzieć… ale nie tutaj. Chodź ze mną.
     Poprowadziła zaciekawionego chłopca z powrotem na błonia. Poszli na mostek i usiedli na jego skraju. Letni wiaterek owiewał ich. Tafla wody lśniła w promieniach słońca. Gryfonka spojrzała na chłopca, który wesoło machał nogami. Czuła się dziwnie skrępowana. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Chrząknęła.
-Williamie... pamiętasz naszą rozmowę? Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy?
-Tak-na jego dziecięcej budzi wykwitł szeroki uśmiech.-Zabrałaś mnie wtedy na lody, a później jedliśmy takie lepkie coś... takie słodkie...-nie mógł sobie przypomnieć.
-Watę cukrową jedliśmy-podsunęła mu.-Wtedy po raz pierwszy dowiedziałam się, że istnieje możliwość... że jesteśmy rodzeństwem...
-Noo... widziałem zdjęcia mamy jak była młodsza. Jesteś prawie taka sama, jak ona. Tylko więcej się uśmiechasz...
-Możliwe-kąciki jej ust uniosły się delikatnie.-W każdym bądź razie napisałam w tej sprawie wniosek do Ministerstwa, o sprawdzenie tego. Niedawno przyszedł do mnie list z odpowiedzią. Okazało się, że jednak jesteśmy rodzeństwem.
     Nie patrzyła na niego. Nie była w stanie. Uparcie próbowała się skupić na najdalszym punkcie na horyzoncie. Serce galopowało jej w piersi. Bała się reakcji chłopca. Co on sobie teraz pomyśli? Może nie będzie chciał mieć jej za siostrę?
     Jej ponure rozważania przerwał mocny uścisk. William tulił się do niej chowając twarz w jej bluzie. Jego drobnym ciałkiem wstrząsnął dreszcz. Objęła go mocno. Poczuła jak po jej ciele rozchodzi się przyjemne ciepło.
-Wiedziałem-usłyszała cichy szept.-Od samego początku wiedziałem, że jesteś moją siostrą.
-Cieszysz się?-Spytała ostrożnie.
     Chłopiec podniósł twarzyczkę i spojrzał na nią niebieskimi oczami pełnymi łez.
-Tak-uśmiechnął się.-Obiecasz mi coś?-Kiwnęła głową na znak zgody.-Obiecaj, że mnie nigdy nie zostawisz, ze do ostatniej chwili będziesz ze mną.
-Obiecuję-odparła od razu. Przeraziły ją jego słowa, ale co może wiedzieć jedenastoletni chłopiec? Sądzą po tym jaka jest jego siostra to bardzo dużo.-Chodźmy już. Robi się chłodno.
     Wtuleni w siebie wrócili do zamku opowiadając sobie różne historyjki, które przeżyli. Hermiona była szczęśliwa, jak nigdy przedtem. Specyficzna radość sprawiała, że nie potrafiła przestać się uśmiechać. Przy schodach musieli się rozdzielić. Każde z nich miało do zrobienia prace domowe, które nie mogły czekać.
     Gryfonka patrzyła na oddalające się plecy młodego Ślizgona zamyślona.
-Granger, co tak stoisz?-Szyderczy ton Malfoy'a nie był w stanie zetrzeć jej z twarzy uśmiechu.-Zgubiłaś się?
     Nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi. Podeszła do Zabiniego, który stał obok blondyna.
-Możesz przekazać ojcu wiadomość, że nie chcę niczego zmieniać?
-Dlaczego sama nie napiszesz?
-Bo mam chwilowo co innego do roboty, a Ty jak zwykle się obijasz-wyszczerzyła się do niego, a on ją dźgnął palcem w żebro.
-Widzę, że masz dobry humor- skomentował czarnoskóry. Spojrzała na niego słodko.-Dobra napiszę i tak miałem to zrobić. A tak z ciekawości wybierasz się może na bal?
-Raczej wątpię, a co?
-Nic. Muszę lecieć.
     Odwrócił się na pięcie i poszedł.
-Ginny na pewno pójdzie!-Krzyknęła za nim. Odwrócił się i tylko mrugnął do niej, po czym poszedł pozostawiając ją i Malfoy'a na korytarzu.
-”Raczej wątpię”?-Arystokrata nie wytrzymał dłużej olewania jego zacnej osoby.-Jeśli myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz, bo nie przyjdziesz na bal to się grubo mylisz.
-I co mi niby zrobisz?
Podszedł do niej bardzo blisko. Za blisko. Czuła jego oddech na twarzy. Ich ciała stykały się delikatnie ze sobą. Jego perfumy przyjemnie drażniły jej zmysły. Spojrzała świadomie w stalowoszare tęczówki.
-Nie podpuszczaj mnie Granger.
-Zaryzykuję-odparła odważnie. Przyłożyła swoją dłoń do jego klatki piersiowej i zmusiła go, aby się cofał, póki nie dotknął plecami ściany. Zbliżyła się do niego i wyszeptała mu do ucha.-Nie mam nic do stracenia.
     Po tych słowach odwróciła się na pięcie z pogardą na twarzy i skierowała się w stronę swojego dormitorium.
     Draco stał chwile przy ścianie obserwując brązowowłosą dziewczynę, póki nie zniknęła mu z oczu. Ucieszył się, że ta dumna Gryfonka bierze czynny udział w ich wspólnej grze. Nurtowało go tylko jedno pytanie. Które z nich wygra i sprawi, że drugie mu ulegnie?
*****
     Hermiona była zdenerwowana. Trzymając Willa za rękę weszła do Trzech Mioteł. Chłopiec dostał specjalną przepustkę od profesora Snape'a, aby móc udać się poza teren Hogwartu.
     Jak zawsze w pubie panowała ciepła atmosfera. Ciemne wyposażenie idealnie wyróżniało się na tle beżowych ścian, po których mknęły trzy miotły. Gryfonka rozejrzała się. Nigdzie nie zauważyła państwa Dark, więc skierowała się wraz z bratem do jedynego z wolnych stolików. Usiadła i zamówiła dla chłopca sok z dyni, a dla siebie kremowe piwo. Po chwili otrzymali zamówienie. Chłopiec opowiadał, jej o ostatniej lekcji transmutacji, na której tylko jemu udało się zmienić zapałkę w igłę.
     Dziewczyna zlustrowała salę i napotkała spojrzenie stalowoszarych tęczówek. Młody arystokrata siedział przy stoliku obok wpatrując się w nią z rozbawieniem jednocześnie popijając bursztynowy płyn. Whisky. Natychmiast skupiła się na Willu. Chłopiec też zauważył Malfoy’a i pomachał mu, a uśmiech rozjaśnił mu twarz. Poczuła się zazdrosna. Nagle spojrzał na nią i zapytał z nieskrywaną ciekawością:
-Czy ty i Draco jesteście parą?
     Niemal zachłysnęła się pitym właśnie trunkiem.
-Co?! Nie!-Zaprzeczyła gwałtownie.
-Dlaczego?
-No, bo… eee… tego ja-nie mogła się wysłowić, bo niby, co miała mu powiedzieć?-Żeby dwoje ludzi było razem powinno ich łączyć uczucie…, a my z Malfoy’em… cóż my się raczej nienawidzimy.
     Gdy to powiedziała poczuła jakby go okłamała, lecz nie chciała się przyznawać sama przed sobą, że mogłaby poczuć cokolwiek do Ślizgona. Nie mogła… czy aby na pewno?
-Zawsze to jakieś gorące uczucie-odparł chłopiec. Jak na swój wiek był za bardzo bystry.- Draco powiedział mi, że właśnie to od ciebie usłyszę…
-Rozmawiałeś z Malfoy’em?!-Nim zdążył odpowiedzieć wykrzyknął:
-Mamo! Tato!-I wystrzelił jak z procy rzucając się na parę, która do nich podeszła.
     Mężczyzna pierwszy uwolnił się z uścisku syna. Podszedł do dziewczyny, aby się z nią przywitać. Miał ciemne włosy, które okalały jego lekko opaloną twarz. Zielone oczy były niemal takie same, co jej. Czarna szata dodawała mu elegancji i powagi. Jego postawa emanowała wyższością. Wygląda tak na oko na czterdzieści lat-pomyślała.
     Zaś kobieta była wysoka i szczupła. Ubrana w niebieską garsonkę, która idealnie współgrała z jej kolorem oczu tak podobnych do oczu jej syna. Wyglądała po prostu ślicznie i szykownie jednocześnie. Brązowe włosy miała upięte w idealny kok. Uśmiechnęła się niepewnie i również podeszła. Mark Dark uścisnął delikatnie rękę Gryfonce, a Lidia po krótkim zastanowieniu przytuliła ją do siebie. Dziwnie się czuła widząc swoich prawdziwych rodziców. Dopiero teraz dostrzegła podobieństwa pomiędzy nią, a nimi.
-Witaj Hermiono- zaczęła matka dziewczyny.
