środa, 18 lutego 2015

Rozdział I

Ten rozdział dedykuję mojej pierwszej komentatorce - Onnawen :) czekam na komentarze :) ~ Lisa 
***
     Tego dnia Hermiona była w doskonałym humorze. Dziś, bowiem wracała z przyjaciółmi do Hogwartu. Dyrektor szkoły – Albus Dumbledore postanowił, że wszyscy uczniowie, którzy nie ukończyli siódmej klasy (czyli cały rocznik) mają powrócić i dokończyć jakże ważny ostatni rok nauki. Przez pewien czas chodziły słuchy, że to ze względu na Wybrańca podjął tę decyzję. Ją jednak nie interesował powód. Była szczęśliwa, że wraca. Rozejrzała się po tak dobrze znanym jej dworcu King’ s Cross w Londynie. Pożegnała się z rodzicami i pchając swój wózek przed sobą skierowała się w kierunku peronu, na który jej rodzice wejść nie mogli.
     Po chwili znalazła się na zatłoczonym peronie numer 9 i ¾. Pomimo, iż do odjazdu było jeszcze ponad godzina czasu to już kręciło się sporo czarodziei. Dziewczyna wzrokiem starała się odnaleźć swoich przyjaciół, ale nigdzie ich nie znalazła. Nie tracąc dobrego humoru ruszyła w kierunku pociągu. Po drodze parę razy została zatrzymana przez dzieciaki i ich rodziców, aby dała im swój autograf. Z cichym westchnieniem spełniała ich prośbę, ale miała tego serdecznie dość. Przez wakacje takie sytuacje znacznie się zmniejszyły, ale czasami napatoczyło się paru czarodziei z uwielbieniem w oczach i błagających o podpis zdjęcia. Sława jest ciężką przyjaciółką, ale czego mogła się spodziewać będąc przyjaciółką Złotego Chłopca? Na pewno nie spokoju i normalnego życia.
     Weszła do przedziału i skierowała się do tego przeznaczonego dla Prefektów Naczelnych. Ciekawe, kto będzie drugim prefektem? Mam nadzieję, że to, chociaż osoba w miarę ogarnięta-pomyślała. Wnętrze przedziału było niemal takie samo jak to w zwykłych. Różniły się tylko tym, że tu siedzenia były skórzane, pod oknem stał stolik i ogólnie było bardziej przestronnie. Zdziwiła się widząc, iż jedno z siedzeń jest purpurowe ze złotymi zdobieniami, a drugie zielone z srebrnymi wzorami. Och nie…-jęknęła. Domyśliła się, że osoba, z którą będzie spędzać bardzo dużo czasu będzie Ślizgonem. Dumbledore mnie nie lubi- stwierdziła. Powtarzam się-dodała. Odwróciła się, aby wziąć swój kufer i wrzucić go na półkę. Niestety nie mogła tego zrobić, ponieważ w przejściu stał nie, kto inny jak Draco Malfoy z cynicznym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Zmierzył ją powoli prowokacyjnym wzrokiem od stóp do głów.
- I co się tak gapisz?-Warknęła.
-Och Granger… w tym stroju masz zamiar łazić po pociągu? Wiesz ilu jest w nim napalonych facetów?-Spytał kpiąco.
-Spokojnie Malfoy. Będę się od ciebie trzymać z daleka.
     Nie zmieszała się widząc jego zachłanne spojrzenie, ale nie mogła nic na to poradzić. Miała na sobie czarne leginsy, które opinały jej sylwetkę i czerwoną bluzkę, którą musiała dość często poprawiać, ponieważ się podwijała. Biała, cienka kurteczka idealnie leżała na jej ramionach.   Czerwone botki podkreślały jej długie, szczupłe nogi. Taa… swoim wyglądem sprawiała, że chłopcy się za nią oglądali, a gdy tylko odgarniała włosy, które nieustannie opadały jej na twarz nie jednemu robiło się gorąco.
     Gryfonka chciała go wyminąć, ale stanął przed nią z rozbawieniem patrząc jak zaczyna się irytować.
-Czego ty ode mnie chcesz?-Spytała zadziornie z błyskiem złości w zielonych oczach.-A tak w ogóle to wynoś się stąd, bo to jest przedział dla…
-Prefektów Naczelnych- dokończył za nią.-Wiem o tym i dlatego tu przyszedłem, aby zostawić swój kufer.