-Dzień dobry-odparła nieco oficjalnym tonem, jakby to była jej rozmowa o pracę. Kobieta wyczuła to i nieco przygasła. Całą czwórką usiedli i wtedy kelnerka podeszła do nich i przyjęła zamówienia ich rodziców.
-Z tego, co wiem to państwo chciało się ze mną widzieć.-Odezwała się, gdy kelnerka odeszła.
-Oczywiście-przytaknął jej ojciec.-Takie rzeczy nie przydarzają się codziennie i uznaliśmy z żoną, że powinniśmy porozmawiać osobiście niż bawić się w pisanie listów.-Odchrząknął.-Nie ukrywam, że jedną ze spraw, z którą tu przyszliśmy jest to, że akceptujemy cię, jako naszą córkę i nalegam, abyś zgodziła się na zmianę nazwiska.
     Nie podobał się jej jego władczy ton. Przypominał jej trochę ojca Draco. Był taki wyniosły i dumny. Lidia spojrzała na nią przepraszająco, ale się nie odezwała. Natomiast wtrącił się Will:
-Mamo, a Hermiona będzie mogła u nas zamieszkać prawda? Pokazałbym jej swój pokój i ogród i staw za domem-młody bardzo się nakręcił na wizję oprowadzenia siostry po włościach.
-Oczywiście, jeśli tylko będzie chciała-odparła rodzicielka.
-Na pewno będzie chciała, prawda?
     Jego niebieskie oczy błagały ją, aby się zgodziła. Po raz kolejny nie wiedziała, co ma powiedzieć. Praktycznie stawiają ją przed faktem dokonanym. Nie chciała zmieniać nazwiska, ale wiedziała, jakie to ważne dla arystokratycznej rodziny. Nikt z jej członków nie powinien nosić mugolskiego nazwiska. A do tego zmiana domu? To było za dużo. Nie chciała tego. Nie teraz. Westchnęła.
-Nie zgadzam się na zmianę nazwiska-zauważyła, że ojciec się spiął.-A, co do mojego mieszkania to… ja nie wiem, co o tym mam myśleć. Ja… nie powiedziałam rodzicom o tym, że rozmawiałam z wami.
-Teraz to my jesteśmy twoimi rodzicami-chłodny ton głosu pana Dark na pewno nie wpływał na nią kojąco.
-Wy jesteście moimi BIOLOGICZNYMI rodzicami-odparła równie chłodno.-To nie wy mnie wychowaliście. Jestem niezmiernie wdzięczna, że zdecydowaliście się mnie zaakceptować, ale jest mi trudno myśleć, że ludzie, z którymi mieszkałam do tej pory nie są moimi prawdziwymi rodzicami. A tak przy okazji, jak to się stało, że zostałam wychowana przez kogoś innego, niźli nie przez was?-Na odległość można było wyczuć gorycz i butność w jej głosie. Całą postawą emanowała chłodem. Zupełnie jak ojciec.
-Ponieważ jak byłaś mała to zostałaś porwana- odparła drżącym głosem kobieta. W oczach miała łzy.-Zrobiliśmy wszystko, aby cię odnaleźć, ale na próżno. Nie wiedzieliśmy nawet, że żyjesz. Straciliśmy wszelką nadzieję. Odzyskaliśmy ją niedawno. Jak zauważyłam twoje zdjęcia w Proroku Codziennym stwierdziłam, że jesteś za bardzo podobna do mnie. Odżyła we mnie nadzieja. Postanowiłam to sprawdzić i jak się okazało nie chciałaś nam wierzyć, a teraz… jestem taka szczęśliwa, że mogę cię mieć przy sobie!-Teraz łzy obwicie spływały po jej policzkach. William przytulił się do matki. Sam miał łzy w oczach, ale dzielnie z nimi walczył. Pan Dark był tylko odrobinę poruszony, ale emanował spokojem i jakże drażniącą wyniosłością.
     Hermiona nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Współczuła kobiecie, ale za dużo od niej żądali naraz. Musiała wszystko dobrze przemyśleć. Takiej dycyzji nie podejmuje się w biego.
     Nagle zauważyła, że do stolika obok podeszła elegancka para. Państwo Malfoy przywitali się z synem, po czym skierowali się do ich stolika. Ojciec Dracona odziany był w połyskującą czarną szatę. Długie, idealnie proste włosy opadały mu na ramiona. Na twarzy igrał mu delikatny uśmieszek. Narcyza zaś w granatowej garsonce wyglądała iście kobieco. Jasne włosy miała do połowy spięte. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Gryfonka wstała. Nie miała ochoty na dalszą rozmowę z rodzicami., a zwłaszcza z rodzicami zarozumiałego Ślizgona.
-Muszę już iść. Ja… przemyślę wszystko i dam wam znać, co o tym myślę. Teraz proszę mi wybaczyć. Willu idziemy.
     Chłopiec nieco zrezygnowany wstał.
-Cóż za spotkanie-zagadnął Lucjusz.-Witaj Marku, Lidio. Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy? Chcieliśmy wraz z żoną pogratulować wam odnalezienia córki-jego szare oczy zaszczyciły ją na dłużej niż to było konieczne. Poczuła się zmieszana.
-Witam państwa serdecznie-usłyszała głos Draco. Podszedł do jej ojca i uścisnął mu rękę, a jej matkę delikatnie ucałował w dłoń.
-Witaj Draco- zagadnęła kobieta.-Chyba znasz naszą córkę?
-O tak-przytaknął żarliwie. Dziewczyna zarumieniła się, co nie uszło uwadze pozostałych osób.
-Oni się ze sobą całowali!-Palnął bez namysłu brat Hermiony. Wszystkie oczy skupiły się na nich.
     Gryfonka była czerwona po same cebulki włosów, a Malfoy z ujmującym uśmiechem patrzył się na nią. Miała ochotę wylać na niego to kremowe piwo, które trzymała w ręce. Na twarzy Marka, Lidii i Narcyzy widniał szeroki uśmiech. Will miał niepewna minę. Twarz Lucjusza nie wyrażała nic, bez słowa zabrała swoje rzeczy i skierowała się ku wyjściu. Słyszała jak ojciec woła ją, aby natychmiast wróciła, ale nie posłuchała. Usłyszała, że ktoś za nią biegnie. William złapał jej rękę. O dziwno nie była na niego zła za to, co powiedział, a powinna. Może to wina tego, że od zawsze chciała mieć rodzeństwo? Nie wiedziała.
-Czyli od dziś mam się do ciebie zwracać Dark?-Usłyszała tak dobrze znany jej głos tuż za plecami. Jednak nie odwróciła się. Pociągnęła brata w stronę zamku.-Masz zamiar mnie ignorować?-I znów mu nie odpowiedziała. Bawiła ją jakaś dziwna nutka w jego głosie. Usłyszała jak biegnie. Poczuła, że łapie ją za ramiona, odwraca ku sobie.- Nie ignoruj mnie-zagroził.
-Bo, co mi zrobisz?-Spytała złośliwie.
     On tylko teatralnie przewrócił oczami i powiedział Willowi, żeby ją puścił. Usłuchał, a wtedy zrobił coś, czego ona się w ogóle po nim nie spodziewała. Złapał ją za nogi i przerzucił sobie przez ramię. Zaczęła krzyczeć, aby ją postawił na ziemi, ale on tylko lekko poluźnił uścisk tak, że miała wrażenie, że zaraz spadnie i dla odmiany zaczęła krzyczeć, żeby ją trzymał. Malfoy z uśmiechem na ustach poniósł ją w stronę zamku rozmawiając z jej bratem na błahe tematy zupełnie ignorując jej krzyki.




wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział V

Tyle pomysłów... a jedynym wrogiem jest czas. Czekam na wasze komentarze :D - Lisa 
***
-Czy ja wam, aby nie przeszkadzam?-Zimny głos potoczył się echem po korytarzu. Hermiona odepchnęła natychmiast chłopaka od siebie.
     Hardo spojrzała na nauczyciela udając, że nic się nie stało. Czuła jak jej płoną uszy. W duchu cieszyła się, że miała rozpuszczone włosy. Pomyślała, że z perspektywy osoby trzeciej musieli być w dwuznacznej pozycji.
     Malfoy nawet się nie zmieszał. Cyniczny uśmiech igrał mu na jakże kuszących ustach. Stalowoszare tęczówki błyszczały. Spojrzał na dziewczynę opartą o ścianę. Miała zarumienione policzki. Zielone oczy iskrzyły się. Patrzyła na nauczyciela Eliksirów z lekkim zakłopotaniem, po czym przywdziała maskę obojętności. Nie mógł wyczytać z jej twarzy żadnych emocji. Oderwała się od ściany i stanęła przed profesorem.