     Jego oświadczenie i cyniczny uśmiech uświadomił jej jedno-ta tleniona fretka będzie drugim Prefektem. Jęknęła w duchu, ale nie pokazała, że ją to obeszło. To przecież niemożliwe. Dumbledore nie zrobiłby jej tego. Nie mógł, …ale zrobił. Jeszcze mu za to odpłaci.
-Cóż, zgaduję, że ciebie również kopnął tak wieli zaszczyt.-Ironizował z rozbawieniem.-Czaka nas ciekawa współpraca. Już nie mogę się doczekać. Pomyśl tylko. Tyle dziewczyn pozabijałoby się, aby spędzić z moją cudowną osobą długie godziny…
-Rzeczywiście, nic mnie bardziej nie pociąga od faktu przebywania w jednym pomieszczeniu z zakochanym w sobie arystokratą.-Powiedziała z kpiną.- Chyba się Amortencji nawdychałeś. Zresztą nie ważne. Jak tylko przyjedziemy udam się od razu do dyrektora i zrezygnuję z tego zaszczytnego miana, bo nie mam zamiaru się z tobą użerać!
-Tchórzysz Granger?-Spytał.
-To jest wyzwanie?-Wiedziała, że ją prowokuje, ale co ona na to poradzi, skoro on podważał jej gryfońską dumę? Niech będzie przeklęta-pomyślała.-Ja nigdy nie tchórzę-odparła chłodno.
-Cudnie. Będzie zabawnie. Tyle nieprzespanych godzin…-zamyślił się.
-Że niby, co takiego?!-Rzekła oburzona rumieniąc się delikatnie na myśl, co może mu po głowie chodzić.
     On zaśmiał się tylko i minął ją ciągnąc za sobą swój kufer. Z gracją dzikiego kota wrzucił go na półkę i rozsiadł się wygodnie patrząc na nią stalowoszarymi oczami. Dziewczyna otrząsnęła się.   Chwyciła za swój kufer i wciągnęła go do przedziału. Już chciała go podnieść, gdy napotkała tajemniczy wzrok Ślizgona.
-I, na co się tak gapisz?
-Na ciebie-rzucił krótko.-Za chwilę będę miał niezłe widoki…
-Zapomnij-mówiąc to wyciągnęła różdżkę chcąc za pomocą zaklęcia pozbyć się problemu. Chłopak zaśmiał się jedynie i jednym płynnym ruchem wstał i wrzucił jej bagaż na półkę. Zrobił to w ten sposób, że po wszystkim znalazł się obok niej i to zdecydowanie za blisko jak na jej gust.
-I, o co tyle hałasu?-Spytał retorycznie. 
     Ich oddechy zmieszały się. Hermionie serce zabiło mocniej. Patrzyła w te jego cudne tęczówki i nie śmiała się poruszyć.
-Pamiętasz to, co wydarzyło się między nami podczas bitwy? Tuż po tym jak eksplodowała ściana?-Szepnął.
     Pamiętała. Już otworzyła usta by mu odpowiedzieć, że ma spadać, ale on jej w tym skutecznie przeszkodził. Musnął ustami rozchylone wargi dziewczyny sprawiając, że zamarła w bezruchu, po czym skierował się ku jej szyi. Jedną ręką przygarnął ją do siebie, a drugą przechylił głowę do tyłu. Wściekała się na siebie, że czuła rozkoszne dreszcze ilekroć ją dotykał, czy gorąco rozchodzące się po jej ciele… A ten zapach, który otumaniał jej zmysły sprawiając, że chciała więcej… STOP! Hermiono ogarnij się dziewczyno! Co ty robisz? Opanowała się z trudem, po czym szepnęła mu do ucha:
-Nic się nie wydarzyło pomiędzy nami.
     Z niechęcią odsunęła się od niego i nawet nie oglądając się za siebie wyszła z przedziału pozostawiając oniemiałego chłopaka samego ze swoimi myślami.
*****
     Co on sobie myśli? A co ty sobie myślisz? Nic. To, co się stało w ruinach zamku jest nieistotne. Miała go uratować i zrobiła to, a co zrobili później nie powinno mieć w ogóle miejsca…Podoba ci się. Nie! Mnie nie oszukasz. A założymy się? Nie potrafisz kłamać. Chciałaś go pocałować. Nie! Odwzajemniłaś pocałunek. Ale to on zaczął…Dużo się zmieniło. On się zmienił. Mnie to nie interesuje… Och czyżby?
     Mogłaby tak w nieskończoność kłócić się sama ze sobą, ale spostrzegła przez okno na peronie przyjaciół i czym prędzej wybiegła im na spotkanie. Nie uszło jej uwadze dziwne spojrzenia dwójki jej najlepszych przyjaciół. Ginny przywitała się z nią wesoło udając, że nic nie widzi. Hermiona przytuliła się z nimi na przywitanie. Usilnie próbowała zapanować nad pytaniami, o co chłopakom chodzi. O ironio pomógł jej znienawidzony Ślizgon. Znienawidzony… czy aby na pewno? Zaczynała w to wątpić, ale czy słusznie?
-Jak was widzę to aż mi się słabo robi-usłyszeli złośliwy głos arystokraty.
-Spadaj Malfoy-powiedział Ron.
-Uważaj, do kogo mówisz Weasley-odparł spokojnie Ślizgon.
-Mówię to do tchórzliwej fretki.-Chłopak uśmiechnął się cynicznie.
- Dla twojej wiadomości rudzielcu jestem Prefektem Naczelnym, więc pilnuj się, bo już na samym początku możesz zarobić szlaban.
     Ron zrobił się czerwony na twarzy i rzucił się na niego, ale w ostatnim momencie bliznowaty go powstrzymał. Hermiona złapała dłońmi twarz chłopaka i zmusiła, aby na nią spojrzał.
-Uspokój się Ron-przemówiła do niego łagodnie, aczkolwiek stanowczo. 
     Przez głowę przemknęło jej pytanie: jak oni wytrzymają ze sobą, skoro Ron jest prefektem, a Malfoy stoi w hierarchii nad nim? Chyba się pozabijają już na pierwszym spotkaniu.-Pozwól mu żyć w jego własnym świecie ułudy i niech się udławi powietrzem, którym oddycha.
     Na koniec uśmiechnęła się do niego, a on powoli odwzajemnił uśmiech. Draco poczuł jakby go coś ukuło. Czyżby był… zazdrosny? O nie. To niemożliwe. On? Draco Malfoy-najbardziej pożądany i gorący facet na tym peronie miał być zazdrosny? I to w dodatku o Granger? A jednak… Powinienem się leczyć-stwierdził w myślach. Dziewczyna zapłaci mu za to. To przez nią czuł to głupie uczucie. Wpadł na pewien pomysł. Przecież nikt nie zabronił mu uprzykrzać jej życia. Będzie miał niezłą zabawę, zwłaszcza, że będzie z nią spędzać BARDZO dużo czasu. Już on tego dopilnuje, w jego przebiegłej głowie zrodził się chytry plan, który postanowił wcielić w życie choćby zaraz.
-To pa KOCHANIE.- Zwrócił się do starszej Gryfonki kładąc znaczny nacisk na ostatnie słowo.-     Widzimy się w naszym wspólnym przedziale i pamiętaj, że musimy wrócić do tego, na czym skończyliśmy-uśmiechnął się, a na jej twarzy wykwitł rumieniec. O to mu chodziło.- Jak myślisz ile potrafisz wytrzymać bez powietrza? Zauważyłem, że ostatnio nieźle ci idzie-mrugnął do niej i ze śmiechem na ustach ruszył w tylko sobie znaną stronę pozostawiając zszokowanych rówieśników.
     Ich głupie miny sprawiły mu wielką przyjemność. Ciekawe jak się teraz Granger wytłumaczy swoim przyjaciołom.
-Czy on powiedział do ciebie „kochanie”?- Zwróciła się Ginny do przyjaciółki, która patrzyła w ślad za oddalającą się blond czupryną. 
     Jak on mógł publicznie napomknąć, że się pocałowali? No może nie powiedział tego, wprost, ale przecież każdy by się domyślił. Prawda?
-Najwidoczniej-odparła cicho.-Chodźcie lepiej znaleźć wolny przedział-dodała szybko widząc, jak Ron czerwienieje na twarzy.
     Wolny przedział było już trudno znaleźć, ale w końcu im się udało. W tym roku było zdecydowanie za dużo uczniów- stwierdziła w myślach Hermiona. W głowie kotłowało jej się pełno myśli. Dlaczego Malfoy odezwał się do niej per „kochanie”? Dlaczego Ron tak się złościł? Czyżby był zazdrosny? Przecież wyjaśnili sobie, że ich związek niemiałby przyszłości. Zresztą nieważne… A Harry? Tylko po groźnych błyskach w oczach można było zauważyć, że on również coś ma do Malfoy’a. Ale przecież oni go nienawidzą od pierwszej klasy, więc może, dlatego… tak tłumacz sobie dalej. Nie mogła udawać, że nie widzi jak obaj chłopcy dość nieudolnie zabiegają o jej względy. Ron-gwałtownością, a Harry-opanowaniem. Westchnęła. I do tego ten durny Ślizgon!