-Skądże profesorze. Właśnie chciałam się pożegnać…
-Istotnie-mruknął nauczyciel, a jej policzki okrył delikatny rumieniec.-Radzę niezwłocznie oddalić się do swoich sypialni inaczej będę zmuszony już pierwszego dnia dać wam obojgu szlaban. Podejrzewam, że dyrektor nie będzie zadowolony, iż wybrał was na Prefektów Naczelnych.-Jego zimny i spokojny ton sprawiał, że Hermiona była coraz bardziej zażenowana. Wkurzało ją, że Malfoy dalej stał niewzruszony zaistniałą sytuacją.
-Dobranoc panie profesorze.-Po tych słowach wyminęła nauczyciela Eliksirów.
     Draco patrzył w ślad za oddalającą się dziewczyną z mieszanymi uczuciami. Zdawał sobie sprawę, że zaczyna tracić kontrolę nad emocjami za każdym razem, gdy ją widział. Sprawa robiła się niebezpieczna, a przecież chciał ją wykorzystać, zabawić. Jednak ta uparta Gryfonka miała w sobie coś, co kazało mu się zatrzymać i zastanowić nad sobą. Mógł mieć każdą dziewczynę. Każda chciała być jego-z wyjątkiem Granger. Wiedział, że ona coś ma do niego. Może słabość? Jeśli tak, to ją wykorzysta.
-Ja też już pójdę. Muszę się przygotować, bo mam nocną wartę.-Już miał odejść, lecz powstrzymał go głos opiekuna.
-Zadaniem twoim i panny Granger jest patrolowanie korytarzy. Obyś o tym nie zapomniał -Ślizgon zauważył delikatny uśmiech błądzący po twarzy mężczyzny. Jego ciemne oczy przez chwilę świdrowały go wzrokiem, po czym wyminął go i zniknął za najbliższym zakrętem.
     Chłopak westchnął. Przed nim wciąż jest kilka godzin sam na sam z tą dumną Gryfonką. Uśmiechnął się. Tak wiele okazji… grzechem byłoby z nich nie skorzystać. Chociaż z drugiej strony… może tym razem odpuścić i sprawić by ta cała Granger myślała o nim przez resztę nocy i cały dzień? Hmn… kusząca propozycja. Widać będzie się nudził, aż do zakończenia ich nocnej zmiany. Miał nadzieje, że jego jakże szlachetne poświęcenie przyniesie oczekiwany skutek.
*****
     Ta kilkugodzinna warta nie okazała się, aż tak okropna jak przypuszczała. Malfoy okazał się przyzwoitym człowiekiem i nie próbował się do niej w żaden sposób dobrać. Prawdziwy dżentelmen. Prychnęła. Zdziwiła ją jego obojętność. Zdawał się w ogóle nie zwracać na nią uwagi, chyba, że wymagały tego okoliczności. Jednak nie uszedł jej uwadze fakt, że on nieustannie się jej przyglądał ilekroć myślał, że ona tego nie widzi.
     Przez kilka następnych dni unikała jego jak ognia. Stwierdziła z satysfakcją, że jej się to udało. Z wielkim trudem opanowywała chęć choćby zerknięcia na niego. Skupiła się na nauce i Willu oraz czytaniu książek w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Jednego z niewielu miejsc, w których nie musiała się bać, iż nieprzyzwoicie przystojny arystokrata ją osaczy. Cieszyła się, że póki, co nie mają kolejnych wart nocnych. W końcu do Hogwartu przybyli aurorzy. Hermiona z lekkim zdziwieniem przyjęła fakt, że jednym z nich jest Lucjusz Malfoy. Jak się okazało głowa rodziny tlenionej fretki chciał się jakoś „przyczynić” dla społeczeństwa, więc Ministerstwo zesłało go do szkoły, gdzie był pod kuratelą samego Dumbledore‘a. Gdy dowiedział się o tym Harry to tylko zacisnął usta i przyjął ten fakt lekkim skinieniem głowy. Ginny w ogóle się tym nie przejęła. Za to jej brat wybuchł gwałtownym oburzeniem i dopiero Hermiona przemówiła mu do rozumu.
     Dziewczynę męczyła jeszcze jedna sprawa-list, a mianowicie to, co jest w nim zawarte. Musi komuś powiedzieć o nim, bo ta tajemnica była jej nader uciążliwa. Zrobię to dzisiaj-postanowiła.-Dziś wyjawię im prawdę.
-Muszę z wami porozmawiać-oznajmiła zielonooka Gryfonka. Troje przyjaciół popatrzyło na nią z zaciekawieniem. Widać było, że jest zdenerwowana.
-Co się stało?-Spytała zatroskana Ginny.
     Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko nakazała im gestem, aby poszli za nią. Poprowadziła ich na błonia. Nie odzywała się całą drogę.
     Popołudniowe słońce zachęcało uczniów do siedzenia na powietrzu i korzystaniu z ostatnich pogodnych chwil oraz wyrwania się ze ścian zamku, zwłaszcza, jeśli ostatnią lekcją piątkowego dnia były Eliksiry ze Snape’em. Starsza Gryfonka usiadła pod ich ulubionym drzewem, a oni usiedli obok.
-Miona mów, co się stało-niecierpliwił się Ron.
     Harry szturchnął go łokciem dając znak, że zachowuje się nietaktownie. Rudzielec zmieszał się. Hermiona była spięta. Widać to było w jej sztywnej pozie. Skojarzyła im się z jakąś arystokratką, która bije się z myślami i zastanawia się, co powiedzieć. Dziewczyna wyciągnęła z torby list i podała go Ginny i poprosiła, aby ta odczytała go na głos.
-To list, który dostałam od Bleisa w pociągu, jak jechaliśmy do Hogwartu.
     Ruda Gryfonka zaczęła czytać.
                                                                 „Panno Granger!
                 Spełniłem Pani prośbę i dokonałem niezbędnych czynności 
w celu przeprowadzenia badań nad Pani pochodzeniem. Wynik 
analizy jest niezaprzeczalny. Otóż z wyników tychże badań 
jasno wynika, że państwo Jean i Joseph Granger nie są 
Pani biologicznymi rodzicami. Te same badania potwierdziły, że są 
nimi państwo Mark i Lidia Dark, jak zawzięcie twierdzili przy naszej
 rozmowie sprzed półtora miesiąca. Badania przeprowadzono kilka razy 
w celu wykluczenia pomyłek. Informuję również, że syn 
państwa Dark niejaki William jest Pani biologicznym bratem. 
Z racji tego, że pochodzi Pani z wielce szanowanej i starej rodziny
 czysto krwistych czarodziei uprasza się, aby Pani zmienić 
nazwisko na właściwe. W tym celu proszę zgłosić się do 
Departamentu Danych Personalnych. W razie jakichkolwiek 
pytań proszę śmiało pisać lub kontaktować się ze mną przez mojego syna.


Szef Wydziału Badań nad Pochodzeniem Czarodziei 
w Departamencie Danych Personalnych
Anthony Zabini 


PS: Państwo Dark proszą o spotkanie w najbliższą sobotę o piętnastej, w 
Hogsmeade w Trzech Miotłach.”
     Miny na twarzach przyjaciół były podobne. Wyrażały bezbrzeżne zdziwienie, co wywołało nikły uśmiech na twarzy Hermiony. Pierwsza odezwała się Ginny:
-Mionka, jesteś arystokratką!
-Niestety-mruknęła zrezygnowana. Niby, z czego miała się cieszyć? Przez tyle lat była traktowana jak mugolaczka, dlatego chciała wszystkim pokazać, iż mimo jej pochodzenia okazała się najzdolniejszą uczennicą. A teraz? Wszyscy to przypiszą temu, że jest czystej krwi czarodziejką.
-To cudowna wiadomość!-Wykrzyknął Ron, a widząc jej miażdżące spojrzenie dodał ciszej-spójrz na to z tej strony. Ta tleniona fretka nie będzie ciebie więcej wyzywać. Teraz skoro jesteś czystej krwi stracił ku temu argument.
     Zielone oczy dziewczyny prześlizgnęły się po ich twarzach. Ze spojrzenia Harry’ego i Ginny odczytała, o czym myślą. Malfoy przecież już przestał ją wyzywać. Co więcej zaczął wykazywać zainteresowanie jej osobą, a przecież nie wiedział, że tak naprawdę jest arystokratką. Malfoy zainteresował się szlamą… tego jeszcze nie było. Przez jej myśli przemknęło wspomnienie ich ostatniego pocałunku. Zrobił się jej gorąco.
-A ty, co taka czerwona?-Spytał podejrzliwie rudzielec.
-Ron-zaczęła ostrożnie. Teraz czekało ją najtrudniejsze zadanie.-Muszę ci coś powiedzieć. Coś, co ma związek z Malfoy’em.
*****
     Była naiwna, głupia i wściekła. Jak mogła podejrzewać, że on mógłby przyjąć wszystko spokojnie? Może jeśliby chodziło o kogoś innego, a nie o tlenioną fretkę. Uśmiechnęła się w duchu. Za to jakże przystojną tlenioną fretkę.