-O, czym myślisz Mionka?-Spytała Ruda.
-O niczym-odparła szybko. Zbyt szybko.
-No dobra, a więc, o kim myślisz?-Młodsza Gryfonka wyszczerzyła się w głupawym uśmieszku, na co starsza roześmiała się.
-Pogadamy później-odpowiedziała dając znać przyjaciółce, że nie powinny o tym rozmawiać przy chłopakach. Zastanawiała się, czy powinna powiedzieć przyjaciółce całą prawdę o tym, co myśli i na czyj temat, czy pominąć większą połowę, która dotyczyła oczywiście Ślizgona? Nie wiedziała.       Jednego była pewna- on coś knuje, więc zamierzała mu te plany pokrzyżować. Hmn… zapowiada się interesujący rok.

Prolog

Witam wszystkich serdecznie :D Od teraz zaczynamy naszą wspólną przygodę z Hermioną i Draco :D ~ Lisa 
***
     Schowała portfel do małej, czarnej torebki. Tak. Chyba jest już gotowa. Ostatni raz spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wojna zmieniła ją - z charakteru. Natomiast wakacje - z wyglądu. Hermiona nie sądziła, że jeszcze może urosnąć. Zawsze chciała być wysoka. Pewnie jestem teraz wyższa od Harry’ego - pomyślała z rozbawieniem. Odgarnęła brązowe włosy do tyłu odsłaniając przód zielonej sukienki. Owa sukienka opinała delikatnie biust i talię dziewczyny, po czym miękko spływała falbanami do połowy uda. Idealnie podkreślała atuty dziewczyny. Na szczupłych i długich nogach miała założone czarne sandałki na koturnach. Hermiona zastanawiała się jak jej przyjaciele zareagują na jej widok. Na jej twarzy zagościł jeszcze szerszy uśmiech odsłaniający idealnie białe zęby.   Oczami wyobraźni ujrzała opadającą ze zdziwienia szczękę Rona, nieśmiałe spojrzenia Harry’ego i bardzo wymowne Ginny. Westchnęła i podeszła bliżej sprawdzając, czy aby nie rozmazała makijażu. Jej duże zielone oczy, podkreślone czarną kreską i wytuszowanymi rzęsami, patrzyły zalotnie na swoje odbicie. Jeszcze do końca się do nich nie przyzwyczaiła. Do niedawna miała brązowe, ale w końcu nie musiała nosić soczewek. Wada, która zniknęła pozwalała Gryfonce pospać dziesięć minut dłużej. Dziewczyna pomalowała usta błyszczykiem. No. Teraz wygląda perfekcyjnie.
     Zamyśliła się. Bardzo często nachodziły ją wspomnienia, które wywoływały u niej dreszcze na plecach. Zwłaszcza te, w których obecny był pewien blondyn. W czasie bitwy coś się między nimi zmieniło. Pamiętała jakby to było wczoraj, jak biegła szukając go w tłumie. Wpadła do jakieś klasy, w której stał na środku i patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Podeszła do niego i złapała ze rękę chcąc go zaprowadzić w bezpieczne miejsce – w końcu obiecała to jego matce.   Jednak nie zdążyła się nawet odezwać, gdy ściana za nią eksplodowała, a podmuch pchnął ją na Ślizgona sprawiając, że oboje znaleźli się na ziemi. Chłopak zasłonił ją własnym ciałem, gdy wybuchła druga ściana. Chciała mu powiedzieć, że muszą stąd uciekać, ale gdy tylko otworzyła usta ten pocałował ją. Było to tak niespodziewane, że odwzajemniła pocałunek. Po chwili dotarło do niej, co właśnie robi i odepchnęła go wstając momentalnie. Dostrzegła zawód w jego oczach, ale zaraz się opanował i po chwili stał obok niej. Złapała go za rękę i nie zważając na to, co mówi poprowadziła go w bezpieczne miejsce. Do tej pory czuła jego gorące wargi na swoich. Takie gorące i zachłanne… STOP! Hermiona ogarnij się! Zganiła się w duchu. To przecież tylko Malfoy. Nic nieznacząca tleniona fretka. I co z tego, że przeszedł na ich stronę? Że wstąpił do Zakonu Feniksa? Że się zmienił? Nic ją to nie obchodziło. Mimo wszystko dalej nie mogła zapomnieć mu tego, co jej robił przez sześć lat w Hogwarcie. Jak ją upokarzał i poniżał. A podczas wojny, co zrobił? Najnormalniej w świecie ją pocałował! Zresztą nie ważne… Hermiona ogarnij się!-Powtarzała to w kółko niczym modlitwę.
     Nie zważając na swoje durne myśli na jego temat Gryfonka wyszła z pokoju zamykając go za sobą. Niemal zbiegła ze schodów i wpadła na swoich rodziców, którzy właśnie szykowali się do wyjścia. Pożegnała się z nimi i oznajmiła, że wróci późno. Miała na dzisiaj sporo spraw do załatwienia. Matka ucałowała ją w policzek życząc dobrej zabawy. Jakże się cieszyła, iż udało jej się ich odnaleźć i przywrócić im pamięć. Westchnęła w duchu i wyszła na ganek.
     Słońce przyjemnie ogrzewało jej skórę. Wzięła głęboki wdech i deportowała się w pobliże Dziurawego Kotła. Weszła do lokalu i obrzuciła go obojętnym spojrzeniem. Z tym obskurnym miejscem miała kilka wspomnień, ale najchętniej by się ich pozbyła. Przy stolikach siedzieli czarodzieje i w najlepsze zajadali podejrzanie wyglądające dania lub byli pogrążeni w rozmowie. Zauważyła, że przechodząc zwracała na siebie uwagę mężczyzn, którzy obdarowywali ją przeciągłym spojrzeniem z lubieżnością patrząc na jej figurę. Zignorowała to. Dziewczyna skinęła głową barmanowi i weszła na zaplecze, które prowadziło na ulicę Pokątną. Po chwili znalazła się na niej otoczona czarodziejami podążającymi w tylko sobie znanych kierunkach. Uśmiechnęła się. Za każdym razem, gdy się tu znajdowała ogarniało ją dziecięce podniecenie, jakby miała za moment otrzymać wymarzony prezent. Ruszyła w kierunku księgarni Esy i Floresy, ponieważ tam umówiła się ze swoimi przyjaciółmi. Po chwili ujrzała Ginny. Ona również się zmieniła. Rude włosy związała w luźny kok. Czerwona bluzka i białe spodenki sprawiały, że przechodzący chłopcy rzucali na nią nie jedno spojrzenie. Z wielkim uśmiechem na ustach pobiegła do swojej przyjaciółki rzucając się jej w ramiona. Nie widziały się całe wakacje.
-Mionka ślicznie wyglądasz!-Zaszczebiotała wesoło.
-Ty również Gin-odparła starsza z dziewczyn.
     Śmiejąc się obie podeszły do pozostałej dwójki przyjaciół. Hermiona musiała przyznać, że się zmienili. Ron jeszcze bardziej urósł, a pod brązową bluzką widać było zarysowane mięśnie, tak jak i pod niebieską koszulą Harry’ego. Ten pierwszy patrzył na nią z otwartą buzią nie mogąc się nawet poruszyć. Obok niego stał oniemiały Potter. On jednak za wiele się nie zmienił. Wydoroślał. Stracił do końca dziecięce rysy twarzy. Jedynie oczy dalej błyszczały jak wtedy, gdy poznała go po raz pierwszy. Ciemne włosy były oczywiście nieuczesane i zdawały się żyć własnym życiem. Przywitała się z nimi, a każdy z nich zamknął ja w żelaznym uścisku.
-Chodziliście na siłownię, czy co?-Spytała ze śmiechem na ustach.
-Tak jakby-odparł Potter ze śmiechem.
-Fantastycznie wyglądasz Hermiono!-Odezwał się Ron.
-Fantastycznie to za mało powiedziane -rzekł bliznowaty.
-Taa… wszyscy już wiemy, że zrobiła na was piorunujące wrażenie, ale z łaski swojej moglibyście już pozamykać szczęki, które pootwieraliście z wrażenia i zapewnić Mionie trochę komfortu!- Skarciła chłopaków Ruda.-Wystarczy, że wszyscy wokół pożerają ją wzrokiem. Jako jej przyjaciele powinniście się umieć zachować.