-Jak w ogóle mogłaś się z nim zadawać?-Nie mógł w to uwierzyć. Hermiona szła pospiesznie korytarzem chcąc jak najszybciej dojść do swojego dormitorium, ale on nieodłącznie szedł tuż za nią i prawił jej kazanie, które miała po dziurki w nosie.-Myślałem, że jesteś bardziej inteligentna. Malfoy pobawi się tobą, a jak się znudzi to rzuci w kąt jak niechcianą zabawkę i wtedy przylecisz do mnie, aby się wypłakać. Albo zacznie cię wykorzystywać jak jakąś dziw…
    Gryfonka błyskawicznie odwróciła się i uderzyła chłopaka w nos. Pod jej uderzeniem rudzielec zachwiał się. Z twarzy dziewczyny wyzierała wściekłość, a z oczu bił chłód. Ron trzymał się za nos, z którego leciała krew.
-Nie waż się mnie więcej obrażać-zagroziła.- Twoje domysły sprawiają, że chce mi się wymiotować z twojej głupoty. To, że nie potrafisz pogodzić się z rzeczywistością to nie moja wina.
     Odwróciła się w zamiarze opuszczenia chłopaka, ale powstrzymał ją jego zjadliwy głos.
-Więc idź do tego SWOJEGO Malfoy’a!-Nie omieszkał podkreślić przedostatniego słowa.
-A żebyś wiedział, że pójdę!-Krzyknęła.-W przeciwieństwie do ciebie on ma na tyle przyzwoitości, że nie wyzywa mnie od prostytutek i od jakiegoś czasu w ogóle mnie nie obraża!
-Teraz widzę, ze rzeczywiście płynie w tobie arystokratyczna krew-zauważyła pogardę w jego oczach, -ale dziewczyno, na Merlina ogarnij się! Ta podła szumowina obrażała cię przez sześć lat!
-Wisz, co? Nie chcę tego dłużej słuchać. Najlepiej w ogóle się do mnie nie odzywaj. Skoro nie potrafisz zaakceptować mnie taką, jaką jestem to już chyba koniec naszej przyjaźni.-Nie chciała tego mówić, ale jej wściekłość sięgnęła granic możliwości. Czara się przelała.
     Zauważyła z dziką satysfakcja, że zabolały go jej słowa. Nic to ją jednak nie obchodziło. Nie miała wyrzutów sumienia. Na razie.
-Więc to koniec?-Spytał cicho. W jego głosie wyczuła żal, który próbował skryć za obojętnością.
-Tak-przytaknęła twardo.
-Niech tak będzie. Teraz możesz bez przeszkód lecieć do Malfoy’a i rzucić się mu w ramiona.-Rzekł kąśliwie.
-Nienawidzę cię-odparła i pobiegła pozostawiając swojego byłego przyjaciela z pogardą i ledwo skrywanym bólem w oczach.
     W swoich miała łzy. Łzy złości. Otarła je rękawem niebieskiej bluzy, lecz nagle wpadła na kogoś i by się wywróciła, gdyby nie złapały ją silne ręce. Należały one do szarookiego mężczyzny o blond włosach… Na Merlina! To przecież Lucjusz Malfoy!-Pomyślała z przerażeniem.
-Przepraszam-odparła szybko i odsunęła od niego.
     Wtedy zauważyła, że obok niego stała jego młodsza kopia. W białej koszuli i ciemnych spodniach wyglądał nader elegancko i pociągająco. Chłopak spoglądał na ojca z dziwnym wyrazem twarzy. Lucjusz natomiast z czarującym uśmiechem przyglądał się dziewczynie, po czym odparł:
-Nie masz, za co przepraszać. Wybacz, ale wraz z Draco usłyszeliśmy twoją i tego rudego chłopaka-po jego twarzy przebiegł paskudny grymas, który po chwili zniknął-rozmowę.-Po tych słowach zbliżył się do niej.
-Ja…
     Powoli ogarniała ją panika. Dziwnie się czuła, gdy tak ją obejmował. Chciała od niego uciec, ale on mocno ją trzymał. Nagle poczuła, że ktoś łapie ją za łokieć i przyciąga ją do siebie. Draco ciągle patrzył na ojca nie wypuszczając jej z rąk.
-Ojcze pozwolisz, że zajmiemy się własnymi sprawami? Nie chcę po raz kolejny odwalać wszystko za Granger, nie ważne jak bardzo potrafi być słodka.-Dodał lekko ironicznie.
     O co chodzi Draconowi? Przecież to ona musiała za niego wszystko robić. Już w pociągu musiała przeprowadzić sama spotkanie prefektów, bo jaśnie łaskawy blond-arystokrata zajmował się wszystkim innym prócz obowiązkami. Nabrała powietrza, aby się odezwać, ale powstrzymało ją mocne ściśnięcie ramion. Domyśliła się, że dawał jej do zrozumienia, żeby milczała. Nie wiedziała, czemu go posłuchała. Może to jego perfumy działały tak na nią, że staje się mu w pewnym sensie uległa?
-A teraz wybacz, ale musimy omówić kilka spraw związanych z balem.
     Po tych słowach skinął ojcu głową i pociągnął ją za sobą. Odeszli zostawiając Lucjusza Malfoy’a z zamyślonym wyrazem twarzy. Gdy znaleźli się daleko od arystokraty Hermiona nie wytrzymała i zapytała:
-Dlaczego okłamałeś ojca? Przecież to ja za ciebie muszę wszystko robić..
-Posłuchaj mnie-odezwał się. Miał bardzo poważną minę. Spoglądał na nią tymi swoimi stalowoszarymi oczami sprawiając, że zamarła. Zacisnęła usta.-Mój ojciec jest eee... specyficznym człowiekiem. Musisz trzymać się od niego z daleka. Nie chcę, aby stała ci się krzywda.
-Dlaczego?
-Hermiono, ja...

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział IV

Ostatnio mam wenę do pisania kolejnych rozdziałów :D gorzej z czasem, aby je udostępnić... postaram się jak najczęściej dodawać kolejne rozdziały, ponieważ wiem, jak to jest czekać na c.d. czekam na komentarze :D - Lisa 
***
-Hermiono! Co ty robisz?!
-Harry!-Krzyknęła przerażona dziewczyna, ale jego już nie było.
     Zapominając kompletnie o Malfoy ’u rzuciła się biegiem za przyjacielem. Widziała jego oddalającą się sylwetkę. 
-Harry!-Nic. Zero reakcji.-Harry!-Krzyknęła głośniej. Nic. Nawet nie dał po sobie poznać, że ją usłyszał.-Harry błagam zaczekaj!
     Dogoniła go i złapała za rękę. Zatrzymał się, jednak unikał jej wzroku. Spoglądał za okno na mijane krajobrazy. usta miał zaciśnięte.
-Harry proszę porozmawiajmy-zaczęła ostrożnie, a widząc, ze nie zaprzecza pociągnęła go delikatnie w stronę pustego przedziału.
-Dlaczego?-Jego ciche pytanie zabolało ją. W jego głosie nie było żadnych emocji. Przestraszyła się tej obojętności. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
     Rozejrzała się po przedziale chcą znaleźć inspirację do odpowiedzi, lecz niczego nie znalazła. spojrzała na niego. Jego zielone oczy wierciły dziurę w jej duszy.
-No, bo ja… to znaczy Malfoy…, bo to się zaczęło… Merlinie! Sama nie wiem!-Usiadła i najzwyczajniej w świecie się rozpłakała. Czuła się bezradna. Niby, co ma mu odpowiedzieć? Zwalić winę na tlenioną fretkę nie było trudno... jednak wiedziała, że i ona ma swój własny udział w tym wszystkim.
     Poczuła jak chłopak przytula ją i gładzi drżącą ręką jej włosy. Nawet nie zauważyła, jak zaczęła opowiadać mu wszystko to, co powiedziała Ginny. O wszystkim od sławnej Bitwy o Hogwart po dzisiejszy dzień, a co miało związek z arystokratą. Nie widziała jego twarzy, ale czuła jak spinał się ilekroć wspomniała o całowaniu ze Ślizgonem. Wiedziała, że jest mu ciężko tego słuchać zwłaszcza, jeśli ona się mu podoba. Do tego dochodził ten przeklęty list, o którym mu nie wspomniała, a który miał przerażający wpływ na jej dalsze życie, czy jej się to podoba, czy nie. I niedługo wszyscy się o tym dowiedzą, ale jeszcze nie teraz. Nie mogą, bo tylko ona zna prawdę.
-Hermiono-zaczął.-Powinnaś mi od razu powiedzieć. Ja… nie wiem, co mam o tym myśleć. Jestem zaskoczony przyznaję, ale myślałem, że wybierzesz… kogoś innego- zauważyła, że w ostatnim momencie zmienił zakończenie zdania.-Tak szczerze to miałem nadzieję, że może… wybierzesz mnie…
     Gryfonka odsunęła się od niego i spojrzała w jego zielone oczy. Zarumienił się i spiął w wyczekiwaniu na jej odpowiedź. Nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć. Nie zaskoczył jej, ale mimo wszystko w głębi ducha liczyła, że znajdzie sobie inny obiekt uczuć. Nie chciała go ranić, ale jeśli nie ukróci tego kiełkującego zalążka uczucia do niej będzie z dnia na dzień jeszcze gorzej. Wierzchem dłoni otarła ostatnie łzy i z delikatnym uśmiechem błądzącym jej na ustach powiedziała:
-Posłuchaj Harry. Ja… kocham cię, jak brata. Jesteś dla mnie wszystkim. Oddałabym swoje życie, aby cię ochronić, ale nic by z tego nie wyszło. Gdybyśmy byli razem… to mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń. Spójrz na Rona. Ja już z nim nie wytrzymuję. Nie chcę, by z nami stało się tak samo. Masz już miejsce w moim sercu Harry, ale jako przyjaciel, brat. Wybacz mi, ale nigdy nie pokocham cię w sposób taki, jaki byś chciał.
Spodziewała się ujrzeć w jego oczach rozczarowanie, gniew, frustrację może żal, ale nie zrozumienie. Wolała, aby na nią krzyczał. Jego nieśmiały uśmiech rozjaśnił mu twarz. Westchnął i przytulił się do niej, po czym wstał i już chciał wyjść, ale w ostatniej chwili odwrócił się i powiedział:
-Wiesz... wszystko może się zmienić. Nic nie jest niemożliwe. Ja ciebie kocham, jak siostrę... Chyba…-Pokręcił głową, jakby sam w to nie wierzył.-Co do Malfoy’a ja… nie wiem, co mam o tym myśleć. Uważaj na niego. Nie bez powodu jest w Domu Węża.
-Ale mnie z nim nic nie łączy!
-Uwierz mi, chciałbym, żeby tak było. Nie będę się wtrącał... chwilowo. Pamiętaj jednak, że Ron nie przyjmie tego do wiadomości tak łatwo. Obiecaj mi coś-złapał ją za dłonie i popatrzył głęboko w oczy.-Obiecaj mi, że, jeśli on ci coś robi powiesz mi o tym od razu. Obiecujesz?
-Obiecuję-odparła cicho zrezygnowana. Nie wiedziała, o kogo mu chodziło. O Malfoy’a, czy o Rona? A może o nich obu? Wyglądał tak słodko martwiąc się o nią.
     Uśmiechnął się w odpowiedzi i zostawił ją samą w pustym przedziale. Mimo wszystko czuła się dziwnie szczęśliwa. Harry już wiedział o wszystkim i nie czynił jej wyrzutów. Dorósł. Uśmiechnęła się. Wiedziała, że zawsze mogła na niego liczyć. Czego więc się bała? W końcu był jej przyjacielem. Pozostał jeszcze Ron, ale nim będzie się przejmować później. 
     Spojrzała na zegarek. Za trzy minuty ma odbyć się spotkanie prefektów. Westchnęła i wstała, machnięciem różdżki doprowadziła się do porządku, po czym udała się do swojego przydziału nie zważając po drodze na mijane osoby. 
     Rozmyślała nad listem. Będzie musiała porozmawiać z przyjaciółmi. Wyciągnęła z kieszeni kopertę, ale listu w niej nie było. Przerażona nie wiedziała, co ma zrobić. Gdzie był list? Zastanawiała się gorączkowo. Musiał jej wylecieć, ale kiedy i w którym miejscu? Pewnie w jej przedziale… O Merlinie! Przecież tam jest Malfoy!-Pomyślała i pobiegła najszybciej jak mogła modląc się jednocześnie, aby Ślizgon nie znalazł listu.
*****
-Możecie już odejść.
     Hermiona była wściekła. Malfoy nie zjawił się na spotkaniu i musiała sama wszystko przedstawić prefektom. Co on sobie właściwie wyobraża? Że będzie za niego wszystko robiła? Jeśli tak to srogo się pomylił. Ona nie da się wykorzystywać. 
     Wyciągnęła kopertę z kieszeni. Ucieszyła się, gdy wróciła do przedziału i znalazła list na ziemi. Pospiesznie schowała go do jednej z książek leżących na jej siedzeniu i schowała do kufra. Gdy prefekci opuścili jej przedział wyciągnęła swoją czarną szatę i przebrała się w toalecie. Odłożywszy rzeczy rozsiadła się wygodnie i zatopiła w lekturze.
      Po jakimś czasie drzwi przedziału otworzyły się i pojawił się Malfoy z cynicznym uśmiechem na ustach. Nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. Jednakże coraz ciężej jej było skupić się na literkach, które zaczęły nie posiadać żadnego sensu. Chłopak usiadł naprzeciwko niej bacznie śledząc każdy jej ruch. W oczach tańczyły mu wesołe iskierki, a na ustach błądził uśmiech. Poirytowana dziewczyna odłożyła w końcu książkę i spojrzała na niego wyzywająco.
-Co się tak gapisz?-Spytała kąśliwie.
-Po to mam oczy-odparł spokojnie.-Nie ciekawi cię, dlaczego nie było mnie na spotkaniu?
-Wyobraź sobie, że nie-chłodne spojrzenie jej oczu podziałało na niego, jak kubek zimnej wody. Coś było nie w porządku. Powinna na niego nawrzeszczeć, a tym czasem siedziała spokojnie i patrzyła na niego tymi swoimi zielonymi oczami. Dostał gęsiej skórki. Nagle Gryfonka wstała i wyszła z przedziału.
-Dokąd idziesz?-Zdążył zawołać za nią nim ugryzł się w język.
-Tam, gdzie nie ma ciebie-zabolało go.
     Nie zdążył jednak nic zrobić, ponieważ zatrzasnęła za sobą drzwi. Westchnął. Co się z nim działo? Chciał, aby na niego nawrzeszczała. Wyglądała wtedy tak pociągająco, gdy się złościła… STOP! Draco uspokój się! Nie powinieneś tak myśleć o Granger! Upomniał sam siebie. Jednak ciężko mu było nie myśleć o niej, gdy była w pobliżu. A ten dzisiejszy pocałunek umocnił go w przekonaniu, że ona również coś do niego czuła. Zdobędę ja-postanowił. A co Malfoy’owie sobie postanowią to dopną swego, choćby mieli po trupach dotrzeć do celu. Plan miał gotowy, pora go zrealizować.
*****
-William Dark-głos profesor McGonagall rozniósł się po Wielkiej Sali.
Chłopiec wyłonił się z tłumu pierwszoklasistów i usiadł na stołku, a nauczycielka Transmutacji włożyła mu na głowę Tiarę Przydziału. Widać było z daleka, jaki był spięty w oczekiwaniu na decyzję magicznego kapelusza. Po chwili Tiara krzyknęła:
-Slytherin!
Uczniowie przy stole węża wznieśli radosne okrzyki. Młody uczeń z niepewną minął podszedł do stolika i usiadł koło Malfoy’a, który zaraz zajął go cichą rozmową.  Niebieskie tęczówki odnalazły zielone oczy Gryfonki. Hermiona nie byłą zadowolona z faktu, że jej osobisty podopieczny nie jest w jej Domu. Oznaczało to więcej komplikacji w pilnowaniu go. Westchnęła. Będzie potrzebowała pomocy tlenionego Ślizgona. 
Uśmiechnęła się delikatnie do chłopca, a ten odpowiedział tym samym, po czym pogrążył się w rozmowie z arystokratą. Jak można być zazdrosnym o podopiecznego? Widocznie można. Nie mogła się doczekać końca Uczty. Czekało ją już tylko spotkanie w gabinecie dyrektora. Zastanowiła się. Po co kazał zjawić się jej i Malfoy’owi w swoim gabinecie? Czyżby czegoś nie dopatrzyli? Nie zdziwiłaby się.
-Nim zaczniemy naszą wspaniałą ucztę pragnę przypomnieć, że wciąż obowiązuje zakaz wchodzenia do Zakazanego Lasu. Pan Filch prosił mnie bym przypomniał, że wejście na piętra szóste, siódme i ósme jest surowo zabronione. Ministerstwo przysłało nam aurorów, aby dbali o bezpieczeństwo. Nigdy nie wiadomo, co się kryje w najgłębszych zakamarkach starego zamczyska. Ale teraz nie marnujmy czasu na moją gadaninę. Pora na ucztę! - To powiedziawszy dyrektor klasnął w dłonie i na czterech stołach pojawiły się najwspanialsze potrawy.
     Wszyscy ze smakiem się zajadali. Hermiona udawała, że słucha Harry'ego i Rona rozmawiających o dodatkowych środkach bezpieczeństwa. Niemal całą swą uwagę skupiła na ciemnowłosym chłopcu, który zawzięcie o czymś opowiadał i co chwilę zerkał w jej kierunku. Malfoy'owi najwyraźniej się to podobało, bo spoglądał na Gryfonkę z wyższością. Prychnęła cicho i wróciła do jedzenia szturchając przy okazji Neville'a, który stłukł talerz wywołując salwy śmiechu.