     Dziewczyny śmiejąc się wyminęły ich i weszły do księgarni, a oni zbesztani weszli za nimi. Po zakupieniu potrzebnych książek i wysłaniu ich zaklęciem do domu postanowili pójść do jakieś restauracji, ponieważ Ron narzekał, że od wielu godzin nic nie jadł, na co jego siostra mruknęła coś o tasiemcu, którego prawdopodobnie ma jej brat. Hermiona ze śmiechem ruszyła do drzwi, a otwierając je wpadła na blondwłosego Ślizgona. Potykając się o wycieraczkę wpadła prosto w jego ramiona. W jego stalowoszarych oczach najpierw pojawiło się zdziwienie, a gdy ją poznał-rozbawienie. Ona widząc to chciała wyswobodzić się z jego umięśnionych ramion, ale on jedynie przyciągnął ją bardziej do siebie zmniejszając niebezpiecznie dystans pomiędzy nimi. Z kpiącym uśmiechem na ustach i cynizmem w głosie rzekł cicho:
-Znów w moich ramionach, co Granger? Widzę, że się cholernie za mną stęskniłaś-dodał.
-Ha. Chciałbyś-odparła kpiąco.-Za marzenia nie karają.
-Hmn…-zamyślił się.
     Gryfonka czuła, jak jego atletyczne ciało idealnie pasuje do jej ciała. Nie podobało jej się to z czterech powodów. Po pierwsze jej przyjaciele są świadkami całego wydarzenia. Po drugie czuła narastające ciepło w okolicy brzucha, które gwarantowało jej kolejną nieprzespaną noc z powodu Ślizgona. Po trzecie chciała zostać w tych ramionach już na zawsze i po czwarte miała ogromną ochotę go pocałować, co niezmiernie ją przerażało. Tak jak wtedy w czasie bitwy w ruinach zamku...
     Mimo kotłujących się w jej głowie myśli zauważyła, że Malfoy się zmienił. Był od niej wyższy niemal o głowę. Pod dłońmi czuła cudownie wyrzeźbione mięśnie jego klatki piersiowej. Włosy nie były ulizane jak kiedyś tylko ułożone w artystycznym nieładzie. Biała koszula była rozpięta niemal do połowy kusząc dziewczynę niemiłosiernie, aby dotknęła nagiej skóry. Postawiony kołnierzyk dodawał mu uroku. Nadal wyglądał jak arystokrata, ale w tym stroju-jak cholernie seksowny arystokrata. Przybierając arogancki wyraz twarzy już otworzył swe zmysłowe usta, ale wtrącił się Weasley.
-Zabieraj od niej te swoje parszywe łapy obrzydliwy Ślizgonie!
     Arystokrata spojrzał na niego, po czym wrócił do przyglądania się Gryfonce, którą trzymał w ramionach.
-Jeszcze wrócimy do tego Granger-zapowiedział uwodzicielsko.- Do zobaczenia w pociągu.
     Mówiąc to szybko musnął swoimi gorącymi ustami jej zimne wargi rozpalając je momentalnie.     Puścił ją i wyminął z zamyślonym wzrokiem i zadowolonym uśmiechem na twarzy, ponieważ nikt nie zauważył tego, co zrobił. Przechodząc koło Rona rzucił lekko do niego:
-Och Weasley… ty dalej żyjesz marzeniami.- Po czym ruszył dalej nie oglądając się za siebie. Ron chciał się rzucić na niego, ale Harry zareagował błyskawicznie i złapał przyjaciela potrząsając nim, aby się opanował.
-Nie warto-powiedział spokojnie Potter.
     Hermiona patrzyła na cała sytuację lekko zszokowana, jednak szybko się opanowała i odwróciła się w stronę wyjścia. Niestety pech chciał, że znowu na kogoś wpadła. Tym „ktosiem” okazał się (o zgrozo) Malfoy senior.
-Przepraszam-odparła szybko Gryfonka.
-Powinna pani tyle nie błądzić głową w chmurach. Oszczędziłoby to pani wpadania na ludzi.-   Obdarzył ją czarującym uśmiechem, po czym dotarło do niego, kogo właściwie trzyma w ramionach. Jak mógł jej nie poznać? To pewnie przez te oczy…, ale przecież nie zmieniła się za wiele-po prostu wyładniała. Merlinie! Co on sobie myśli widząc tę szlamę?! On, Lucjusz Malfoy-arystokrata, wyższy ponad innych. Puścił ją niemal natychmiast. –Na przyszłość uważaj jak chodzisz panno Granger-wycedził i minął ją nie zaszczyciwszy nawet pojedynczym spojrzeniem.