*****
-Usiądźcie.
     Gestem wskazał im wygodne krzesła. Usiedli posłusznie. Gryfonka patrzyła uparcie na dyrektora nie zwracając uwagi na wlepiony w nią wzrok Ślizgona. Nie umknął jej delikatny uśmiech Dumbledore’a. Już chciała się go zapytać, co mu chodzi po głowie, ale w ostatniej sekundzie się powstrzymała.
-Mam dla was zadanie, które jako Prefekci Naczelni myślę, że wykonacie znakomicie. Jak już wspominałem, co nieco na uczcie, po bitwie Ministerstwu nie udało się wyłapać wszystkich Śmierciożerców, więc przysłało nam aurorów. Będą oni patrolować korytarze zamku. Chciałbym, abyście razem również patrolowali te korytarze. 
Hermiona była przerażona perspektywą przebywania dodatkowych godzin sam na sam z Malfoy’em. Z kolei ten drugi był bardzo zadowolony i nie krył się z tym. Kilka godzin więcej na dokuczanie Pannie-Ja-Wiem-Wszystko wywoływało uśmiech na jego twarzy.
-Panie profesorze, w tym mamy ważne egzaminy… musimy się przygotować do owutemów-dziewczyna nie kryła swojego oburzenia. Jednak starzec uciszył ją jednym spojrzeniem niebieskich tęczówek spod okularów-połówek.
-Panno Granger sądzę, że oboje zdacie znakomicie. Nie widzę żadnego problemu, abyście patrolowali razem korytarze. Niestety dziś przypada wam pierwsza warta. Przyjemnej nocy-uśmiechnął się do nich i gestem wskazał na drzwi dając im do zrozumienia, aby sobie poszli. 
     Pożegnali się i opuścili gabinet dyrektora. Hermiona, czym prędzej zbiegła po schodach i ruszyła w kierunku swojego dormitorium. Wszystko się w niej gotowało. Dlaczego dyrektor cały czas dawał jej zadania, które musiała wykonywać z pyszałkowatym Ślizgonem? Czyżby za bardzo wziął sobie do serca "zjednanie młodych członków Zakonu"? Żałosne. Jedyne na o miała ochotę to to, aby zetrzeć uśmiech z twarzy tej tlenionej fretki.
     Nagle poczuła szarpnięcie za rękę. Draco przyciągnął ją do siebie jednym pewnym ruchem i uniemożliwił jej ucieczkę od niego. Jego czarujący uśmiech gwiazdy filmowej nie wpływał uspokajająco na jej skołatane serce, które próbowało uciec z jej piersi niczym koliber zamknięty w małej złotej klatce. Spojrzała w te jego stalowoszare tęczówki i od razu tego pożałowała. Nie mogła oderwać od nich wzroku.
-Puść mnie-powiedziała cicho, aczkolwiek stanowczo.
-Niby, dlaczego miałbym cię posłuchać?-Mruknął uwodzicielsko zmniejszając diametralnie odległość pomiędzy nimi tak, że teraz stykali się ciałami. Dziewczyna poczuła, że się rumieni.   Ślizgon ucieszył się w duchu z jej reakcji. Na to właśnie liczył.-Wolałbym trzymać cię w ramionach i sprawić, że nie będziesz się chciała ode mnie uwolnić…-uwodzicielski głos działał na nią wywołując dziwne dreszcze. Jego oddech owioną jej twarz sprawiając, że coś ją zakłuło w podbrzuszu. Gorąco rozlewało się powoli po całym jej ciele.
-Puść mnie, albo pożałujesz-zagroziła, ale im dłużej tkwiła w jego ramionach tym szybciej traciła kontrolę nad swoim umysłem i ciałem.
-Nie mogę się doczekać-odparł namiętnie ją całując.
     Odepchnęła go od siebie po chwili i wymierzyła policzek. Spojrzał na nią zaskoczony.
-Nie waż się mnie więcej całować-cedziła każde słowo. 
     Całą postawą emanowała chłodem. W głębi duszy czuła, że pragnęła dotyku Ślizgona, jednak wiedziała, że to się źle skończy. Nie chciała dawać sobie złudnej nadziei. Zrobił krok w jej stronę i przycisnął do ściany.
-To jeszcze nie koniec Granger-syknął.-Gra się dopiero zaczęła.
-Czy ja wam, aby nie przeszkadzam?

czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział III

Co jest najlepszą motywacją do pisania i publikowania? Notoryczne wiadomości z cyklu: "Gdzie jest kolejny rozdział?!" więc by nikogo nie narazić na nadmierne nerwy wstawiam kolejny rozdział :D czekam na Wasze komentarze:) ~ Lisa 
***
     Wysoka, dobrze zbudowana postać czarnoskórego aurora w niebieskiej szacie zszokowała obojga.
-Hermiona, Draco!-Przywitał się z nimi wesoło, nie zważając na ich osłupienie. Z wielkim uśmiechem na ustach usiadł obok Ślizgona, który już się opanował i na powrót przybrał maskę seksownego aroganta. Niech będzie przeklęty...
-Kingsley?-Spytała głupio Gryfonka.
-We własnej osobie-wyszczerzył się do niej.-Przyszedłem do ciebie-wskazał Hermionę- z bardzo ważną sprawą. Byłbym wielce szczęśliwy, gdybyś zgodziła się zwrócić większą uwagę na tego chłopca.
     Dziewczyna dopiero teraz zauważyła stojącego za nim chłopaka w czarnych szkolnych szatach. Nie zauważyła żadnych barw przynależności do jednego z czterech Domów, więc zapewne to pierwszoklasista.-Pomyślała. Brązowe loczki opadały mu na czoło. Niebieskie oczy wpatrywały się w nią z dziwną intensywnością. Widziała już gdzieś to spojrzenie, które przeszywało cię na wskroś, zaglądało w najgłębsze zakamarki twojej duszy poznając najskrytsze myśli i pragnienia. Poczuła się nieco skrępowana. To dziwne. Stawała wiele razy oko w oko z samą śmiercią, ale dopiero pod tym spojrzeniem czuła dziwne mrowienie pod skórą. Tak samo się czuła, gdy spoglądał na nią dyrektor Hogwartu.
-Dlaczego miałaby zajmować się jakimś pierwszoroczniakiem?-Spytał cynicznie Malfoy.-Nie możesz poprosić kogoś innego? Na przykład Złotego Dziecka? On ucieszyłby się gdyby miał kolejną osobę w gronie swoich wielbicieli.-Jego głos ociekał sarkazmem. Hermiona już chciała mu odpyskować, aby się zamknął bo to nie jego sprawa, ale uprzedził ją mężczyzna.
-Było to brane pod uwagę Draco.-Auror ruchem ręki wskazał chłopakowi miejsce obok Gryfonki.-William Dark. Jego rodzice wyraźnie poprosili o to, abyś to ty się nim zaopiekowała. Hermiono wierzę, że sobie poradzisz z dość oczywistego powodu.-Dziewczyna nie kryła przerażenia. Skąd on o tym wie? Skarciła się w myślach. Przecież pracuje dla Ministerstwa. Musiał się dowiedzieć.-Co do ciebie Draco sądzę, że w razie potrzeby pomożesz naszej kochanej Hermionie.
-Po co? Nie chcę jego pomocy. Sama sobie poradzę. Poza tym, czemu on miałby mi pomagać? To, że jest w Zakonie nie upoważnia go do tego, żeby utrzymywać ze mną jakąś większą znajomość-Chłód w jej głosie sprawił, że chłopiec począł się bardziej jej przyglądać. Jak los mógł znowu z niej zadrwić? No jak?! Normalnie...
-Sami się przekonacie, że "większe znajomości" jak to określiłaś przydają się.-Odparł Shecklebolt z zatroskanym wyrazem twarzy.-Albus zgodził się wraz z resztą, że wśród młodych członków Zakonu Feniksa przyda się eee... bliższe poznanie.
-Ale, dlaczego akurat on?!-Wskazała na Ślizgona.
-Bo z nim masz najmniejszą zażyłość, a ja nie będę kwestionował decyzji Zakonu.-Odparł spokojnie auror.
     Dziewczyna westchnęła zrezygnowana. Skoro nie ma, co się lubi to się lubi, co się ma-pomyślała.-Zadawała sobie w myślach setki pytań, na które nie znała odpowiedzi. Na razie.
-No dobra, zajmę się chłopcem.
-Chyba „zajmiemy”-poprawił ją Malfoy.-Och Granger, Granger... Ja rozumiem, że w moim towarzystwie kobiety tracą głowę, ale żeby stracić słuch? Tego jeszcze nie było.
     Jego olśniewający uśmiech, który mógł z ogromnym powodzeniem należeć do jakieś gwiazdy sprawiał, że aż się w niej gotowało ze złości.
-Zamknij się!-Warknęła.
     Jednak po chwili Gryfonka opanowała się szybko. Nie chciała dopuścić do tego, aby nowy uczeń Hogwartu widział, jak traci nad sobą panowanie. Przecież musi być lepsza od tej pyszałkowatej tlenionej fretki.
-Ona zgadza się Kingsley-rzucił Ślizgon.-Jest wniebowzięta, że będzie nas łączyć dodatkowy obowiązek, a nie tylko wspólne chwile spędzone sam na sam.
     Po tych słowach dziewczyna zaczerwieniła się ze złości po same cebulki włosów. Posłała mu miażdżące spojrzenie, które nie zrobiło na nim wrażenia. Z ironicznym uśmiechem na twarzy przyglądał się jej. Miała ogromną ochotę uderzyć go czymś.
-No to załatwione-klasnął w ręce auror, po czym podniósł się z miejsca.-Mam nadzieję, że sobie poradzicie. Miłej zabawy-to powiedziawszy puścił Malfoy’owi oczko, pożegnał się i tyle go widzieli.
     Dziewczyna była wściekła. Z wielkim trudem skierowała swą uwagę na chłopca siedzącego obok niej. Wyciągnęła do niego rękę w geście powitania.
-Jestem Hermiona Granger. W Hogwarcie należę do Gryffindoru i w tym roku będę Prefektem Naczelnym. Moim zadaniem będzie przypilnowanie, aby był porządek na korytarzu.-Uśmiechnęła się do niego ciepło, a Draco widząc to zapragnął się zamienić z chłopakiem miejscami i patrzeć jak uśmiecha się w ten sposób do niego. Z tą dziwną czułością w zielonych oczach...-Pamiętaj, że zawsze możesz się zwrócić do mnie o pomoc. Nie ważne, co się stanie, pomogę ci. Możesz liczyć na mnie.
     William uśmiechnął się delikatnie, po czym przeniósł wzrok na Ślizgona. Ten uśmiechnął się do niego (o dziwo) NORMALNYM uśmiechem i również przywitał się z chłopcem.
-Jestem Draco Malfoy. W Hogwarcie należę do Slytherinu i będę Prefektem Naczelnym. Jestem najbardziej pożądanym ciachem przez wszystkie dziewczęta na tej planecie, włączając w to oczywiście siedzącą obok ciebie Granger, która w myślach planuje moją śmierć.
     Sparodiował ją. Jednak w swojej wypowiedzi (o Merlinie) mówił prawdę. Poznał to po wyrazie jej oczu. Zwłaszcza o tym, że Hermiona rozważała w tym akurat momencie rzucenie w niego Avadą. Jednak wpadła na lepszy pomysł-najpierw potraktuje go Cruciatusem, a dopiero później Avadą. Postanowiła jednak pohamować swoje mordercze zamiary na czas nieokreślony i uspokoić nerwy. Hmn...-Zamyśliła się.-Zaklęcie Crucio, będzie ciężkie w wykonaniu. Nie chciała już krzywdzić nikogo. Nawet jego, ale... przecież jest mnóstwo innych zaklęć, które mogą pomóc jej w uprzykrzaniu życia pyszałkowatemu Ślizgonowi.
     William z szerokim uśmiechem przyjął tę ostatnią rewelację pewny, że Malfoy żartuje, po czym wstał nagle, jakby sobie coś przypomniał. Był troszkę poddenerwowany.
-Ja umówiłem się z Tom’em, że do niego wpadnę po rozmowie z wami-powiedział szybko.
-No to idź-rzekła z uśmiechem Gryfonka.-Później pogadamy.
-Tak idź-poparł ją blondyn.- Mam nadzieję, że trafisz do mojego Domu, gdzie trafiają najlepsi.
-Ja chyba jednak wolę trafić do Domu Hermiony, -a widząc zaskoczenie na jego twarzy dodał.-Tam zapewne jest więcej ładnych dziewczyn, takich jak Hermiona.
     Młody czarodziej uśmiechnął się z dziwnym błyskiem w niebieskich tęczówkach, po czym wybiegł z przedziału pozostawiając zadowolonego Ślizgona i złą Gryfonkę. Dziewczyna wstała gwałtownie i oskarżycielskim tonem zawołała:
-Jak możesz już na samym początku deprawować Willa?-Blondyn również się podniósł. Stali teraz dość blisko siebie. Na tyle, blisko, że Hermiona widziała srebrne plamki w jego oczach. Uśmiechnął się do niej uwodzicielsko.
-Och skarbie... Po prostu wie, z kogo ma brać przykład. Muszę przyznać, że ma dobry gust, jeśli chodzi o kobiety...
-Ale...
     Nie zdążyła nic skomentować, ponieważ pociągiem nagle szarpnęło. Gryfonka wpadła na Malfoy’a i w efekcie wylądowała mu na kolanach. Chciała zaraz wstać, ale zamknął ją w żelaznym uścisku. Miała wrażenie, że znajduje się w klatce. Wolała nie myśleć, w jak dwuznacznej są pozycji. Do tego czuła jego oddech na sobie, od, którego przebiegł ją dreszcz. Ich twarze niemal się stykały. Zapach jego perfum otumaniał ją powoli. Musiała uciec jak najszybciej z objęć tlenionej fretki.
-Puść mnie-szepnęła i przymknęła powieki. Nie mogła znieść widoku stalowoszarych oczu. Bała się, że w nich utonie. Jego jedyną reakcją na jej słowa było jeszcze bardziej przygarnięcie jej do siebie.-Draco proszę.
     Nawet błagalna nuta w jej głosie nic nie zmieniła, a właściwie zmieniła niejedno. Zapragnął, bowiem, aby częściej mówiła mu po imieniu. Lekko musnął jej wargi swoimi, po czym pocałował ją delikatnie.
-Naprawdę tego chcesz?-Szepnął jej do ucha przegryzając jednocześnie jego płatek.
     Wrócił do jej ust. Tym razem pocałował ją zdecydowanie. Wyczuł lekki opór, ale nic więcej. Zdziwił się. Był pewny, że zacznie się rzucać, wyzywać go i wołać o pomoc. Tymczasem, co ona zrobiła? Po krótkiej chwili odwzajemniła pocałunek w taki sposób, że  aż zaparło mu dech w piersi. Jego ciało żądało więcej. Nie wystarczył mu namiętny według niego całus. Malfoy czuł się niczym narkoman, który po zbyt długim odstępie czasu dorwał się do upragnionego narkotyku. Lub akromantula, która od wielu dni nic nie jadła, a teraz złapała swoją ofiarę. Poczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele.
     Hermiono, co ty robisz?-Pytała samą siebie-przerwij to!  Lecz cichutki dźwięk rozsądku został skutecznie zagłuszony przez namiętny pocałunek największego ciacha na tej planecie. Jak się z tym czuła? Wyśmienicie i podle zarazem.
     Wtem ktoś gwałtownie otworzył drzwi przedziału. Momentalnie oderwała się od Malfoy’a.
-Och nie...-Jęknęła.
-Hermiono! Co ty robisz?!

Rozdział II

Ten rozdział dedykuję Este Blestemata <3 mam nadzieję, że Wam się spodoba:*~ Lisa 
***
     Mina Ginny była dość... Specyficzna. Wyrażała oburzenie, zdziwienie, podziw i zazdrość jednocześnie. Hermiona opowiedziała jej o tym, co wydarzyło się pomiędzy nią, a złośliwym arystokratą od czasu bitwy o Hogwart. Dość dziwnie się z tym czuła, ponieważ po raz pierwszy opowiadała to komukolwiek.
-Miona szalejesz-zapiszczała Ruda.
-Ciszej! -Zganiła ją przyjaciółka.
     Pomimo tego, że były w pustym przedziale rozejrzała się gorączkowo, aby upewnić się, że faktycznie nikogo nie ma.
-Powiedz, jakie to uczucie całować Malfoy’a? Albo jak cię obejmuje? Ciekawe, jakie to uczucie, gdy tak trzyma cię w swoich silnych ramionach i czule szepcze ci do ucha...-Rozmarzyła się.
-Ginny!-Hermiona była czerwona po same cebulki włosów. Widząc to młodsza Gryfonka wybuchła śmiechem.
-Gdybyś mogła teraz widzieć swoją minę!-Gdyby wzrok mógł zabijać, to młoda Weasley’ówna leżałaby martwa.-A tak na poważnie to ci zazdroszczę.
-Niby, czego?
-Raczej, kogo?-Widząc ogłupienie swej starszej przyjaciółki dodała-no wiesz... Malfoy jest na czele listy najseksowniejszych chłopaków w Hogwarcie i nie tylko...
-I, co z tego?-Obojętność Hermiony zirytowała ją.