     Po chwili na jego miejscu pojawiła się Narcyza. Jak zawsze perfekcyjnie wyglądająca dama. Jadowicie zielona garsonka nadawała jej cerze jeszcze bledszy odcień nić miała w rzeczywistości. Włosy upięte w idealny kok były niezwykle szykowne. Na jej widok uśmiechnęła się nieśmiało, ale szczerze. Widziała to w jej niebieskich oczach.
-Witaj Hermiono-rzekła.
-Dzień dobry-odezwała się zszokowana dziewczyna.
     Kobieta minęła ja i przywitawszy się również z pozostałą trójką zniknęła między regałami księgarni, zapewne w poszukiwaniu męża i syna, pozostawiając oniemiałych nastolatków. Już więcej Malfoy’ów nie zniosę-pomyślała starsza Gryfonka, choć dobrze wiedziała, że cała rodzina buszowała po półkach za jej plecami. Czym prędzej opuściła to miejsce.
     Po chwili zatrzymała się i obejrzała. Przyjaciele podążali tuż za nią ze zdziwieniem wymieniając się spostrzeżeniami, ze spotkania z jakże znienawidzoną rodziną. Naburmuszony Ron prawie się nie odzywał, tylko zaciskał nerwowo pięści.
     Przyjaciele weszli do przestronnej restauracji Pod Zielonym Smokiem. Usiedli przy wolnym stoliku na końcu sali. Hermiona rozejrzała się. Na sali dominowały różne odcienie zieleni i srebra. Barwy Slytherinu-pomyślała Gryfonka. Spojrzała na ścianę. Patrzył z niej na nią szafirowym okiem wielki zielony smok. Był przepiękny. Delikatnej budowy z ogromnymi skrzydłami. Zrobił fikołka i znalazł się na innej ścianie budząc radość dzieciaków siedzących przy stoliku obok. Westchnęła.   Ostatnio pojawiła się moda na ruszające się wzorki na tapetach. Z zamyślenia wyrwał ją przyjemny głos blondwłosej kelnerki. Złożyli zamówienie, po czym odezwała się Ginny:
-Hermiono ty dzisiaj masz wyjątkowego pecha. Na wszystkich ludzi musiałaś wpaść akurat na Malfoy’ów.
-Cała rodzina powinna siedzieć w Azkabanie-odparł Ron, a widząc mordercze spojrzenie starszej Gryfonki spytał-no, co?
-Nic-odparła.- Jakbyś zapomniał to oni stanęli po właściwej stronie i Ministerstwo oczyściło ich z zarzutów.
-Niepotrzebnie-mruknął Rudy. Harry widząc, że jego przyjaciółka zaraz wybuchnie spytał szybko:
-Dlaczego masz inny kolor oczu?
-Nie noszę już soczewek-odpowiedziała, a widząc pytające spojrzenia dodała.-Jak byłam bardzo mała dużo czytałam…
-Za wiele się nie zmieniło-burknął Ron. Popatrzyła przeciągle na niego i kontynuowała.
-Bardzo szybko męczył mi się wzrok, więc rodzice kupili mi soczewki, ale nie wiadomo, dlaczego zmieniły one kolor moich oczu.
     Niedawno okazało się, że już nie są mi potrzebne, więc ich nie noszę i teraz mam zielone oczka-uśmiechnęła się.
-Ładniej ci w zielonych-powiedział nieśmiało Harry i lekko się zarumienił.
-Eee… dziękuję-odpowiedziała zmieszana.
-Co to są soczewki?-Spytała Ruda udając, że niczego nie zauważyła. Co prawda bolało ją, że Harry zwraca na Hermionę uwagę już nie jak na przyjaciółkę, ale przecież nie mogła mu tego zabronić. Nie byli razem. Już nie.
Gryfonka z westchnieniem wyjaśniła rudzielcom. Kątem oka zauważyła jak do restauracji wszedł wysoki czarnoskóry chłopak. Rozejrzał się, a napotkawszy jej wzrok uśmiechnął się i skinął głową na powitanie. Odpowiedziała tym samym.
-Ja zaraz wrócę-powiedziała patrząc na Ślizgona. Wstała i ruszyła w jego stronę.
     Jakże wielkie było zdziwienie trójki przyjaciół, gdy ujrzeli jak dziewczyna wita się z nieodłącznym przyjacielem Malfoy’a. Mianowicie chłopak uścisnął Hermionę niemal czule, po czym pocałował ją w policzek. Zamienili ze sobą kilka słów, po czym Gryfonka wróciła do swoich przyjaciół.
-Czy to był Blaise Zabini?-Spytał Harry.
-Tak-odpowiedziała siadając.
-Hmn… niezłe z niego ciacho-rozmarzyła się Ruda.
-Ginny!-Krzyknął z oburzeniem Ron.-On jest Ślizgonem! I do tego kumpluje się z tą tlenioną fretką! Uważaj, bo poskarżę się rodzicom i cię wydziedziczą.
-Już to widzę-mruknęła siostra rudzielca.
-Dramatyzujesz Ron-odparła Miona.
-A ty się nie odzywaj!-Warknął.- Jak w ogóle mogłaś go pocałować?
     Którego?-Chciała zapytać. Malfoy’a, czy Zabini’ego? Westchnęła
-Powiem wam, o co chodzi, ale jeszcze nie teraz. Chcę mieć pewność.
-Do, czego?-Spytał spokojnie Harry.
-Powiem wam innym razem.
     Cała trójka już chciała się odezwać, ale kelnerka przyniosła ich zamówienia i postanowili, że póki, co odpuszczą przyjaciółce. W końcu skoro powiedziała, że im powie to im powie.
Po niemal godzinie wyszli z restauracji śmiejąc się z żartu Rudej. Postanowili się rozdzielić, ponieważ każdy z nich potrzebował czegoś innego. Ron-nowej miotły, Harry- sowy, Ginny- nowego kociołka, a Hermiona- szaty. Każde z nich ruszyło w swoją stronę umawiając się za godzinę w Norze.
     Hermiona jak zwykle, gdy zostawała sama pogrążyła się w myślach, które brutalnie zostały przerwane przez tlenioną fretkę, na którego znowu wpadła.
-Odnoszę wrażenie, że na mnie lecisz-powiedział ironicznie.-Nie upłynęło dużo czasu od naszego ostatniego spotkania, a ty znowu jesteś w moich ramionach.
-To nie moja wina, że obłapiasz wszystko, co się rusza i nie ucieka przed tobą-odpowiedziała złośliwie. Wyswobodziła się z jego (jakże cudownych) ramion. Chciała go wyminąć, ale złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem…
-Dlaczego uważasz, że lecę na arystokratyczną fretkę? Nie jestem głupia…
-Dziewczyny lecą na mnie, bo jestem niezwykle przystojny i seksowny, mam wspaniałe ciało i włosy, jestem inteligentny, arogancki i można by wymieniać w nieskończoność, więc powiem tylko jedno-jestem po prostu boski.
-I do tego skromny-mruknęła. Chciała się jakoś na nim odegrać. Do głowy przyszedł jej głupi pomysł, ale w sumie…, co jej szkodziło?
     Hermiona wolną ręką dotknęła jego policzka i przybliżyła twarz do jego twarzy, jakby chciała go pocałować. Jednak rozczarowała Ślizgona, bo powiedziała tylko słodko:
-Och misiu, bardzo mi przykro, ale to nie moja wina, że żyjesz w swoim własnym świecie, gdzie jesteś najważniejszy.-Jej głos ociekał sarkazmem, nie czekając na jego reakcję odwróciła się i odeszła pozostawiając zaskoczonego chłopaka samego.
     A on? Stał tam, wśród tłumu czarodziei, jakby go nie było. Patrzył bezmyślnie na dziewczynę w zielonej sukience, która z gracją zniknęła za rogiem. Nie przypuszczał, że znów ją spotka. Już ich spotkanie w księgarni wywarło na nim spore wrażenie. Blaise mówił mu, że Granger wyładniała, ale nie, że aż tak… po tym, co wydarzyło się podczas bitwy chciał się z nią skontaktować. Tyle razy pisał do niej listy, które po ukończeniu palił w kominku tłumacząc sobie, że tak nisko nie upadł.   Myślał o niej dosyć sporo odkąd się w ogóle poznali, a przez te wakacje niemal nieustannie.
     Z zamyślenia wyrwał go dotyk dłoni na swoim ramieniu.
-Kogo tak wypatrujesz synu?-Lucjusz spojrzał w tym samym kierunku.
-Nikogo-odparł Draco-już nikogo.

Sowia poczta



Witajcie kochani!

Zapraszam serdecznie wszystkich do przeczytania mojej Dramionki :D Jest to moja pierwsza dramiona, którą napisałam i mam nadzieję, że nie znudzi Was moja historia:)

Dziękuję Onnawen za doradzenie stronki:* ~ Lisa

Ważne!!!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Dla Ciebie to raptem kilka chwil - dla mnie mnóstwo motywacji :)