-To z tego, że najbardziej gorące ciacho leci na ciebie. Każda dziewczyna marzy, aby choć spojrzał na nią tymi swoimi niebieskimi oczami...
-Stalowoszarymi-poprawiła automatycznie Hermiona i uśmiechnęła się do własnych myśli. Jakże cudownie było utonąć w tym spojrzeniu...
-Wiedziałam, że ci się podoba!-Zawołała radośnie Ginny.
-Co? Mi? On? W życiu nigdy!-Oburzyła się brązowowłosa.
-Nigdy nie mów nigdy-odparła tajemniczo.-Jestem ciekawa jakby zareagowali chłopcy, gdyby się o tym dowiedzieli. Najwięksi wrogowie szkolnych lat połączeni miłością!
-Oni nie mogą się o tym dowiedzieć-w zielonych oczach dziewczyny kryło się przerażenie. zwłaszcza, jak widziała dziką wyobraźnie w oczach przyjaciółki, która według niej wymykała się obecnie wszelkiej kontroli. Poza tym bała się, że ją przez to znienawidzą.-Nie mogłabym im tego zrobić... Oni są dla mnie najważniejsi... Są dla mnie jak bracia...
-Ta jasne-odparła poirytowana.-Jeśli tego nie zauważyłaś to Harry i Ron lecą na ciebie, tak samo, jak co drugi chłopak-widząc, że chce jej przerwać powiedziała szybko.-Tylko mi nie mów, że to nie prawda. Mam oczy. Wiem, że dla ciebie są oni ważni, ale musisz też zacząć myśleć o sobie. Oni za ciebie życia nie przeżyją. A co do Malfoy’a... To, jeśli zależy ci na tym, aby odpokutował swoje zachowanie względem ciebie, to możesz tę sytuację wykorzystać...
-Już chyba nawet wiem jak-odparła z tajemniczym uśmiechem Hermiona. Obie uśmiechnęły się chytrze do siebie. 
     Bądź, co bądź Gryfonki nie były tak grzecznymi dziewczynkami, za jakie ich wszyscy uważali. Powoli w głowie starszej z dziewczyn zaczął rodzić się pewien plan, a skupiał się on wokół pewnej arystokratycznej fretki, która cudnie wygląda w rozpiętej koszuli...
     Poczuła, że znowu robi się czerwona. Ginny uśmiechnęła się i złapała przyjaciółkę za rękę. Wyszły z przedziału i skierowały się do tego, w którym siedzieli Ron i Harry... Oraz Neville? Ten ostatni zaniemówił z wrażenia, jak zobaczył swoją rówieśniczkę.
-Wyglądasz bosko-powiedział, zamiast powitania.
     Hermiona poczułą się mile połechtana.
-Dzięki-odparła i usiadła między przyjaciółmi.
-Wiecie, co słyszałem?-Odezwał się Longbottom, a widząc ich przeczące ruchy głową powiedział szybko.-Profesor Snape w tym roku będzie uczył Eliksirów...
-Co?!-Krzyknęli jednocześnie Harry i Ron.
-A profesor Slughorn?-Spytała, jak zawsze, trzeźwo myśląca Hermiona.-Przecież Dumbledore nie mógłby go tak po prostu zwolnić.
-Mogłaś go nie ratować-jęknął jej rudy przyjaciel.-Dlaczego?!-Wzniósł ręce i oczy ku niebu z niemą prośbą o pomoc.
-Ron!-Krzyknęła Ginny, a w tym samym czasie starsza Gryfonka warknęła złowieszczo.
-Wiesz, co Ron? Gdybym miała możliwość ponownego uratowania mu życia nie zawahałabym się. A wiesz, czemu? Bo on nieustannie ratował nam tyłki! Mimo tego jak nas wszystkich traktował przez tyle lat, szanuję go i nie żałuję swojej decyzji. Każdy zasługuję na drugą szansę, zwłaszcza, jeśli się stara naprawić krzywdy, które wyrządził.
Wstała oburzona. Spojrzała wściekle na Rona, a ten jakby skurczył się pod jej spojrzeniem. Spojrzała na zegarek i z dumnie uniesioną głową niczym jakaś arystokratka wyszła z przedziału przypominając na odchodnym, że za czterdzieści minut jest spotkanie prefektów w jej przedziale. Po tych słowach zamknęła z hukiem drzwi i tyle ją widzieli.
-To jej podpadłeś-zaśmiał się Neville. 
-Serio Snape będzie znowu uczył? Przecież to obłęd jakiś...-Ron był załamany.
-Nie przejmuj się-pocieszył go Harry.- Najwyżej razem nie zdamy.
     Na twarzy rudzielca pojawił się uśmiech.
-Jesteście stuknięci-podsumowała Ginny.
*****
     Hmn... Ciekawe, co teraz robi Granger? Pewnie siedzi z tą resztą Wielkiej Trójcy i gadają, jacy to oni są wspaniali. A tak w ogóle to, co go to właściwie obchodzi? Prychnął. To przez tę dziewczynę. Gryfonka działała mu na nerwy i nie tylko. Cały czas o niej myślał. Już w pierwszej klasie przyciągnęła jego uwagę-była inteligentna. Ale, co z tego? Była mugolaczką. Nie mógł myśleć o niej, jak o normalnej koleżance ze szkoły. Jest jak książka w Dziale Ksiąg Zakazanych. Hmn... Zakazany owoc najbardziej kusi. Zamyślił się. Miała piękne duże oczy koloru młodych liści na drzewie. Malinowe usta, które zagryzała ilekroć się nad czymś zastanawiała. W szkole robiła to dosyć często.   Uśmiechnął się do wspomnień. Zawsze ją obserwował, a ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Jej brązowe, falujące włosy przyciągały uwagę, ale nie bardziej niż jej kołyszące biodra, gdy przechodziła obok. Ten widok wywoływał silną reakcję nie tylko u niego. Przeklęty Potter i Weasley! On już się postara o to, aby nie ślinili się na jej widok.
     Ona nie może być z żadnym z nich. Nie może. Ale dlaczego? Przecież nie zabronisz jej. Ona będzie moja. A czystość krwi? Nie obchodzi mnie to. Och czyżby? Ojciec by cię wydziedziczył, gdyby się dowiedział, że spotykasz się ze szlamą... Dość! Draco ogarnij się! Od kiedy tak o niej myślisz? Od dawna...
     Jego wewnętrzną walkę przerwało wtargnięcie kogoś do przedziału. Tym „ktosiem” okazała się Hermiona Granger-centrum, wokół, którego krążyły przed chwilą jego myśli. Dziewczyna spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy i usiadła na przeciwko. Poprawiła dyskretnie bluzkę, która podwinęła się odsłaniając skrawek jej brzucha. Chłopakowi zaschło w ustach. Szybko się jednak opanował i rzucił kpiąco:
-Co Granger, Wielka Trójca się pokłóciła?
-Co Malfoy, przyjaciół szukasz?-Odparła złośliwie.
     I tak zaczęli sobie dogryzać, aż przerwał im czarnoskóry chłopak. Bezceremonialnie wlazł do ich przedziału i pocałował Gryfonkę w policzek, po czym uścisnął rękę Ślizgona. Draco nie spodobało się jego wtargnięcie z trzech powodów. Po pierwsze przerwał im jakże pasjonujące dogryzanie sobie nawzajem. Po drugie pocałował Granger! Aż się w nim zagotowało. Po trzecie z tą dziewczyną przywitał się najpierw. Co to, to nie. Dracona Malfoy’a wita się na samym początku. Bądź, co bądź jest przecież arystokratą z szanowanej (od niedawna na nowo) rodziny czarodziejskiej.
-Czego chcesz Bleise?-Warknął.
-Od ciebie? Niczego-odparł wcale niewzruszony chłodem w głosie przyjaciela.-Przyszedłem do Granger.-Zwrócił się ku zaskoczonej dziewczynie i podał jej kremową kopertę, na której widniała pieczęć Ministerstwa Magii.-Od ojca-dodał.
-O, co chodzi?-Spytał zaintrygowany blondyn.
-O nic Malfoy. Nie twój interes.
-Diable?
-Ona ma rację Smoku. To jej sprawa.
     Po tych słowach pożegnał się z obojgiem skinieniem głowy i wyszedł pozostawiając złego przyjaciela i przerażoną dziewczynę. Gryfonka drżącymi dłońmi otworzyła kopertę i przeczytała list znajdujący się w środku. Młody arystokrata przyglądał się jej bacznie, więc zauważył jak jej twarz staje się coraz bardziej bledsza. Rozchyliła delikatnie usta i wpatrywała się w słowa na pergaminie.
-Och nie...-Jęknęła na koniec, po czym schowała list do kieszeni. Zauważył, że miała w oczach łzy.
     Jej „kolega” chciał zapytać, o co chodzi, ale przerwało mu ponowne otworzenie drzwi, w których stał auror.

Ważne!!!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Dla Ciebie to raptem kilka chwil - dla mnie mnóstwo motywacji :)